Archiwum kategorii ‘Wzmocnij siebie’
Artystyczna dusza
Gdy zajrzysz do wpisu „Warsztaty Oriflame i Elle, a kiedy nasze?” (Przeczytaj całość ) , przeczytasz o „zdolnej kobiecie z duszą artystki, która potrafi pięknie malować kobiece twarze”.
Pani Marta Stangel była tą osobą, z którą realizowałam pomysł pokazów makijażu ,na początku mojej współpracy z Oriflame. Była też tą osobą, która nauczyła mnie sztuki makijażu i wspaniałej umiejętności docierania do klientki poprzez zauważanie tego, co w niej piękne.
Jak bardzo jest to cenna umiejętność i lecząca wręcz wątpiące w siebie dusze, przekonałam się kierując kiedyś młodą dziewczynę do Marty na spotkania, których efektem miało być opracowanie dla niej stylu. Miała to być forma prezentu na 18 urodziny dziewczyny.
Z relacji matki wynikało, że był to najwspanialszy prezent, jaki mogłam podpowiedzieć.
Przy pomocy Marty, dziewczyna odkryła w sobie drzemiące piękno i potrafiła je wyeksponować.
Kolejna, piękna kobieta przestała się chować za murem przeciwności losu (czasem wydumanych).
Uwierzyć w siebie! To najpiękniejsze, co może nam się przydarzyć
Piszę o tym dzisiaj dlatego, ponieważ po latach, znów mamy z Martą pomysł na to, jak pomagać kobietom. Zanim jednak zaczniemy ten pomysł realizować (początki zostały już zrobione i czekają na publikację), poprosiłam Martę Stangel o wywiad, tak, aby przybliżyć Ci jej osobę.
Wywiad z wizażystką – Martą Stangel
Marto, zanim poznałyśmy się, miałaś już opinię kobiety z duszą artystki. Znajomi polecili mi Ciebie, jako osobę potrafiącą pięknie malować kobiece twarze.
Proszę, powiedz, jak to się zaczęło? Co spowodowało, że zaczęłaś pomagać kobietom, by mogły pięknie wyglądać?
Marta Stangel:
Jak każda młoda kobieta interesowałam sie modą, lubiłam dobrze wyglądać, ale dziś, jak przypominam sobie, robiłam mnóstwo błędów, a co gorsza były to kosztowne błędy. Nie raz drogo kupiłam coś niby modnego, a jednak mój wygląd nie satysfakcjonował mnie. Lata mojej młodości przypadły na trudny okres. W sklepach niczego nie było, dlatego zaczęłam szyć. Najpierw mojemu synkowi, potem sobie, a potem już zarobkowo. Firmę krawiecką założyłam po studiach. To były takie czasy, że musiałam zrobić uprawnienia rzemieślnicze i zostałam czeladnikiem krawiectwa, choć skończyłam już Architekturę. Na tym kursie czeladniczym było wiele ludzi z wyższym wykształceniem. Pamiętam, było tam bardzo wesoło. Rozkręciłam prężnie działającą firmę, zatrudniałam kilka szwaczek. Materiały i nici były głównie krajowe, cudem zdobywane, ale dodatki kupowałam zagranicą. Moje sukienki, bluzki, spódnice nosiło wiele Gliwiczanek i nie tylko. Choć moje wyroby były bardzo drogie, to cieszyły się wielką popularnością. Zarabiałam mnóstwo pieniędzy, ale nie miałam czasu dla syna, męża, domu. Jeszcze w Wigilię czy w Sylwestra rozwoziłam towar po sklepach. Bardzo byłam zmęczona tak intensywną pracą i mój mąż również, dlatego gdy pojawiła się taka możliwość, wyjechaliśmy do Nigerii. Tam na uniwersytecie w Minnie, mąż dostał pracę jako wykładowca, a wkrótce i ja zaczęłam uczyć tam rysunku. Po powrocie urodziłam trzecie dziecko i właśnie wtedy do mojej siostry przyjechała kuzynka z Anglii, która pracowała w firmie Color Me Beautifull, jako konsultantka. W latach 80–tych, była to niezwykle popularna firma doradcza. Pamiętam, że brałam udział w wykładach z trzymiesięczną córeczką na rękach. Byłam tak zafascynowana, że nie chciałam niczego stracić. Wtedy już wiedziałam, że chcę to robić.
Jakiego rodzaju jest Twoje przygotowanie do tego, co robisz?
Gdzie się tego nauczyłaś?
Marta Stangel:
Przede wszystkim skończyłam Architekturę, a to dało mi podstawę z zakresu rozumienia barw, pewność ręki w rysunku. Zajęcia z rysunku i rzeźby zaznajomiły mnie z harmonią ludzkiego ciała, zajęcia z malarstwa nauczyły mnie patrzeć na model tak by wydobyć z niego, coś ciekawego. Tam też skrystalizował się mój gust. Krawiectwo dało mi pojęcie o znaczeniu fasonów dla proporcji ciała, ale pierwsze lekcje stylizacji dała mi pani Jaga Heys, konsultantka stylu. Potem, gdy odwiedziłam ją w Londynie zakupiłam od niej kilka książek. Po roku jeszcze raz udzieliła mi lekcji. Jednak brakowało mi wsparcia firmy: kosmetyków, materiałów, itp., dlatego zostałam konsultantką Oriflame. Jak zaczyna się pracować w tej branży, to chce się wiedzieć coraz więcej, dlatego gdy tylko firma Jane Anderson z Londynu zaczęła robić szkolenia w Polsce wzięłam udział w 2 tygodniowym kursie w Konstancinie pod Warszawą. To był znakomity kurs. Wiele się nauczyłam. Był bardzo drogi, więc musiałam się zapożyczyć, ale po 2 latach udało mi się spłacić długi. Potem skończyłam kurs profesjonalnego makijażu u Lindy Meredith. Ta właścicielka szkoły makijażu w Londynie, autorka książek cenionych przez fachowców, przyjechała do Polski na kilku dniowy kurs organizowany w Łodzi. Potem, gdy odwiedziłam ją w Londynie zakupiłam jej książkę i to ona na moją prośbę zaprenumerowała mi specjalistyczny magazyn, wtedy u nas nieosiągalny. Choć była to kosztowna inwestycja, to warto było. Myślę, że gdy ktoś teraz zaczyna, to ma o wiele prostszą drogę. Teraz jest w Polsce wiele szkół makijażu.
Ile jest w tym, co robisz wyuczonej wiedzy, a ile własnego doświadczenia, własnych spostrzeżeń?
Marta Stangel:
Te wszystkie kursy dały mi dobrą podstawę. Moje przygotowanie plastyczne też nie było bez znaczenia, ale potem to już praca własna. Czytałam wszystko z tej dziedziny, aż zorientowałam się, że w kilku kolejnych książkach nie znalazłam nic nowego. Teraz śledzę modę na bieżąco. Kurs w Konstancinie w pierwszej części analizy kolorystycznej ukończyło 40 pań, a był to naprawdę znakomity kurs, a w drugiej części Total Look już tylko kilkanaście.
Firma organizująca ten kurs, przysyłała mi klientki nawet jeszcze po latach.
Wymień proszę kilka błędów, które kobiety w wieku dojrzałym popełniają w życiu codziennym i jak to wpływa na ich wizerunek.
Marta Stangel:
Kobiety w wieku średnim są już ukształtowane i często boją się zmian. Często są zmęczone, brak im czasu i ponoszą duże obciążenia związane z kształceniem dzieci, dlatego sądzą, że trudno im poświęcić odpowiednią ilość czasu i pieniędzy na dobry wygląd. I właśnie dlatego namawiam je do oszczędności. Proponuję, aby kupowały lepsze kosmetyki i modniejsze ubrania dobrych firm, ale rzadko. Z rozmysłem i tylko to, co naprawdę będzie służyć przez dłuższy czas. Lepiej jest kompleksowo uzupełnić garderobę o kilka modnych ciuszków w modnych kolorach niż kupować na przecenach jakieś przypadkowe rzeczy, których się potem nie nosi. Przecież można, co sezon uaktualnić garderobę choćby modnymi rajstopami, szalem, fryzurą, makijażem i modnym lakierem do paznokci.
W jaki sposób można temu zapobiec?
Marta Stangel:
Bezcenna jest tu analiza ciała i analiza kolorystyczna. Należałoby je traktować jako inwestycje. Po przeprowadzonej analizie, przestajemy kupować rzeczy nietrafione. Mogą stać się początkiem rozważnego budowania garderoby. System 12 sztuk garderoby stwarza prawie nieograniczone możliwości.
Co mogłabyś poradzić najlepszej przyjaciółce, gdyby chciała atrakcyjnie wyglądać już, jako kobieta dojrzała?
Marta Stangel:
Zaproponowałabym przejrzenie szaf, wyrzucenie wszystkiego, co zbędne, niemodne, za małe lub zbyt zużyte. Resztę pogrupowałabym, co, z czym można nosić i czego brakuje. Reszta zależy od finansów i konkretnej sytuacji. Czasem wystarczy zmienić fryzurę, kupić modną szminkę i w odpowiednim kolorze apaszkę.
Proszę, powiedz, co czytasz, w jaki sposób uaktualniasz wiedzę, by to, co robisz było w zgodzie ze zmieniającymi się trendami, warunkami, w jakich żyjemy, potrzebami kobiet w dzisiejszych czasach.
Marta Stangel:
Przeglądam prasę, oglądam programy telewizyjne, oglądam wystawy gdziekolwiek jestem.
Jestem przekonana, że porady, które zgodziłaś się udzielać na łamach ORI KONTAKTU, też w znacznym stopniu pomogą kobietom, które nas tu odwiedzą. Pierwszy materiał jest już w przygotowaniu, a pomysły na następne czekają na realizację.
Cieszę się, że będę mogła gościć Cię u siebie i bardzo Ci dziękuję za rozmowę.
Marta Stangel:
Bardzo dziękuję za zaproszenie.
——————————————————————————-
Poznaj Sekret
Wracając z wnuczkiem do domu, rozmawiałam z ojcem jego kolegi. Dowiedziawszy się, że współpracuję z Oriflame od wielu lat, powiedział: „Trzeba mieć olbrzymią wiarę w sukces, żeby wytrwać w pracy o takim charakterze. Tak wiele osób zaczyna i szybko kończy…”
Bardzo mądre spostrzeżenie młodego człowieka… Poszłam dalej w tych rozważaniach, wróciłam do początków swojej pracy. Skąd wzięła się we mnie wtedy wiara w sukces?
Jakie myśli wtedy dominowały w mojej głowie?
Przypomnę, że 17 lat temu nie było jeszcze sprawdzonych wzorców do naśladowania, nie było literatury pomocnej w budowaniu tak kruchej przecież wiary w to, że mi się uda.
Skąd wzięła się aż taka u mnie wytrwałość?
W momencie, gdy na mojej drodze życiowej pojawiła się Firma Oriflame, byłam zdeterminowana na uzyskanie niezależności finansowej. Moje myśli zdominowane były przemyśleniami „jak to zrobić?”.
Wytłumaczenie tego znalazłam w książce Rhondy Byrne „Sekret”. Przeczytałam tam m.in.:
„Kiedy koncentrujesz myśli na czymś, czego chcesz, i trwasz przy tym, przywołujesz w tym momencie to, czego chcesz, przy wykorzystaniu najpotężniejszej siły we wszechświecie.”
I dalej: „To, o czym myślisz najintensywniej, albo na czym skupiasz się najbardziej, ujawni się, jako Twoje życie.”
„Prawo przyciągania daje Ci to, o czym myślisz!!!”
„Prawo przyciągania odzwierciedla i oddaje Ci dokładnie to, na czym skupiasz myśli.
Posiadając tę niezwykłą i dającą moc wiedzę, możesz całkowicie zmienić każdą okoliczność i wydarzenia w całym swoim życiu, zmieniając sposób myślenia.”
Zadziwiające….. W przeciągu ostatnich 3 dni, trafiłam na fragment filmu „Sekret”, koleżanka pożyczyła mi książkę pod tym samym tytułem, a rozmowa z ojcem kolegi wnuczka zainspirowała mnie do przemyśleń i do tego wpisu. Może to jest potrzebne właśnie Tobie w tym momencie?
Plejada znanych i cenionych nazwisk, takich jak:
Bob Proctor – filozof
Dr Joe Vitale – metafizyk
John Assaraf – przedsiębiorca
Mike Dooley – pisarz
Fred Alan Wolf – fizyk kwantowy
Bob Doyle – twórca
Ben Johnson – lekarz medycyny,·których wybrałam dla pokazania Ci, z jak różnych dziedzin specjaliści wypowiadają się na ten temat.
Zobacz fragment filmu „Sekret”. Zobacz i oglądaj często, niech to będą Twoje afirmacje ![]()
Wierzę, że skoro tylu światłych ludzi potwierdza działanie tego prawa, skoro doświadczyłam tego na sobie, to Tobie również możemy pomóc. ![]()
Zobacz fragment filmu „Sekret”
Może i dla Ciebie Oriflame będzie tą szansą, której szukasz ?
| WSTĄP DO KLUBU | lub | ZAMÓW KOSMETYKI |
Jeśli nie lubisz sprzedawać…
… to witaj w przeważającym kręgu społeczeństwa. Nie lubimy sprzedawać, bo źle nam się to kojarzy.
Nie chcemy być postrzegani, jako Ci, co „wciskają” swój towar komu tylko się da, recytując przy tym jednym tchem wyuczone formułki.
Okropne! Za nic na świecie nie chciałabym być tak właśnie postrzegana. I dopóki nie przekonałam się, że sprzedaż dokonuje się w zupełnie innych okolicznościach, broniłam się przed tym z całych sił.
Gdy zaczynałam współpracę z Oriflame, trudno było znaleźć poradniki dla sprzedawców, ale poszukiwałam ich z wielkim uporem. Na drodze swych poszukiwań, znalazłam stronę Wandy Loskot – http://www.sukcestwojejfirmy.com. Zachwycił mnie tam sposób patrzenia na sprzedaż i na inne aspekty prowadzenia działalności gospodarczej. Wanda Loskot (kto to jest Wanda) uzmysłowiła mi, że wszystkie tajniki sprzedaży są po prostu we mnie. Trzeba było jedynie zauważyć te cechy i uwierzyć, że wcale nie trzeba zmieniać się w kierunku, który mi nie odpowiadał, żeby odnosić sukcesy w sprzedaży. Piszę o tym dziś, z wielką wdzięcznością dla Wandy. Zobaczcie z resztą jak genialne są jej rady:
„Możesz mieć frajdę sprzedając!
Wyobraź sobie co by było, gdybyś nie miał tego negatywnego podejścia do sprzedawania – gdybyś zamiast sprzedawania unikać, znalazł w sprzedawaniu coś, co cię nie tylko interesuje, ale autentycznie porywa do działania?
Mam dla ciebie kilka wskazówek, które mogą sprawić całkowity zwrot w twoim podejściu do sprzedawania, a jak wiadomo wszystko się zaczyna od odpowiedniego podejścia…
Patrz na sprzedawanie z perspektywy pomagania ludziom.
Wielu ludziom sprzedawanie kojarzy się ze stereotypem sprzedawcy, który jest głośny, nachalny, manipuluje i stara się wciskać komuś coś, czego ta osoba nie chce. To jasne, że nie masz aspiracji żeby się z kimś takim w najmniejszym stopniu utożsamiać.
Mam dla ciebie wiadomość. Tak, rzeczywiście jest wielu takich sprzedawców – ale to nie są ci, którzy odnoszą sukcesy w sprzedaży.
Są także inni sprzedawcy, choć ich jest mniej i mniej sie rzucają w oczy, bo nie są tacy głośni i w ogóle nie są nachalni. Ci którzy odnoszą sukcesy w sprzedaży zachowują sie całkiem inaczej – podchodzą oni do sprzedaży z perspektywy pomagania ludziom. I na nich właśnie się chcesz wzorować.
Bo kiedy sprzedajesz coś co ludziom pomaga, rozwiązuje ich problemy, albo dostarcza im radości – to przecież sam im pomagasz. Zrozum więc, że sprzedawanie to właśnie pomaganie. Kiedy sprzedajesz – pomagasz i rozwiązujesz problemy swoich klientów. „
„Pamiętaj, żeby być autentycznie sobą.
Uzmysłów sobie, że nie musisz, ba – nawet nie możesz, być typowym sprzedawcą, żeby skutecznie sprzedawać. Żeby być skutecznym na dłuższą metę musisz być uczciwy i otwarty, nie musisz być osobą która “ma gadane” – wręcz przeciwnie, powinieneś więcej słuchać niż mówić.
A więc zrelaksuj się – MOŻESZ sprzedawać i jednocześnie być autentycznie sobą. Chyba, że rzeczywiście lubisz dużo mówić, wiec w tym wypadku musisz tę skłonność trzymać na wodzy. Tak czy siak, bycie sobą jest także w sprzedaży o wiele bardziej skutecznie niż udawanie kogoś kim nie jesteś.”
Przeczytaj całość artykułu :
http://www.sukcestwojejfirmy.com
Ucisz swój wewnętrzny głos
Chcę się dzisiaj podzielić z Tobą olbrzymim wzruszeniem, które towarzyszyło mi przy oglądaniu fragmentu wystąpienia Susan Boyle
w brytyjskiej edycji „Mam Talent”. Jeśli nie miałaś(eś) okazji, żeby zobaczyć i posłuchać Susan Boyle, to zrób to tutaj.
Jestem przekonana, że wystąpienie Susan, zrobi również na Tobie , ogromne wrażenie. Jej przykład, to lekarstwo, to balsam na rozkołatane dusze, które nie mogą znaleźć sobie miejsca w dzisiejszym, zagonionym i jednoznacznie ukierunkowanym na sukces świecie . Nie mogą sobie znaleźć miejsca dla siebie, bo nie mają ani urody, ani figury modelki ,ani też wiary w swoje możliwości. Już na wstępie, czują wyrok losu i nie podejmują żadnych działań.
Czyż nie zdarzyło Ci się słyszeć swojego, wewnętrznego głosu, najsurowszego krytyka, który każdą Twoją odważną myśl niweluje w momencie jej powstania ?
„To nie dla Ciebie”, „Ty się do tego nie nadajesz”, „Nie poradzisz sobie z tym”, „Jesteś za stara” lub „Jesteś za młoda”, „Jesteś za gruba” itp.
To okrutne, jak ten najsurowszy krytyk świata, cieszący się największym autorytetem, jak często do nas tak przemawia i jak wielką wyrządza nam krzywdę.
Przemawia tak, bo takie ma wzorce, według których formułuje swoje oceny.
Koniecznie zobacz film z wystąpieniem Susan Boyle! Zobaczysz, jak za sprawą jednej osoby, pryskają narosłe przez lata mity związane z warunkami sukcesu. Obal wzorce swojemu wewnętrznemu krytykowi,
kliknij tutaj, zobacz i posłuchaj . Przeżycie jest niesamowite !
„Straszniejsze niż śmierć” -wystąpienia publiczne
„Tylko mnie nie wywołuj do odpowiedzi na spotkaniu, bo nic nie odpowiem i będzie mi wstyd”
„Jeśli chcesz, żebym coś powiedziała na spotkaniu, to powiedz mi o tym szybciej – muszę się do tego przygotować”
„Jeśli mam się wypowiedzieć na forum w kolejności za innymi, to wogóle nie słyszę poprzedników – tak jestem zdenerwowana tą perspektywą”
„Proszę nie zmuszaj mnie do zabierania głosu na forum, bo zawsze wtedy mam „dziurę w głowie” i nic nie powiem”
Takie i temu podobne wypowiedzi koleżanek słyszałam często przy okazji przygotowywania np. naszych spotkań klubowych.
Wiedziałam, że są to prawdziwe odczucia, ponieważ strach przed wystąpieniami publicznymi nie był i w dalszym ciągu nie jest mi obcy. Pamiętam jak trudno było mi na początku mojej działalności , zapowiedzieć wizażystkę, która miała prowadzić spotkanie. To były moje pierwsze wystąpienia publiczne. Kilku zdań zapowiedzi nauczyłam się na pamięć w przekonaniu, że w ten sposób uniknę „dziury w głowie”. Pustki w głowie nie było, ale zabrakło mi powietrza, bo z emocji wyrecytowałam na jednym wdechu. Wstyd mi na samą myśl o tym zdarzeniu.
I nie jest przesadzony tytuł artykułu Daniela Sukniewicza, który chciałam tu dzisiaj zacytować.
Gorąco polecam! Świetnie napisany i do zastosowania od zaraz – z mniejszą lub większą łatwością
„Prezentacja, przemówienie, a może wywiad, który ukaże się na żywo w znanej stacji telewizyjnej?
Fajna perspektywa, czy raczej wolałbyś mieć już ten dzień za sobą?
Badania pokazały, że większość ludzi bardziej boi się publicznych wystąpień niż śmierci.
Przesada – powiesz? No, to skocz jutro do Sejmu i wyjdź na mównicę przed salą pełną posłów, z których część tylko czeka, by coś Ci nie wyszło.
Dla wielu osób już sama myśl o wypowiadaniu się przed grupą osób budzi lęk i powoduje kołatanie serca. Perspektywa publicznego przemawiania wyzwala strach nawet u kompetentnych i pewnych siebie osób. To jedna z najczęściej występujących fobii i nie należy jej lekceważyć.
Jest jednak taka grupa ludzi, którzy tej fobii nie mają – potrafili ją zwalczyć tak skutecznie, że z wypowiedzi publicznych zrobili swój zawód. Co więcej, ci ludzie mają taki „ciąg na kamerę”, że im więcej ich widzą, tym chętniej i więcej mówią, wręcz nie sposób przegonić ich wówczas z mównicy.
Któż to taki?
To nasi niedoceniani politycy, oczywiście.
Możemy nie zgadzać się z poglądami, które głoszą, ale jedno musimy im przyznać – mają fantastyczną umiejętność przemawiania, niesamowity wręcz luz, gdy mówią do wielkiego grona słuchaczy. Grona, które czesto jest im w dodatku nieprzychylne i tylko czeka na pierwsze potknięcie, by wyszydzić, wyśmiać czy zarzucić własnymi argumentami.
Oni naprawdę umieją przemawiać. I naprawdę nie boją sie wystapień publicznych.
Nie przeraża ich tłum, podtykane im mikrofony, szumiące kamery, rażące po oczach światło, czy też zasypujący ich zaskakującymi pytaniami dziennikarze.
Ta niesamowita umiejętność radzenia sobie podczas wystąpień publicznych to chyba jedyna rzecz, której szczerze politykom zazdroszczę, niezależnie jaką opcję polityczną reprezentują. Z uśmiechem na ustach wychodzą na spotkanie największego nawet tłumu i potrafią nad nim zapanować. Samymi słowami, tembrem głosu, doborem argumentów potrafią zmusić ten tłum, by ich słuchał, śmiał się, wtedy, gdy tego zechcą, marwił się, gdy tego od niego będą oczekiwać.
Chciałbyś posiąść taką umiejętność?
Na tyle, by jutro wejść do studia telewizyjnego i przed milionami widzów składnie i dowcipnie powiedzieć swoją kwestię lub wystąpić na konferencji przed kilkoma setkami słuchaczy i zdobyć ich zainteresowanie?
I przy tym wszystkim nie zarwać poprzedzających wystąpienie nocy, nie mogąc usnąć z powodu stresu?
No to na poczatek zapomnij o 7 radach, o których możesz dowiedzieć się z różnych książek.
Wiele książek o zarządzaniu zawiera całe rozdziały na temat publicznych wystąpień. Niestety duża część z nich to banały albo wręcz informacje wprowadzające w błąd.
Nietrafiona rada nr 1: Nie denerwuj się
Co daje taka porada? Mówienie komuś, żeby się nie denerwował z reguły przynosi dokładnie odwrotny efekt.
Nietrafiona rada nr 2: Przemawiaj, stojąc na podium
To błąd. Jeśli będziesz wykorzystywać podium podczas swojego wystąpienia, od razu Twoja prezentacja zrobi wrażenie statycznej i nudnej.
Nietrafiona rada nr 3: Określ cel swojego wystąpienia, mówiąc słuchaczom, o czym będziesz mówił
Owszem, powinieneś powiedzieć, o czym będziesz mówił. Ale to nie jest cel Twojego wystąpienia. Celem jest przekazanie słuchaczom informacji, której potrzebują. Powiedz im więc, w jaki sposób Twoje przemówienie im pomoże albo co im ułatwi. Wyraźnie podkreśl, że skorzystają na tym, co masz im do powiedzenia.
Nietrafiona rada nr 4: Mów powoli
To, co naprawdę liczy się przy wygłaszaniu przemowy to artykulacja, a nie szybkość mówienia. Wymawiaj wyraźnie każde słowo, ale bądź naturalny. Niech tempo Twojego przemówienia będzie podyktowane przez Twój entuzjazm i zaangażowanie.
Nietrafiona rada nr 5: Rozpocznij od żartu
To zbyt ryzykowne. Jeśli czujesz, że chcesz opowiedzieć żart, aby się rozluźnić, prawdopodobnie nie powiesz go dobrze. Bezpieczniej – i równie efektywnie – jest rozpocząć od mocnego, intrygującego stwierdzenia lub pytania.
Nietrafiona rada nr 6: Nie pomijaj żadnego wątku
To nie jest wykonalne, chyba że chcesz przemawiać tak długo, jak Fidel Castro. Jeśli znasz temat, o którym masz mówić, i dobrze się przygotowałeś, masz o wiele więcej rzeczy do powiedzenia niż czasu. Dlatego przygotowując się do wystąpienia, wyznacz najważniejsze wątki i tylko je poruszaj.
Nietrafiona rada nr 7: Na koniec zrób podsumowanie
Nie rób podsumowania. Ono jest zawsze nudne. Zamiast tego powtórz innymi słowami swoją najważniejszą tezę. I pamiętaj, aby ostatnie zdanie zapadło słuchaczom w pamięć.
Zamiast tych 7 mało przydatnych rad zastosuj 7 poniższych sposóbów, dzięki którym przezwyciężysz lęk i posiądziesz umiejętność przemawiania nawet przed dużym audytorium.
1. Zacznij swoje wystąpienie od małej grupy
Jeśli publiczne wystąpienia to dla Ciebie coś nowego, postaraj się zacząć od przemawiania do małego grona osób. Ćwicz na grupie przyjaciół i rodzinie. Przekonasz się, że jeśli wiesz o czym mówisz, Twoja trema szybko zniknie.
2. Nie ucz się na pamięć
Osiągnięcie mistrzostwa w publicznych przemówieniach nie polega na „wkuwaniu” całej prezentacji słowo po słowie. Profesjonaliści zapamiętują kluczowe punkty, ich kolejność oraz przykłady, które chcą użyć.
3. Przygotowując prezentację, unikaj podpunktów
Dlaczego większość prezentacji biznesowych jest przeraźliwie nudna? Jednym z powodów jest fakt, że mówcy ograniczają przygotowanie się do zrobienia slajdów w programie PowerPoint. Zapełniają je skomplikowanie zbudowanymi zdaniami, które grupują w punkty i podpunkty – a następnie odczytują. Pamiętaj, że slajdy mogą tylko wesprzeć to, co mówisz, a nie zawierać treść całego przemówienia.
4. Stosuj techniki redukcji stresu
Najbardziej stresującym momentem w każdej prezentacji jest ostatnia minuta przed wejściem na scenę. Stosuj wtedy techniki sportowców – wyobrażaj sobie pozytywny przebieg prezentacji, oklaski, które otrzymasz, i oddychaj głęboko przeponą.
5. Znajdź „przyjaciela”
Przed rozpoczęciem wystąpienia przedstaw się kilku osobom z pierwszego rzędu i porozmawiaj z nimi na dowolny temat. Potem podczas swojej prezentacji patrz tym osobom w oczy – to pozwoli Ci na utrzymanie kontaktu ze słuchaczami, a jednocześnie zmniejszy Twoje napięcie.
6. Zaangażuj słuchaczy
Jeśli Twoja prezentacja będzie monologiem, to całe zadanie przekazania informacji i zaciekawienia słuchaczy spada na Ciebie. Postaraj się raczej, aby Twoje wystąpienie było przerywane pytaniami i uwagami – dzięki temu nie stanie się nudne. Jeśli uda Ci się zaangażować grupę i słuchacze zaczną się odzywać, to pozwoli Ci również zebrać myśli w sytuacji, gdyby coś nie szło zgodnie z planem.
7. Ale przede wszystkim przygotuj się
Nic tak nie pomaga przezwyciężyć lęku przed przemawianiem publicznym jak wiedza, o czym będzie się mówić. Mając pewność, że nie stracisz wątku, łatwiej nawiążesz kontakt ze słuchaczami. Zrób więc kilka prób generalnych, wygłaszając głośno swoje kwestie, i sprawdź, ile czasu zajmuje Ci przemówienie lub prezentacja.
Klucz do udanego wystąpienia jest prosty.
Wystarczy się dobrze przygotować…
Jeśli naprawdę zaangażujesz się w przygotowanie swojego wystąpienia, poradzisz sobie tak dobrze jak ludzie, którzy zajmują się tym od lat.
Przemyśl dogłębnie następujące rzeczy:
1. Co chcę przekazać? Co chcę, aby słuchacze zrobili i dlaczego powinni to zrobić?
2. Kto będzie wśród moich słuchaczy? Co będą myśleć o tym, o czym będę mówić? Co myślą na mój temat? W jakim będą nastroju?
3. Z jakich części chcę zbudować swoje wystąpienie?
4. W jaki sposób chcę mówić? Oficjalnie? Żartobliwie? Ma to byc monolog czy dialog ze słuchaczami?
5. Czy potrzebuję pomocy wizualnych? Jeśli tak, to jaki rodzaj takich pomocy naprawdę doda wartości temu, o czym chcę powiedzieć i nie będzie rozpraszać ani mnie ani słuchaczy?
Nie rób takich pomocy na siłę – zwłaszcza dotyczy to prezentacji w PowerPoincie, jeśli nie jesteś w tym biegły. Technologia często zawodzi, po co więc stresować się dodatkowo problemami technicznymi?
6. Jakie pytania mogą być mi zadane? Czy mam na nie dobre odpowiedzi?
Poświęć przynajmniej kilka godzin na przygotowanie powyższych punktów. To bardzo zwiększy Twoje szanse na sukces, nie mówiąc już o tym, że pomoże zmniejszyć niepewność, która w ogromnej mierze odpowiada za poczucie lęku przed wystąpieniem publicznym.
Nawet jeśli dobrze znasz temat, o którym będziesz mówić, poświęć trochę czasu na jego odświeżenie. Zapoznaj się z najnowszymi wynikami badań, artykułami na dany temat i nowinkami technicznymi.
Zapisz swoje wystąpienie. Możesz napisać cały tekst przemówienia albo tylko główne myśli. Przeczytaj to, co zapisałeś, i upewnij się, że kolejność tego, co będziesz mówić, jest logiczna. Jeśli nie jest, popraw ją.
Gdy już przygotujesz swoje wystąpienie, przećwicz je tak wiele razy, jak to tylko możliwe. Mów do lustra, do swojego partnera, a nawet do psa, kota lub kanarka.
Najlepiej nagraj też swoje przemówienie na kamerę. A potem sprawdź, oglądając taśmę:
a) czy to, co chcę przekazać, jest czytelne i zrozumiałe?
b) czy to, co mówię, jest ciekawe?
c) czy trzymam się tematu?
d) czy jestem przekonujący?
e) czy jestem wiarygodny?
f) czy mówię w sposób entuzjastyczny?
g) czy mówię wystarczająco wyraźnie?
Dopracowuj swoją prezentację tak długo, aż na wszystkie powyższe pytania odpowiesz „TAK”.
W trakcie wystąpienia pamiętaj, aby się uśmiechać. Twój uśmiech spowoduje, że słuchacze będą do Ciebie bardziej pozytywnie nastawieni. Ty również będziesz czuł się lepiej. Uśmiech pomaga niemal w każdej sytuacji.
Jeśli zdecydujesz się na ryzyko otwarcia swojego przemówienia żartem, upewnij się, że jest on naprawdę dobry. Powinien być śmieszny, ale nikogo nie obrażać. Być najbardziej jak to możliwe związany z tematem. I musi być nowy – nie może mieć brody.
Pamiętaj, aby Twoje wystąpienie nie było zbyt długie! Dobre prezentacje nie trwają więcej niż 20 minut. Doskonałe – nie więcej niż 10! Zostaw raczej sporo czasu na pytania i bądź przygotowany, aby na nie odpowiadać.
Dobra - powiesz – wszystko pięknie, mogę być świetnie przygotowany, ale co zrobić, gdy nagle to wszystko wyleci mi z głowy?
Prezentacja idzie niezwykle gładko, nie korzystasz z żadnych notatek i nagle… czarna dziura. Masz pusty umysł. Czysty jak szkolna tablica w końcu lipca.
Oblizujesz usta, nerwowo przełykasz ślinę, mówisz eeeeee… Z desperacją rozglądasz się po sali, szukając jakiejkolwiek podpowiedzi czy wskazówki, a rumieniec na Twojej twarzy bezlitośnie zdradza, jak bardzo czujesz się zagubiony, nieprzygotowany, nieprofesjonalny…
Co zrobić, gdy zapomnisz, co miałeś powiedzieć?
1. Po pierwsze takiej sytuacji powinieneś zapobiegać. Powtórz swoje przemówienie wystarczająco dużo razy, aby zapamiętać kolejność najważniejszych tez. Co ciekawe, jeśli spróbujesz nauczyć się na pamięć każdego słowa, niemal na pewno zdarzy Ci się, że wszystko zapomnisz. Skup się więc na tym, aby zapamiętać logikę wywodu.
2. Jeśli przygotowujesz pomoce wizualne, używaj ich jako wskazówek. Zdjęcia czy słowa-klucze pozwolą Ci nie zgubić wątku.
3. Miej pod ręką notatki. Upewnij się, że są napisane dużą, kolorową czcionką. W sytuacji stresu łatwiej będzie Ci je odczytać.
4. Jeśli jednak stracisz wątek, skoncentruj wzrok na jednej osobie. I po mniej więcej 4 sekundach przenieś wzrok na kolejną osobę. A potem na następną – i rób tak do chwili, aż znajdziesz wyjście z sytuacji. Słuchacze pomyślą, że próbujesz w ten sposób wzmocnić dramatyzm i siłę przekazu.
5. Powtórz to, co powiedziałeś. Stosowanie powtórzeń to zresztą w ogóle dobra taktyka przemówień. Rób to do czasu, aż przypomnisz sobie, o co chodziło.
6. Jeśli grupa Twoich słuchaczy jest stosunkowo niewielka, zadaj im pytanie: „Panie Tomaszu, jak Pan się jak do tej pory do tego odnosi?” Pamiętaj, aby pytanie było otwarte, aby zapytana osoba nie mogła po prostu odpowiedzieć „tak” lub „nie”. Jeśli natomiast grupa słuchaczy jest duża, zadaj pytanie retoryczne. Prawdopodobnie zyskasz na czasie tyle, aby odnaleźć zagubiony wątek.
7. Poproś o pomoc słuchaczy. „Na czym skończyłem?” – to nie jest pytanie wstydliwe, o ile nie zadajesz go co 5 minut. Większość słuchaczy rozumie, że przemawiający jest pod wpływem stresu i chętnie Ci pomogą.
Na koniec tylko jedna przestroga: Nie stresuj się błędami, bo na pewno je popełnisz.
Nie oczekuj po prostu zbyt wiele po pierwszym przemówieniu. Za pierwszym razem rzadko jest jak w filmie.
Ci wspaniali mówcy, politycy, których lekkość wypowiedzi zadziwia, doszli do wprawy dzięki wygłaszaniom dziesiątek a nawet setek przemówień. A przecież im także przecież zdarzają się błędy.
Dlatego jeśli to Twoje pierwsze duże wystąpienie, bądź przygotowany na jakąś wpadkę lub gafę i bądź w stosunku do siebie wyrozumiały. Jeśli popełniwszy błąd, zareagujesz z poczuciem humoru, słuchacze Ci to wybaczą. Nikt nie oczekuje, że będziesz wybitnym oratorem, oni po prostu chcą usłyszeć coś, co – mają nadzieję – zainspiruje ich do działania.”
autor: Daniel Sukniewicz
„Z miłości do gwiazd” – kulisy promocji w Multikinie
Z dużą przyjemnością powróciłam do współpracy z Multikinem w Zabrzu w ramach akcji „Kino na obcasach”. Miło było spotkać ludzi otwartych na współpracę, na nowe propozycje, a zwłaszcza te, które służyć mogą widzom Multikina. Zadziwiająca, wykraczająca wręcz poza moje oczekiwania była dbałość Pani Angeliki Jaworskiej o techniczną stronę naszej promocji, czyli o wszystko to, co ze strony Multikina mogła dopilnować. A poza tym ta atmosfera współpracy ….. Po prostu super ! I dziękuję za to bardzo:) Miło też było spotkać znajomych z Radia Plus. Pani Małgosiu – pozdrawiam i dziękuję za współpracę
Jeszcze trochę o przygotowaniach do naszej promocji w Multikinie. Miała się ona odbyć 05 maja 2009r, przed projekcją francuskiego filmu- komedii „Z miłości do gwiazd”.
W filmie w reżyserii Laetitia Colombani, wystąpiły gwiazdy kina francuskiego: Kad Merad, Catherine Deneuve, Emmanuelle Beart.
Przygotowałyśmy się bardzo starannie do promocji, tak, aby spotkanie widzów z Oriflame( w tym przypadku było: panom dziękujemy) wypadło elegancko i miło. Poprosiłam kosmetyczkę firmową – Panią Magdę Bartkowiak o pomoc w przygotowaniu prezentacji.
Dzięki temu było naprawdę elegancko, z wytwornym dowcipem i wiedzą o kinie francuskim, co zapewne zostało dobrze w tej sytuacji odebrane. Pani Magdo! Dziękuję bardzo
Prezentów dla widzów było sporo.
Zwyczajem tych spotkań jest wypełnianie ankiet i to one właśnie biorą udział w losowaniu nagród.
A wylosować można było: kosmetyki, próbki nowości z kartami stałego klienta (jednorazowy, 10% upust na zakup kosmetyków) i talony na indywidualną lekcję pielęgnacji i makijażu, połączoną z sesją fotograficzną i zapisem na CD oraz 2 nagrody niespodzianki ufundowane przez Anię Kropkę.
W promocji naszej przybliżałyśmy paniom kosmetyki i zachęcałyśmy do przyłączenia się Klubu Oriflame.
Jedną z części promocji była woda Enigma i jej uwodzicielski zapach. Jak go podać? To było pytanie!
Znalazło się rozwiązanie. Razem z rodziną i znajomymi (DZIĘKI!!!!!!) zawiązaliśmy 300 czerwonych wstążeczek, które nasączone zapachem Enigmy, rozdawałyśmy z Ewą (nową konsultantką), wchodzącym
na salę kinową. W ten sposób, zapach był wyrazisty, długo obecny i niemęczący tych, którzy nie chcieli się z nim zaprzyjaźnić.
Promocja, w moim odczuciu, była bardzo udana. Szkoda tylko, że tak niewiele osób chciało w tym dniu obejrzeć film „Z miłości do gwiazd”. No cóż, widocznie kino francuskie jest tylko dla wybranych
.
Tym niemniej, cieszę się, że właśnie z nimi mogłyśmy się spotkać.
Proszę zobacz materiał zdjęciowy z tej promocji.
[simpleviewer id="27" width="600" height="650"]
Myl się szybciej !
Chciałam Ci dzisiaj polecić artykuł Daniela Sukniewicza, z którym trudno nie zgodzić się. Tempo życia jest ogromne i „Zamiast za wszelką cenę unikać błędów, powinieneś wyrobić w sobie nawyk ich popełniania”. Przeczytaj, warto!
Być może uda Ci się w ten sposób pozbyć uczucia, że nie nadążasz . Nie nadążasz, bo obawiasz się błędu, chcesz jeszcze nad „tym” popracować. Boisz się porażki, a tymczasem……
„Bądź szybki, popełniaj błędy i ucz się na nich, by… popełniać kolejne (już inne) błędy jeszcze szybciej!
Droga do sukcesu wybrukowana jest porażkami.
Najlepiej wiedzą o tym handlowcy, ponieważ zanim doprowadzą do zawarcia dużego kontraktu, muszą składać wiele ofert, które są zwykle odrzucane. Gdyby jednak nie próbowali, to nigdy nie znaleźliby klienta, który skorzysta z ich oferty.
Paradoksalnie, im więcej złożonych ofert zostanie odrzuconych, tym szybciej znajdą klienta, który podpisze z nimi umowę.
Tak przynajmniej pokazuje statystyka…
Podobnie jest z kreowaniem nowych produktów.
Możesz oczywiście przez kilka lat pracować nad jednym pomysłem, dopieszczać go, eliminować potencjalne błędy, zanim wypuścisz prototyp na rynek. Działanie wedle takiego modelu „Total Quality” przypomina trochę przygotowywanie przez handlowca jedej superoferty. I nadzieja, że ta jedna, wypieszczona oferta natychmiast zostanie przyjęta.
Takie postępowanie stwarza jednak ryzyko, że ktoś Cię uprzedzi. Jego produkt nie będzie tak doskonały jak Twój, ale będzie pierwszy. Natomiast Ty, chociaż opracujesz lepszy produkt, zawsze będziesz postrzegany jako naśladowca, jako ten drugi, choć paradoksalnie to Ty możesz być wynalazcą.
W dobie Internetu powstaje co dzień tyle nowych pomysłów i produktów, że aby dziś odnieść sukces, trzeba przede wszystkim być szybkim.
Jeśli w grę nie wchodzi ludzkie życie ani zdrowie, zapomnij o modelu „Total Quality”. Dziś nikogo nie na niego stać.
Wielu menedżerów wciąż potrzebuje czasu, aby upewnić się, że wszystko jest dogłębnie przemyślane oraz wszystkie kropki nad i są postawione. Nie rób tego! Nawet jeśli kiedyś było Cię na to stać, dziś nie masz tego luksusu! Nie możesz zwalniać tempa rozwoju, musisz go przyspieszać!
Twórz prototypy w możliwie najkrótszym czasie, nie próbując ich od razu za wszelką cenę dopracować. Potem dopiero popraw to, co nie działa. Następnie udoskonalaj dalej. Traktuj błędy jako szansę na poprawę procesu produkcji i doskonalenia obsługi klienta.
Jak popełniać błędy?
Spójrzmy prawdzie w oczy – wielu z nas podejmuje dziś o wiele poważniejsze decyzje, mając mniej czasu oraz informacji niż kiedykolwiek wcześniej. I dlatego nie da się uniknąć tego, że w efekcie popełniamy też więcej błędów.
Jeśli chcemy się czegoś nauczyć, to musimy ponosić porażki. Bez nich nie ma innowacji i postępu. W końcu ewolucja nastąpiła dzięki powielaniu się „błędów”
i mutacji.
Odkrycie Ameryki było wynikiem błędu. Kolumb wcale nie chciał dopłynąć do lądu zamieszkanego przez miedzianoskórych osobników wznoszących piramidy i czczących dziwnych bogów, którym trzeba było składać ofiary z ludzi.
Krzysztof Kolumb szukał drogi do Indii, bo ta dotychczas znana została dla Europejczyków zamknięta. Postanowił więc dopłynąć do Indii od drugiej strony. Pomylił się jednak w swoich obliczeniach i gdyby po drodze nie natknął się na zupełnie nie znany do tej pory ląd, to admirał oraz cała jego załoga zginęliby z głodu i pragnienia nie będąc nawet w połowie drogi do Azji.
Gdyby jednak Kolumb nie popełnił błędu w obliczeniach zapewne ani on, ani inni żeglarze przez kilka wieków nie odwazyliby się wyruszyć na pełny ocean, bo Indie po prostu byłyby zbyt daleko.
Błąd Kolumba zaważył na historii świata.
Niezadowoleni z niego mogli być chyba tylko miedzianoskórzy mieszkańcy Ameryki.
Inne ważne dla naszej cwylizacji odkrycia też były wynikiem błędów. Na przykład wynalezienie teflonu, bez którego nie sposób dziś się obejść w kuchni. Albo pierwsze jeansy. Levi Strauss stał się słynnym producentem jeansów tylko dlatego, że nie udało mu się odkryć złota w Kaliforni. Czy ktoś zadał sobie pytanie, w czym dzisiaj byśmy chodzili po pracy, gdyby Levi Strauss odkrył wielkie złote samorodki i zbił majątek na kopalniach złotego kruszcu. Czy nadal nosilibyśmy spodnie do konnej jazdy do oficerek?
Zamiast za wszelką cenę unikać błędów, powinieneś wyrobić w sobie nawyk ich popełniania.
Gdy jesteś pilotem, saperem, kontrolerem lotów albo chirurgiem nie czytaj dalej tego elettera…
Ale w przypadku innych profesji reguła, że im więcej porażek odniesiesz, tym więcej się nauczysz jest trafna.
Gdyby Tomasz Edison tak nie uważał, nigdy nie wynalazłby żarówki. Nie powiodło się ponad 10 tysięcy jego prób stworzenia włókna, które przez dłuższy czas wytwarzałoby światło. Jednak nie postrzegał ich jako niepowodzeń. Przy próbie numer 6 635 nie uważał, że 6 634 razy poniósł porażkę. Twierdził za to, że z sukcesem wyeliminował 6 634 możliwości, zawężając swoje poszukiwania i coraz bardziej przybliżając się do celu.
Legendarne już nieoficjalne motto IBM na temat błędów brzmi „Fail faster” czyli „Ponoś porażkę szybciej”. Skoro droga do sukcesu jest wybrukowana porażkami, im szybciej będziesz je mieć za sobą, tym szybciej znajdziesz rozwiązanie, które odniesie sukces. Zamiast odkładać to w czasie, przejdź przez to jak najszybciej, naucz się jak najwięcej.
Największe i najlepsze firmy świata mają długą historię popełnianych przez siebie błędów. To dzięki nim odniosły sukces. Analizuj więc uważnie wszystkie swoje porażki. Większość ludzi sukcesu musiała się zmagać z wieloma przeciwnościami. Walt Disney na przykład został wyrzucony ze swojej pierwszej pracy, gdyż powiedziano mu, że nie był wystarczająco kreatywny. Niewystarczająco kreatywny? Na szczęście nie słuchał swojego bezmyślnego szefa i ufał swoim innowacyjnym pomysłom.
Najważniejsze jest, abyś nie próbował ukrywać swoich błędów.
Większość ludzi nie lubi albo wręcz nie potrafi przyznać się, że popełnia błędy. Jeśli jednak chcesz się czegoś uczyć, to zamiast się wypierać swoich porażek, mów o nich i wyciągaj z nich wnioski. Każdy błąd to okazja do nauczenia się czegoś nowego.
Jeśli to zataisz, to może na krótką metę uratujesz reputację, ale po jakimś czasie wyjdzie to na jaw i Ci zaszkodzi. Musisz je zaakceptować oraz przezwyciężyć zakłopotanie i złość. Tylko wówczas będziesz mógł je spokojnie przeanalizować i wyciągnąć z nich wnioski.
Co więc zrobić, jeśli nawaliłeś? Jak się zachować, aby zminimalizować negatywne implikacje takiej sytuacji? Jak z tego wybrnąć?
6 rzeczy, które powinieneś zrobić, kiedy popełnisz błąd:
1. Bądź „proaktywny” – jeśli zauważyłeś swoją „wpadkę” wcześniej niż inni, to powiedz im o niej jak najszybciej. Gdy tego nie zrobisz, uznają że stchórzyłeś, albo – gorzej – że nie zależy Ci na nich.
2. Przyznaj się do błędu - powiedz głośno i wyraźnie, że wiesz, na czym polegał Twój błąd oraz rozumiesz jego konsekwencje. Ludzie chcą wiedzieć, że rozumiesz, dlaczego są wściekli.
3. Bądź wobec siebie surowy - jeśli zobaczą, że naprawdę jest Ci przykro, ich złość stanie się znacznie mniejsza. Być może nawet spróbują Cię pocieszyć i uspokoić
- a to wzmocni Wasze wzajemne relacje.
4. Obiecaj, że to się nie powtórzy – możesz również wesprzeć tę deklarację konkretnym planem postępowania. Niektórzy będą chcieli go usłyszeć, inni nie, ale będą przynajmniej wiedzieć, że naprawdę poświęciłeś temu czas i uwagę.
5. Zaakceptuj konsekwencje – jakiekolwiek by nie były. Być może musisz pożegnać się z premią, może dostałeś naganę albo nawet straciłeś pracę. Nie podważaj ich „na gorąco”. Jeśli naprawdę uznasz, że zostałeś ukarany zbyt surowo, wróć do tej sprawy po jakimś czasie, gdy obie strony nieco ochłoną.
6. Staraj się bardziej - nie tylko napraw swój błąd, ale od tej pory świeć przykładem. Jeśli spóźniłeś się na spotkanie, na kolejne przyjdź jako pierwszy. Jeśli oddałeś pracę kiepskiej jakości i z opóźnieniem, upewnij się, że kolejny raz będzie ona dopracowana w szczegółach i oddana z wyprzedzeniem.
Błędy i wpadki przydarzają się każdemu. I jeśli tylko nie wejdą Ci w krew, ludzie Ci je wybaczą, zwłaszcza jeśli po ich popełnieniu zachowasz się właściwie. Choć oczywiście najlepiej byłoby, aby udało Ci się ich uniknąć…
Jak sprawić, by Twoi pracownicy nie bali się popełniać błędów oraz by uczyli się na nich szybko i efektywnie?
Oto kilka wskazówek:
1. Nie karz za błędy - zachęcaj do ich popełniania (oczywiście jeśli wynikają
z chęci podjęcia ryzyka a nie z niedbalstwa). W przeciwnym razie Twój zespół będzie tak zachowawczy, że przestanie się rozwijać.
W rzeczywistości jednak wiele osób deklarujących wspieranie innowacyjności i akceptację dla popełniania błędów nie odnosi się do nich z taką tolerancją, jaką zawiera ich deklaracja. Jak więc naprawdę zachęcać pracowników do odważnego podejmowania ryzyka i popełniania błędów? Co powiesz na nagrodę za najciekawszy błąd miesiąca?
2. Organizuj comiesięczne spotkania, na których będziecie omawiać swoje porażki, analizując je dokładnie i wyciągając z nich wnioski. Pamiętaj jednak, że klimat tego spotkania musi być naprawdę życzliwy!
3. Nie szukaj winowajców – traktuj ich raczej jak bohaterów. Jednym z powodów, dla których błędy przechodzą niezauważone – a przez to ich siła negatywnego oddziaływania jest większa – jest to, że ludzie boją się do nich przyznawać i starają się je ukrywać, jak długo to możliwe.
4. Traktuj porażkę jak awarię. Kiedy zepsuje Ci się samochód, to obwiniasz kierowcę czy koncetrujesz się na naprawie? Podobnie powinieneś podchodzić do sytuacji, w której Twój projekt albo proces, za który odpowiadasz, nie idzie tak, jak powinien. Zamiast tracić czas na dochodzenie, co kto zrobił źle, przypomnij wszystkim, jaki macie cel i zastanówcie się wspólnie co zrobić, aby wrócić na właściwą ścieżkę.
5. Prowadź otwartą politykę komunikacji i dbaj, by wszyscy dzielili się informacją o tym, co się dzieje. Stosuj przy tym podstawowe zasady organizacji uczącej się: Co zadziałało? Co nie zadziałało? Czego zabrakło? Co robimy dalej?
I na koniec przestroga!
O ile popełnianie błędów jest dobre, o tyle jednak powtarzanie błedów takie już nie jest. Dobra analiza przyczyn porażki pozwala uniknąć jej w przyszłości.” – autor: Daniel Sukniewicz
Polecam, odwiedź stronę:
Z okazji Świąt Wielkanocnych
Spójrz, jaki piękny dzień! Tyle słońca w całym mieście….. ![]()
Przyroda budzi się do życia! Do niedawna był to dla mnie tylko slogan.
Od kiedy zafascynowała mnie fotografia, moje patrzenie zdecydowanie zmieniło się.
Teraz potrafię dojrzeć nabrzmiały pąk kwiatowy, który lada chwila pęknie i ukaże swoje niepowtarzalne piękno. Widzę jak listki powiększają się z minuty na minutę.
Odkrywam, że w trawie coś faktycznie piszczy ![]()
Przyroda jest cudowna! Jesteś jej częścią, tylko proszę, zauważ to !
Cudowne ciepełko, słońca bez ograniczeń, budząca się zieleń, krzaki forsycji obsypane żółtym kwieciem…. zbliżają się Święta Wielkanocne. Zapowiadają się w pięknej scenerii.
Zauważ, jaki piękny jest świat! Raduj się tym prawdziwie i zarażaj radością wszystkich dookoła,
a zwłaszcza najbliższe Ci osoby.
I takie niech będą nadchodzące Święta Wielkanocne
Co Wellness ma wspólnego ze świętami?
Twórca filozofii Wellness twierdził, że ciało i umysł powinny pozostać
w równowadze. Ciągły pośpiech i konieczność dokonywania wiecznego wyboru nie służą równowadze. Czytaj więcej Co to jest Wellness . Filozofia Wellness nie tylko pomaga nam czuć się dobrze, ale w pewnym stopniu zobowiązuje do własnych poszukiwań metod osiągania równowagi.
Mamy kolejny okres wzmożonego pośpiechu, stresu, życia pod presją. Takim właśnie okresem jest czas przygotowań do świąt. Tyle spraw należy załatwić, tyle wykonać…. Porządki, zakupy, zajączkowe prezenty, umówienie wzajemnych wizyt w czasie świąt itd. Dużo tego. Mamy wrażenie momentami, że nasz rozum nie ogarnie tego i wpadamy w popłoch, ogarnia nas stres, a to oddala nas bardzo od filozofii Wellness. Czy możemy ją odłożyć na ten szczególny okres w roku? Oczywiście, że możemy.
Nikt nas przecież nie będzie zmuszał do przestrzegania filozofii Wellness. Ale czy nie ma sposobu……
Otóż jest! Znalazłam go! I chcę Ci dzisiaj o tym powiedzieć.
„Kiedy….?” Pogromcą stresu.
Zadanie tego pytania stawia Cię na dobrej drodze do zachowania zdrowia ciała i ducha, co daje zgodę z filozofią Wellness.
Poświęć na zadanie tego pytania i zapisania odpowiedzi na kartce papieru ok. 30 min. Zapewniam Cię, że warto. Takie planowanie, (bo do tego to się sprowadza), nie dość, że zaoszczędzi Ci sporo czasu,
to jeszcze uspokoi Twój wewnętrzny niepokój związany z nadmiarem obowiązków.
1. Mycie okien…………… – kiedy? …
2. Zakupy………………… – kiedy? …
3. Spotkanie z klientką… – kiedy? …
4. …………………………… – kiedy? …
Zadanie tego pytania stawia Cię też na najlepszej drodze do poradzenia sobie z jedną z największych wewnętrznych barier sukcesu.
A zatem kiedy usiądziesz nad kartką papieru, żeby zadać sobie to pytanie?
O tym, jak można wyjść z dołka – cd.
Dlaczego czytałam na głos?
Chciałam przy okazji poćwiczyć płynność wypowiedzi, a było mi to potrzebne.
Nowy plan pracy wdrażałam od lipca 2008 roku. Czytając 0,5 godziny dziennie, przeczytałam:
„Jak stworzyć najlepszy blog” Pawła Lipca; „Bogaty albo biedny” T.Harv Ekera, „Sztuka pisania perswazyjnych tekstów” P.R.Michalaka i J.Woźniaka,
„Sztukę efektywności” Davida Allena,
„Niech klienci tłoczą się u Twoich drzwi” Paula i Sarah Edwards.
Krzątając się po domu (a zwłaszcza prasowanie było dla mnie dobrym momentem),
wysłuchałam kilku audiobooków.
Zaglądając na blog Wandy Loskot , wysłuchałam kilku webcastów (wykłady on line
),
przerobiłam zakupione od Wandy kursy i za pomocą instrukcji Mirka Szmajdy
założyłam pierwszy blog na WordPressie.
Mimo, że czytałam wiele i moja wola poznania była ogromna,
to kilka razy dziennie rozbijałam się o sprawy techniczne.
I kto mi wtedy pomógł najbardziej?
Przeczytaj resztę tego wpisu »
O tym, jak można wyjść z dołka
Był taki czas w minionym, 2008 roku, kiedy zespół wydarzeń takich jak :
słabsze zdrowie, a wręcz podejrzenie o poważną chorobę,
trudności w relacjach z ludźmi, wypalenie zawodowe,
zawładnęły mną z tak potężną siłą, że z trudem udało mi się z tego wyzwolić.
Udało się, bo znalazłam alternatywną metodę wykonywania tego,
co robiłam do tej pory, w czym miałam wiedzę i doświadczenie.
Tym światełkiem w tunelu, nadzieją, że mogę nadal być czynną zawodowo,
mieć kontakt z ludźmi, którzy tego potrzebują, stał się Internet,
a dokładniej pomysł na blog ORI KONTAKT.
Przeczytaj resztę tego wpisu »
A może wywiad z samym sobą ?
Wierzę, że zapoznałaś się z wywiadem z Anią Kropką.
A może warto pokusić się o zrobienie takiego wywiadu z samym sobą?
Spróbuj! Być może poznasz prawdę o sobie, a to zrodzi
nowe postanowienia noworoczne.
Jak to z Tobą jest? Czy to Ty planujesz swoje życie dzień po dniu,
czy też może robią to inni za Ciebie?
Przeczytaj resztę tego wpisu »









