Czy złapałaś kiedyś czarnego łabędzia?

Był czas, kiedy wszystko toczyło się dość gładko,  nadanym wcześniej torem.
Stabilizacja, poczucie bezpieczeństwa….
Aż tu nagle, w sposób zupełnie nieprzewidziany, zaczęły piętrzyć się kłopoty.
Braki w asortymencie Oriflame spowodowane m.in.kryzysem;
poważna choroba  kuriera i konieczność zmiany sposobu dostarczania zamówionego towaru; fatalna pomyłka przy pierwszym zamówieniu grupowym; wyjątkowo uciążliwa zima i do tego remont, który trzeba było zacząć  wcześniej niż planowałam oraz nowa akcja rekrutacyjna Oriflame, do której chcę się przygotować.
W takich to właśnie okolicznościach, zwróciłam uwagę na artykuł Daniela Sukniewicza „Czy złapałeś kiedyś czarnego łabędzia”.

Już jego początek, zapowiadał rozwinięcie tematu, który mnie właśnie przytłaczał:
Czasami do naszego w miarę uporządkowanego życia wkradają się nieprzewidziane wydarzenia.
Czy jesteśmy na nie gotowi?
Czy umiemy je wykorzystać, czy raczej je ignorujemy i czekamy, aż wszystko wróci do normy?”

Artykuł przypomniał mi o kilku  sytuacjach w  życiu, gdy udało mi się „złapać czarnego łabędzia”. Może i tym razem mi się uda? Może uda się i Tobie :-)
Koniecznie przeczytaj całość – jest bardzo ciekawa i  przekonywująca.

Czasami do naszego w miarę uporządkowanego życia wkradają się nieprzewidziane wydarzenia.
Czy jesteśmy na nie gotowi?
Czy umiemy je wykorzystać, czy raczej je ignorujemy i czekamy, aż wszystko wróci do normy?

Czasami do naszego w miarę uporządkowanego życia wkradają się nieprzewidziane wydarzenia.
Na przykład opady śniegu, które już sparaliżowały pół Europy, wywołując wszędzie lekką panikę.
Bo czy np. niemiecki biznesmen, przedstawiciel firmy zajmującej się nowoczesnymi rozwiązaniami technologicznymi, który miał właśnie wylatywać na delegację do Paryża, mógł przypuszczać, że lotnisko we Frankfurcie zostanie zamknięte?
Przecież takie rzeczy się nie zdarzają…
A jednak…
Co popsuło temu biznesmenowi szyki?
Opady śniegu?
Nie – przekonanie, że statystyczna prawidłowość zawsze się potwierdza.
Skoro port lotniczy we Frankfurcie działał bez zarzutu zimą zeszłego roku i w latach poprzednich, to i w tym roku nie powinno być problemów.

Wiele osób myślących w ten właśnie sposób potraciło majątki na giełdach całego świata.

Ale śnieg w środku zimy…
Czemu więc daliśmy się zaskoczyć opadom śniegu?
Patrzę tak sobie na pogodę za oknem, na kolejną śnieżną zadymę, na białe drogi – bardziej przypominające nigdy nie odśnieżane trakty w Puszczy Białowieskiej niż drogi w naszej stolicy – i dochodzę do wniosku, że pogoda w Polsce, ciągle nas zaskakuje, mimo że o tej porze roku powinniśmy być przygotowani na śnieg i mróz. Bo skoro nie dziwi nas, że w styczniu jest mróz i śnieg, to dlaczego ciągle nie nadążamy z odśnieżaniem, czy też z wymianą opon na zimowe? Niby powinniśmy się spodziewać intensywnych opadów śniegu, ale jeżeli śnieg pada nieprzerwanie przez kilka dni, to kraj ogarnia paraliż komunikacyjny. To jak to w końcu jest – jesteśmy na to przygotowani czy nie?
Dlaczego np. mieszkańcy małych osad, do których prowadzą drogi właściwie nie odśnieżane przez gminę, nie zadbają sami o to, by je oczyścić, tylko czekają, aż śnieg zasypie drogę tak, że stracą kontakt ze światem?
Czy pogoda jest aż tak nieprzewidywalna, a padający od kilku dni śnieg jest wydarzeniem tak ekstremalnym, że trudno się do tego przygotować?

A może wytłumaczenie jest inne – po prostu ignorujemy wszelkie ekstremalne sytuacje, nie tylko klimatyczne, bo tak jest nam wygodniej.
Często zakładamy, jak wpojono nam jeszcze w szkole, że wszystko trzeba uśrednić, a wyniki najbardziej odbiegające od średniej usunąć.
Jeśli więc przez ostatnich parę lat w styczniu była raczej łagodna zima, to nastawiliśmy się, że i w tym roku będzie podobnie.

Oczywiście meteorologowie powiedzą nam, że w tych opadach nie ma nic dziwnego, że mieszczą się przecież w średniej statystycznej. Powiedzą to jednak już po tym, jak one spadną. Jakoś trudno jest im je przewidzieć z dużym wyprzedzeniem, powiedzmy na początku grudnia i uczulić wszystkich mieszkańców naszego kraju, że przez najbliższy miesiąc będzie źle, bardzo źle. Po prostu z perspektywy historii i statystyki wszystko wydaje się przewidywalne. Jednak chyba tak nie jest, skoro ludzie w ostatnim kryzysie fi nansowym potracili swoje oszczędności, a firmy poupadały.

Wygląda na to, że nie tylko w skokach narciarskich podczas oceny narciarza za styl do wyniku nie wlicza się dwóch skrajnych ocen – najniższej i najwyższej.
Po prostu łatwiej jest zignorować coś, co nie mieści się w średniej, niż uwzględniać to w swoich planach i działaniach.

A może właśnie powinniśmy skupić się na ekstremach i w oparciu o nie oceniać nie tylko narciarzy, ale również budować nasze plany.

Jeżeli bowiem ktoś chciałby uśrednić dochody wszystkich mieszkańców sułtanatu Brunei, odrzucając osoby najbogatsze i najbiedniejsze, to okazało by się, że państwo należy do najbiedniejszych na świecie, choć w rzeczywistości jest jednym z najbogatszych. Skąd ten paradoks? Odrzucając najbogatszych, automatycznie odrzucilibyśmy rodzinę sułtana Brunei, która posiada lwią część majątku państwa.
Jak widać czasami coś co nie mieści się w normie, jest decydujące.
My jednak mamy umiejętność ignorowania tego, co nie mieści się w normie.

Weźmy na potwierdzenie tej tezy inną historię.

Parę lat temu dużym powodzeniem wśród historyków-hobbystów cieszyła się książka „Zakazana archeologia”. Autorzy opisali w niej wszystkie odkrycia nie mieszczące się w kanonie oficjalnej nauki – metalowe przedmioty datowane na czasy, w których żyły dinozaury, typowe egipskie ozdoby znajdowane w Ameryce Północnej, gdzie jak wiadomo Egipcjan nie było (przynajmniej tak głosi oficjalna nauka), a także wiele innych tajemniczych odkryć.

Okazuje się, że są takie wydarzenia i przedmioty z przeszłości, z którymi oficjalna nauka ma kłopot. Nie mieszczą się one w znanej nam ze szkolnych podręczników historii rodzaju ludzkiego. Paradoksalnie o tych problematycznych znaleziskach nie mówi się jednak głośno. Ludzie, którzy o nich piszą są traktowani przez poważnych naukowców z przymrożeniem oka i oceniani jako trochę niedouczeni fantaści, nie umiejący dogłębnie analizować źródeł archeologicznych czy historycznych (podtekst tego twierdzenia jest taki, że gdyby te źródła dogłębnie zanalizowali, to zobaczyliby, że takie znaleziska nie mają prawa być, tam, gdzie zostały znalezione, ergo – nawet jeżeli zostały znalezione, tam, gdzie zostały znalezione, to tak właściwie ich nie ma, bo nie powinny tam się znaleźć). 
I ci biedni poszukiwacze zdarzeń niewyjaśnionych i nie mieszczących się w oficjalnej historii, zaczynają popadać w paranoję oraz wierzyć , że istnieje jakieś tajne stowarzyszenie naukowców, stojących na straży tzw. oficjalnej historii i eliminujących z niej każde znalezisko, które choć trochę ją podważa.

Takie święte oficjum na podobieństwo inkwizycji chyba jednak nie istnieje, a winnymi tego, że kontrowersyjne poglądy nie mieszczą się na łamach oficjalnych książek do historii są po prostu czarne łabędzie…

O co chodzi z tymi łabędziami?

„The Black Swan” Nassima Nicholasa Taleba, książka która dwa lata temu zrobiła furorę na całym świecie i jej przesłanie chodzi mi po głowie, od kiedy zaczęły się te gigantyczne opady śniegu.

Ten śnieg stał się dla mieszkańców Europy czymś tak nieprzewidywalnym, a jednocześnie tak dezorganizującym życie, że chyba można go zaliczyć do zdefiniowanych przez Taleba „czarnych łabędzi”

Bo „czarny łabędź” to – zdaniem Taleba – zdarzenie nieprzewidywalne, które  jednak ma taką siłę, że rewolucjonizuje świat. Prawie wszystko w życiu społecznym to efekt rzadkich, ale ważnych wstrząsów i drgań – pisze.

Ale ludzie – tłumaczy – mają zdolność racjonalizować każde z tych nieprzewidywalnych zdarzeń tak, by okazało się, że właściwie musiały się one wydarzyć. Wpisują je w łańcuch historii i znajdują szereg przesłanek – całkiem racjonalnych, dlaczego właśnie teraz się to wydarzyło. Historia wydaje się jaśniejsza i lepiej zorganizowana w podręcznikach do historii niż w rzeczywistości.

Lubimy upraszczać, by zmniejszać skalę spraw – dodaje Taleb – a czarny łabędź to przypadek, na który nie ma miejsca w uproszczeniu.

Z każdym rokiem świat, w którym żyjemy staje się coraz mniej przewidywalny, podczas, gdy my cały czas wierzymy, że wszystko da się wytłumaczyć regułami statystycznymi.

Patrząc na wirujące za oknem płatki śniegu, przypominając sobie burze, które przechodziły tego lata nad Polską i kryzys ekonomiczny, który dotknął świat, nie sposób oprzeć się wrażeniu, że w twierdzeniach Taleba jest ziarnko prawdy.

Na nowojorskim lotnisku JFK znajdują się wielkie stoiska pełne gazet – podaje taki przykład – Są zazwyczaj obsługiwane przez bardzo uprzejmą rodzinę z Indii. Te gazety to cały korpus tego, co „dobrze poinformowana” osoba potrzebuje, by „wiedzieć, co się dzieje”. Niestety, cała ta wiedza nie pomogłaby czytelnikowi przewidzieć tego, co stanie się jutro.

Przesłanie książki Taleba jest szczególnie wyraźne wtedy, gdy za oknem dzieje się coś nieprzewidywalnego, albo wtedy, gdy świat oblecą wiadomości o jakimś nieprzewidzianym wypadku. Wtedy sobie o niej przypominamy. Powinniśmy jednak pamiętać o tym przesłaniu również wówczas, gdy wszystko dzieje się rutynowo, żeby być gotowym na kolejne nieprzewidziane sytuacje i by potrafić wykorzystać ich konsekwencje.
Od planowania rutynowych działań są statystycy.
Okazję można wykorzystać dopiero wtedy, gdy wydarzy się coś niezwykłego na co większość ludzi na świecie nie jest przygotowana, bądź po prostu pewne fakty czy wydarzenia ignoruje, bo nie pasują one do uporządkowanej wizji świata.
Trzeba być gotowym na przygodę.

Jak według autora „The Black Swan” wykorzystać nieprzewidywalne zdarzenia?

1. Rozróżnij, które z „czarnych łabędzi” są pozytywne, a które negatywne.
Najpierw należy przeprowadzić rozróżnienie pomiędzy pozytywną a negatywną przypadkowością. Trzeba nauczyć się rozróżniać te przedsięwzięcia, w których nieprzewidywalność może być (lub była) korzystna, od tych, w których spowodowała szkodę.
2. Korzystaj z okazji lub z wszystkiego, co wygląda jak okazja.
I pamiętaj, że okazje wcale nie są takie częste.
3. Ciężko pracuj, by wpuścić trochę nieprzewidywalnych wydarzeń do swego życia.
4. Pozytywne „czarne łabędzie” zakładają niezbędny pierwszy krok.
Musisz być na nie otwarty. Wiele ludzi nie zdaje sobie sprawy z tego, że to ich życiowa szansa, która nie często się zdarza, dlatego mogą ją przeoczyć.
5. Nie zadowalaj się niewdzięcznymi zadaniami – zamiast tego ścigaj swoje szanse.

Jako młody chłopiec zaczytywałem się (a któż z młodych chłopców z mojego pokolenia tego nie robił) w książkach o Panu Samochodziku. Do dziś pamiętam jedno przesłanie, które brzmiało jakoś tak: jeżeli chcesz przeżyć przygodę, nie możesz jej przeoczyć, musisz być gotowy by ją przeżyć i podążyć za za nią, choć może ci się w tym momencie wydawać, że nie jesteś na nią gotowy.

Nie odrzucaj więc wydarzeń, które nie mieszczą się w Twoim rutynowym życiu, światopoglądzie, planach. Przygoda, podobnie jak „czarne łabędzie” Taleba wysyłają zaproszenie tylko raz. Gdy go nie dostrzeżesz, być może nie wykorzystasz swojej wielkiej szansy.”

Zapraszam Cię na stronę autora: http://www.poradnikmenedzera.pl/

Zdjęcie zaczerpnęłam z galerii:  http://www.garnek.pl/reni50

Reniu, bardzo dziękuję za zgodę na posłużenie się Twoim zdjęciem :)

2 odpowiedzi do “Czy złapałaś kiedyś czarnego łabędzia?”

  • paulina:

    Super artykuł!
    Dużo spraw można się nauczyć czytając Twoje artykuły.
    Powodzenia ! ;-)

  • Regina-reni50:

    Jestem dumna z tego, że moje zdjęcie znalazło się na twoim blogu. Przeczytałam tu kilka interesujących artykułów no i głosowałam na twój blog. Powodzenia!

Dodaj odpowiedź

A jeśli Oriflame, to zapraszam do mojego zespołu!

A jeśli Oriflame, to zapraszam do mojego zespołu!

Jak zamawiać kosmetyki Oriflame przez internet?

Jak zamawiać kosmetyki Oriflame przez internet?

Co to jest Klub Oriflame?

Co to jest Klub Oriflame?

Dlaczego warto wybrać kosmetyki Oriflame?

Dlaczego warto wybrać kosmetyki Oriflame?

Zapisz się już dzisiaj!
Kategorie
Najświeższe komentarze
  • Krystyna: Mój ulubiony walc Szostakowicza. Z przyjemnością posłuchałam:))
  • nata160: Nasza rzeczywistość jest taka, że naprawdę już chyba nic nie jest mnie w stanie zdziwić, lecz choć jestem...
  • Krystyna: Nigdy nie kładę się spac w makijażu….a od jakiegoś czasu, za namową fachowca (czyt. Ania Wolińska)...
  • Maria 10: Również uważam, że jest rewelacyjny….. stosuje go od wielu lat i każde większe wyjście nie może się...
  • Anna Wolińska: Byłam tam wraz z jednym z liderów mojej grupy. Dzięki za relacje z seminarium. Przeczytałam z...
Metamorfozy
CZAT
  • Lista nominowanych do British Fashion Awards
    Znamy już nominowanych do British Fashion Awards 2010. Ciekawostką jest to, że o nagrodę dla najlepszej marki roku będzie walczyć Victoria Beckham. […]
  • Najnowsze zdjęcia Crystal Renn
    Afera z wyretuszowanymi zdjęciami Crystal Renn dodała sławy modelce plus-size. Jej kariera zaczyna nabierać tempa. […]
  • 90-lecie Vogue Paris!
    W tym roku francuskie wydanie Vogue'a obchodzi 90 urodziny! Październikowy numer będzie poświęcony temu jubileuszowi. […]
Statystyki
Prowadzone od: 26 maj 2009
Wizyty ogólem: 27231
Wizyty dzisiaj: 2
Odwiedzający online: 0