Archiwum kategorii ‘Wzmocnij siebie’
Nagroda dla Oriflame
Bardzo jest mi miło w takich chwilach ![]()
Cieszę się bardzo, że mogę podzielić się z Tobą tą wiadomością ![]()
Otóż firma, z którą współpracuję od wielu lat, Oriflame Poland Sp. z o.o. została laureatem 10 edycji Studenckiego Produktu Roku ® .

Spotkanie z Brianem Tracy – 13.05.2010r
Zanim ulewy rozpanoszyły się na dobre, razem z Anią Kropką, w czwartek13 maja 2010r, wyruszyłyśmy w drogę do Warszawy, aby wziąć udział w spotkaniu z Brianem Tracy. Uczestniczenie w spotkaniu z Brianem Tracy na żywo, było moim marzeniem od dawna. Tym razem stało się ono dla mnie osiągalne, dzięki propozycji PSSB ( Polskie Stowarzyszenie Sprzedaży Bezpośredniej ).
Brian Tracy, to wyjątkowy człowiek. Jego prosto sformułowane rady, już nieraz pozwoliły mi osiągnąć to, co zaplanowałam. Chętnie podzielę się z Tobą tym, czego się od Briana dowiedziałam , wprowadziłam w życie, czyli doświadczyłam i dzięki temu z przekonaniem mogę polecić i Tobie.
Bez działania na emocjach , wręcz jak wypisana recepta…tak odebrałam to seminarium. Myślę, że to jeszcze nie raz zaowocuje u mnie i być może u Ciebie, jeśli tego zechcesz.
Dziś pozostawię Cię z cytatem Brian Tracy:
Sukces to droga od porażki do porażki bez utraty entuzjazmu
/Winston Churchill /
Aby przybliżyć Ci Braina Tracy jako szkoleniowca, pozwolę sobie zacytować:
BRIAN TRACY jest wymieniany obok Petera Druckera, Stephena Coveya czy Jacka Welchajako jeden z najbardziej wpływowych liderów biznesu na świecie. Szkoli rocznie ponad 250tysięcy osób w dużych i małych firmach na całym świecie w dziedzinie strategii, zarządzania,sprzedaży, rekrutacji, motywowania pracowników, rozwoju zawodowego i osobistego. Ma unikalnąumiejętność prowadzenia szkoleń w sposób, który pobudza słuchaczy do bezzwłocznegowdrażania w praktyce poznawanych technik i narzędzi.W prowadzonych przez niego seminariach wzięło dotąd udział ponad cztery miliony osób w 53krajach, w tym zarządy i kadra menedżerska takich firm, jak IBM, HP, Allianz, Cisco, ABB,Volvo, Citibank, Ford, BMW, Deloitte & Touche, McDonell Douglas, Coca Cola i wielu innych,znajdujących się w ścisłej czołówce światowej gospodarki.Jest twórcą wielu sprawdzonych programów szkoleniowych skierowanych do ludzi na każdympoziomie organizacji i wdrażanych w firmach na całym świecie. Założona przez Briana firmaszkoleniowa Brian Tracy International jest obecnie jedną z największych firm szkoleniowych,która wdraża programy według międzynarodowych standardów.Brian Tracy jest również autorem 70 książekprzetłumaczonych dotąd na 38 języków, w tymświatowe bestsellery: „Maksimum osiągnięć”,„Psychologia sprzedaży”, „Sposób na sukces”,„Sztuka zatrudniania najlepszych” czy „Turbocoach”.Podróżował i pracował w ponad 80 krajach nasześciu kontynentach, zna również cztery językiobce. Brian Tracy jest szczęśliwym mężemi ojcem czwórki dzieci. Aktywnie działa na rzeczspołeczności, zarówno na szczeblu lokalnym jaki ogólnokrajowym, jest także prezesem trzechfirm, których centrale mieszczą się w kalifornijskimSolana Beach.Brian Tracy jest również rektorem prywatnejszkoły wyższej. Jest nią prywatny uniwersyteto nazwie Brian Tracy University, szkolącyon-line w zakresie biznesu i przedsiębiorczości.Więcej informacji o Brianie Tracym znajduje sięna jego stronie: www.briantracy.pl
Zobacz też fragment teleexpressu, w którym o Brianie Tracy mowa:
A oto króciutka relacja z naszego wyjazdu na spotkanie z Brianem Tracy:
![]() |
| Customize a free slideshow design |
Makijaż dzienny- odmładzający
“W wieku dojrzałym, pojawia się problem z opadającą powieką” – informuje śliczna młoda makijażystka na jednym z filmów umieszczonych na You Tube. Buzię ma tak młodą i śliczną, że trudno wyobrazić sobie opadającą powiekę w miejscu, które pokazuje. Pani ma być może dużą wiedzę, ale ja, kobieta dojrzała, z prawdziwym problemem opadającej powieki, skłonna jestem dać wiarę osobie, która taki problem obserwuje u siebie codziennie w lusterku.
Myślę, że i Ty droga koleżanko w podobnym do nas wieku, docenisz porady Marty Stangel, doświadczonej wizażystki.
Stworzyłyśmy dla Ciebie film, na którym zobaczysz jak odmłodzić swoją twarz makijażem.
Zobaczysz jak powstaje makijaż dzienny, krok po kroku. Zobaczysz różnicę, która zachęci Cię do powtórzenia tych samych etapów u siebie. Zobaczysz też kobietę dojrzałą – Martę Stangel, która odsłoniła swoje oblicze bez makijażu, po to, abyś jak najwięcej mogła skorzystać.
Chylę czoła przed odwagą Marty i dziękuję jej w imieniu kobiet, które odmłodnieją , stosując się do tych cennych wskazówek
Zapraszam na 2 części filmu “Dzienny makijaż odmładzający”
Wiosenny piknik Oriflame
Tylko pogoda zrobiła nam psikusa
Było bardzo zimno i najczęściej pochmurno ![]()
W czwartek 22 kwietnia 2010r , zespołem “3 Anie” (Ania Kropka, Ania Sierawska i Ania Wolińska), reprezentowałyśmy naszą grupę na wiosennym pikniku Oriflame. Przepiękne miejsce wybrali organizatorzy na taką imprezę - Zajazd “Karolinka” w Gogolinie . Gdy tylko zaświeciło słoneczko, otaczająca zajazd zieleń, zachwycała swoją różnorodnością gatunków i kompozycji.
Program spotkania realizowany był w namiocie, przy mniej lub bardziej ciepłych, a nawet energetycznych napojach ![]()
W biznesowej części spotkania poznaliśmy zapowiedzi produktów kosmetycznych w najbliższych katalogach (a wśród nich, UWAGA!, wraca 80% żel aloesowy) i akcje wspomagające nasze “oriflamowe” życie.
Już od 7 katalogu, nowa akcja rekrutacyjna ze wspaniałymi nagrodami dla nowych konsultantów i tych, którzy zechcą rozbudowywać swój zespół. Wspomnę tylko, że niektóre nagrody firmuje Firma KRUK…., a wzory zastrzeżone są tylko dla Oriflame.
Oprócz akcji rekrutacyjnych w katalogu 7 i 8, wspierać nasz rozwój będzie turniej mistrzowskich drużyn i Oribus.
I jeszcze jedna, super sprawa!
Dzięki wsparciu Oriflame (organizacyjnym i finansowym), konsultanci Oriflame od poziomu 12%, będą mogli uczestniczyć w spotkaniu z Brianem Tracy za jedyne 130,00 zł. Warto by konsultantem Oriflame! ![]()
Zobacz krótki materiał z jednego ze spotkań z Brianem Tracy w poprzednich latach:
Po obiedzie program przewidywał niespodziankę.
Niesamowita była to niespodzianka.
Jurij Morkiszczew , estradowy hipnotyzer pokazał niepowtarzalny i jedyny w swoim rodzaju program rozrywkowy z ogniem i szkłem. To były mocne i niezapomniane wrażenia.
Znalazłam dla Ciebie materiał, który przybliży Ci występ, w którym uczestniczyłyśmy “na żywo”
Zobacz :
A przesłanie, które ja wyniosłam ze spotkania z tym niezwykłym człowiekiem?
Uwierz w swoje możliwości! Wyznacz sobie cel i skup się na nim, a nie na trudnościach, które pojawiają się po drodze. To co niemożliwe, staje się możliwe!
Zobacz jeszcze relację z pikniku, którą dla Ciebie przygotowałam:
![]() |
| Free photo album generated with Smilebox |
…i po świętach!
Święta były dla mnie pierwszymi dniami odpoczynku od wielu tygodni. Od połowy stycznia bowiem, borykałam się z dość dużym remontem mojego mieszkania, pracując jednocześnie.
Wyścig z czasem( termin zakończenia remontu wyznaczyłam przed Świętami Wielkanocnymi)zakończyłam w piątek, pastując podłogi.
Po spotkaniach rodzinnych i odespaniu wielu nieprzespanych nocy, nachodziły mnie różne refleksje i przemyślenia. Jak to się dzieje, że udaje mi się(z wielkim trudem!!!) np.przetrwać remont, opanować komputer w stopniu umożliwiającym prowadzenie bloga, uzyskać niezależność finansową startując z pozycji „0”… To tylko kilka z moich osiągnięć…Jak to zrobiłam? Co to jest za sposób, który pozwala pokonać duże trudności?
Znalazłam jedną odpowiedź. Jest to potwierdzenie tego, co gdzieś, kiedyś przeczytałam:
„To, na czym się skupiasz, rośnie! „
Przyznam, że ostatnio punkt skupienia skierowany był na remont. Był czas, gdy skupiałam się na tworzeniu bloga, poznaniu programów potrzebnych do jego obsługi itp.
Był też czas, gdy moją pierwszą, drugą i ostatnią myślą każdego dnia było tworzenie „mojego Oriflame”. Wszystko, na czym się skupiasz, rośnie! Życie daje mi tego liczne dowody.
Minęły święta, które jak dla mnie, mogły być też dla Ciebie terminem zakończenia czegoś…
Nastają kolejne dni wyznaczania sobie nowych celów, a to, na czym się skupisz, będzie rosło!
Jeśli masz ochotę zobaczyć moje zmagania z remontem i jego efekty, to zapraszam:
![]() |
| Remont |
O uprzejmości i uczynności
Pewnie opowieść o przykrym dla mnie zdarzeniu pozostałaby tylko w gronie moich najbliższych, ale dziwnym trafem, zaraz po tym zdarzeniu, wpadł mi w ręce artykuł Daniela Sukniewicza, który wiele mi wyjaśnił i sprawił, że zechciałam podzielić się z Tobą tym tematem.
Zdarzenie, o którym wspomniałam, miało miejsce ok. 2 tygodni temu. Podjechałam na stację benzynową, na której zwykle tankuję gaz do mojego autka. Podjechałam pod dystrybutor jak najdalej, tak, aby za mną mógł zmieścić się jeszcze następny samochód i rozpocząć tankowanie, gdy ja będę płacić za moje paliwo.
Przepisy w naszym kraju, zobowiązują obsługę stacji benzynowej do tankowania gazu przez wyszkolonego pracownika. Mogłam, zatem udać się do kasy wcześniej, nie czekając na zakończenie tankowania. Zwykle w tym czasie kasjer przygotowywał dla mnie fakturę, a po zakończeniu tankowania, mogłam od razu zapłacić za paliwo. Trudno sobie w zasadzie wyobrazić bardziej sprawne finalizowanie zakupów na stacji benzynowej.
W tym jednak dniu, przy kasie pracowała nowa osoba i czynności związane z wydrukowaniem faktury zabrały jej trochę więcej czasu. Podeszłam do trudności ze zrozumieniem, jako że każdy kiedyś przecież się czegoś uczy i wiadomo, że zabiera to więcej czasu.
Jakież jednak było moje zdziwienie, gdy po zapłaceniu rachunku, podeszłam do swojego auta, żeby odjechać. Poczułam się wręcz napadnięta przez właściciela samochodu, który ustawił się za mną do dystrybutora. Krzycząc, ponaglał mnie, żebym w końcu odjechała z miejsca, gdzie tamuję ruch.
A na koniec potoku słów, tak żebym nie miała żadnych wątpliwości, gdzie jest moje miejsce, powiedział: (cyt.)” kobiety to ja bardzo lubię, ale w domu, a nie za kierownicą”
Dodam tylko, że ów pan nie wyglądał na takiego, któremu chamstwo tak łatwo przychodzi. Pan w wieku dojrzałym, elegancko ubrany, sprawiający wręcz wrażenie „prezesa zarządu”. A jednak….
Niedługo po tym zdarzeniu, przeczytałam artykuł Daniela Sukniewicza, który cytuję poniżej.
Dedykuję go nam wszystkim, a zwłaszcza konsultantom Oriflame z mojej grupy.
Bardzo zależy mi na tym, żebyśmy zaczerpnęli wzorce od Starbucksa – firmy, która może być przykładem dla wielu. Wiem, że sporo z nas taki model obsługi klienta stosuje na co dzień. Wierzę, że sporo jeszcze możemy się nauczyć.
Nie mam jednak nadziei, że pan -„bohater” powyższej opowieści, kiedykolwiek się tym przejmie.
„Dlaczego mieszkańcy małych miasteczek są bardziej uczynni niż mieszkańcy dużych miast?
Dlaczego ci pierwsi okazują większą życzliwość niż mieszkańcy wielkich aglomeracji?
Czy przyczyna leży tylko w tempie życia, w tym, że ci pierwsi mają więcej czasu, a ci drudzy mają zaplanowaną każdą minutę.
Ostatnio znalazłem takie wytłumaczenie, że o wszystkim jak zwykle decydują pieniądze. Po prostu mieszkańcy mniejszych miejscowości zarabiają mniej, więc ich czas też jest mniej warty. Łatwiej więc poświęcają go na pomoc bliźnim. W dużych miastach ludzie cenią się bardziej, każda ich godzina jest o wiele bardziej wartościowa, więc nie bardzo chcą tracić czas dla bliźnich, bo spieszą się, by zarabiać pieniądze.
Mogę się założyć, że gdybym poślizgnął się na lodzie na środku małej miejscowości na pewno ktoś pospieszyłby mi z pomocą. Wątpię, czy na podobną pomoc mógłbym liczyć w dużym mieście wśród tłumów zabieganych ludzi.
Tę prawidłowość widać wyraźnie na przykładzie obsługi klienta.
Gdy trafimy do sklepu w małym miasteczku traktują nas trochę jak gościa. Ja np. często wykorzystuję takie sklepy, jako swoiste punkty informacji turystycznej. Gdy czegoś szukam w takim małym miasteczku wystarczy, ze zajrzę do sklepu, zapytam ekspedientkę i zawsze pokieruje ona we właściwe miejsce lub do właściwej osoby. Nigdy nie przyszło mi do głowy, by w sklepie szukać pomocy wówczas, gdy jestem w dużym mieście. Sprzedawcy w dużych miastach dzielą się na dwie kategorie – ci, którym klient trochę przeszkadza – albo czegoś od nich chce przed samym zamknięciem sklepu, albo zadaje zbyt dociekliwe pytania. Generalnie byliby szczęśliwsi, gdyby klient omijał ich sklep… Druga kategoria to sprzedawcy szkoleni. Znają wszystkie triki sprzedażowe, które poznali na kursach i wszystkie starają się wykorzystywać. Są uprzejmi, ale klient nigdy nie będzie wiedział, czy ich uprzejmość jest naturalna, czy jest wynikiem szkolenia, na którym kazali i mu się uśmiechać do każdego klienta.
Brakuje mi takich sprzedawców, którzy zajmowaliby się klientem jak gościem, który zawitał w progi ich sklepu.
Gościa, którego trzeba w tym sklepie podjąć jak najlepiej, trzeba go dobrze poznać zanim zaproponuje się mu produkt, trzeba nawiązać z nim więź – ale prawdziwą, taką, w której widać, że obie strony się lubią. Po prostu trzeba potraktować klienta jak człowieka, a nie jak portfel, do którego ktoś doczepił głowę, ręce, nogi i serce.
Tą drogą poszedł właśnie Starbucks – amerykańska sieć kawiarni, która zdobyła olbrzymią popularność nie tylko w Stanach, ale i na całym świecie.
I dlatego właśnie obsługa klienta, którą oferuje przeszła do legendy.
Bo gdzie indziej można spotkać pracownika firmy, który widząc, że stały klient zmienił miejsce pracy i przeniósł się na drugi koniec miasta zawozi mu do nowego miejsca pracy jego ulubioną kawę?
Gdzie indziej pracownicy wybiegają przed swoje miejsce pracy i pomagają wstać człowiekowi, który się poślizgnął przed kawiarnią, a potem towarzyszą mu w drodze do szpitala i siedzą przy nim w szpitalu?
Gdzie indziej pracownicy stawiają sobie za cel rozruszać ponurego klienta, który nigdy się uśmiechną, mimo iż oni zawsze witają go uśmiechem?
Gdzie indziej pracownik, który przyrządza kawę wyjdzie godzinę przed otwarciem kawiarni przed lokal, by zapytać, co podać klientowi, który właśnie podszedł, pod – jeszcze zamknięte – drzwi kawiarni?
Cała mądrość, dzięki której Starbucks przeszedł do legendy kryje się w jednej małej broszurce – Książeczce z zielonego fartucha, którą każdy pracownik Starbucksa nosi przy sobie.
Szefowie Starbucksa zadbali o to, by każdy pracownik sieci – czyli jak nazywają go w Starbucksie – partner, nigdy nie rozstawał się z filozofią firmy, więc wydrukowali Książeczkę z zielonego fartucha, gdzie na kilku zaledwie stronach przypominają podstawowe wartości firmy. Te zasady nie są rewolucją. Ich sukces polega na tym, że są rzeczywiście wdrażane na każdym poziomie zarządzania – od liderów korporacji po każdego partnera pracującego w kawiarniach. Siła Starbucksa, tkwi w tym, że szefowie dają wzór swym postępowaniem, a nie tylko żądają od nich realizacji zasad, stawiając się ponad nimi. To podejście odróżnia właśnie Starbucksa od innych firm, gdzie chlubne zapisy są często tylko martwymi hasłami, które wiszą w siedzibie centrali.
Kluczem do zrozumienia funkcjonowania firmy jest przede wszystkim zrozumienie tzw. „5 sposobów bycia”. Oto one:
1. Serdecznie powitaj gościa, czyli pozwól, żeby Twoi klienci poczuli się kimś ważnym.
Celem szefów Starbucksa jest stworzenie z każdej restauracji takiego miejsca, w którym ludzie czują, że są priorytetem i gdzie ich twarz się wypogadza. W jaki sposób ten cel realizują poszczególni partnerzy? Jednym ze sposobów jest poznanie ich z imienia, zdobycie wiedzy o tym, co piją, jak wabi się ich pies, do której szkoły chodzą ich dzieci, i o wszystkim innym – mówi jedna z baristek, prowadząca specjalny arkusz, w którym zapisuje dane klientów. Partnerzy Starbucksa dostrzeganie klientów i ich rozpoznawanie opanowali do perfekcji. Świadczy o tym przypadek jednego z gości, wielkiego fana napoju Frappuccinno z syropem malinowym, który odwiedził kawiarnię po paru miesiącach przerwy. Gdy stanął w kolejce został natychmiast rozpoznany i zapytany: Grande Vanilla Creme Frappuccino z syropem malinowym, tak? Czy w Twojej firmie każdego klienta wita się tak, że robi to na nim naprawdę niezatarte wrażenie?
2. Bądź prawdziwy, czyli zbuduj więź z klientem, odkrywaj jego potrzeby i reaguj na nie.
Zasada ta wychodzi ze słusznego wniosku, że klienci chcą, by ich potrzeby miały znaczenie dla obsługujących ich osób, nie chcą być traktowani jak portfele, do których doczepiono ludzi.
Zbuduj więź z klientem, czyli staraj się wyjść poza oczekiwania klienta, poza formalne i sztywne pozdrowienie. Kluczową rolę w tworzeniu więzi z klientem odgrywa słuchanie. Muszą czuć, że ktoś ich słucha, a czasami nawet wyprzedza ich myśli odgadując ich potrzeby z zachowania i sygnałów niewerbalnych. Tak, jak baristka Angela, która rozpoznała u jednej z klientek problemy emocjonalne, przytłoczenie zbyt wielkim menu oraz onieśmielenie i w ramach prezentu od firmy podała jej specjalną kawę – Toffee Nut Latte, wychodząc z założenia, że nie ma osoby, która tego nie lubi? Czy tak jak pracownicy innego Starbucksa, w którym jedna z klientek poznała miłość swojego życia, starali się interesować rozwojem tego związku i okazywać zwyczajną przyjacielską życzliwość.
W wielu firmach taka więź się nie rodzi, bo jej stworzenie i utrzymanie jest bardzo trudne – kto chce się znaleźć na huśtawce emocjonalnej, która się z nią wiąże? O wiele łatwiej jest oferować usługę pozbawioną emocji.
Odkrywaj, czyli poznaj potrzeby klienta tak jak odkrywasz potrzeby ukochanej osoby.
Partnerzy Starbucksa poszukują zrozumienia dla potrzeb i pragnień innego człowieka. To niezwykłe jak pełni uznania są ludzie, jeśli postarasz się, żeby spełnione zostały ich potrzeby – mówi Susa, baristka z Ohio, która sprzedaje ekspresy do kawy, zadając proste pytanie: czy parzysz kawę sam dla siebie, czy potrzebujesz zaparzyć od razu 12 kubków.
Reaguj, czyli rób to, o czym zapomina wiele firm, które starają się budować więź z klientami i odkrywać ich potrzeby. Często jednak zapominają zareagować na te potrzeby. W Starbucksie jest inaczej – gdy klient zgłasza jakieś zastrzeżenia do podanego mu napoju partnerzy od razu, korzystając z tego, co usłyszeli czy nauczyli się od klienta, starają się je uwzględnić i zrobić taki napój, który usatysfakcjonuje podniebienie klienta.
Działania partnerów Starbucksa doskonale obrazują słowa jednego z menedżerów: Nie jesteśmy siecią kawiarni obsługującą ludzi, tylko firmą dla ludzi, która serwuje kawę.
A czy w waszej firmie pracownicy zajmują się budowaniem więzi z klientami, odkrywaniem ich potrzeb i co najważniejsze reagowaniem na nie?
3. Miej dużą wiedzę na określony temat, czyli kochaj to, co robisz i dziel się swoją wiedzą z innymi.
Szefowie Starbucksa zachęcają partnerów, by pogłębiali swoją wiedzę i dzielili się nią z klientami, bo wówczas rośnie wiedza klientów na temat kawy, a ich potrzeby stają się tak wyszukane, że nie zaspokoi ich inna, byle kawiarnia. Tacy klienci przestają być klientami, oni stają się wyznawcami – są nie tylko lojalni, ale także będą przekonywać innych, by skorzystali ze sprawdzonej oferty. Drogą do osiągnięcia właściwych kwalifikacji jest cykl szkoleń, z których nawet w czasie kryzysu Starbucks nie rezygnuje, wierząc w dewizę, że wiedza to władza. Nowo zatrudniony partner dostaje więc „kawowy paszport” – broszurę, którą musi wypełnić w ciągu pierwszych 90 dni pracy, i która wprowadzi go w świat kawy – dowie się, gdzie uprawia się kakaowce, jak pali się ziarna i w jaki sposób parzy sie kawę. W świat kawy wprowadza go także funt kawy tygodniowo, który dostaje każdy z partnerów Starbucksa, by mógł smakować najróżniejszych smaków także w domu. W toku pracy każdy zatrudniony w korporacji może zdobyć prestiżowy tytuł Coffee Master. Taki człowiek, którego wyróżnia czarny fartuch to prawdziwy guru od kawy. By zasłużyć na taki tytuł, trzeba odbyć kilkumiesięczne szkolenie, podczas którego zdobywa się wiedzę merytoryczną oraz przeprowadza się wiele degustacji kawy. Taki Coffee Master jest jednak źródłem wiedzy dla każdego klienta zaciekawionego kawą i na pewno zachęci każdego, by sam zaczął interesować się napojem, który sączy codziennie w kawiarni.
A czy w Twojej firmie pracownicy są prawdziwymi ekspertami, którzy mogą zamienić twoich klientów w wyznawców?
4. Bądź taktowny i licz się z uczuciami innych, czyli jak szanować środowisko, w którym żyjemy oraz innych ludzi, żyjących wraz z nami na świecie.
To przesłanie partnerzy, menedżerowie i szefowie Starbucksa realizują w różny sposób.
Firma wspiera rozwój odnawialnych źródeł energii, kawiarnie biorą udział w projektach proekologicznych – sadzą drzewa, częstują darmową kawą innych wolontariuszy i jednocześnie opowiadają o kawach, które uzyskały Certyfikat Sprawiedliwego handlu. Jedna z kierowniczek kawiarni w Los Angeles podczas strajku kierowców autobusów sama przyjeżdżała po pracowników do domu, a potem rozwoziła ich po pracy. Gdy zaś zgarnęła główną wygraną w loterii kalifornijskiej, której losy kupiła ze składek całego zespołu, podzieliła po równo wygraną mówiąc: W Starbucksie pracujemy zespołowo i nawzajem się wspieramy. Gdybym wzięła wszystkie pieniądze, nie byłabym członkiem tego zespołu, a cel, w imię którego pracowałam, obróciłby się wniwecz.
5. Bądź zaangażowany, czyli aktywnie udzielaj się w życiu kawiarni, firmy oraz lokalnej społeczności.
Szefowie Starbucksa nie chcą, by 100 tys. ich pracowników skupiało się tylko na wykonywaniu rutynowych zadań. Postawili sobie cel, by partnerzy odgrywali aktywną rolę w swoich kawiarniach, w lokalnej społeczności, a także w całej firmie. By sami w ten sposób doskonalili Starbucksa. Jednym z najlepszych sposobów jest rozejrzenie się po miejscu swojej pracy i zastanowienie się nad tym, jak ulepszyć obsługę klientów odwiedzających kawiarnię oraz działanie samego przedsiębiorstwa. Czasem wystarczy przyjrzeć się klientom, którzy odwiedzają twoją firmę, by stworzyć coś unikalnego. Grupa baristów Starbucksa z Kalifornii odkryła, że dużą grupę ich klientów stanowią osoby głuchonieme. Postanowili więc nauczyć się języka migowego, by ich łatwiej obsługiwać. Dziś, Starbucks jest głównym miejscem spotkań głuchoniemych na terenie Ameryki Północnej.
Dyrekcja Starbucksa oczekuje, by partnerzy byli zaangażowani w ulepszanie firmy i nie jest to tylko slogan. Aby udało się to zrealizować, konieczne jest wysłuchiwanie pomysłów i sugestii przedstawianych przez pracowników, a następnie wcielanie wszystkich tych pomysłów w życie. Taka gwarancja, że zostanie się wysłuchanym, a nie wygonionym za drzwi bądź wyśmianym skutkuje tym, że pracownicy potrafią na zapleczu kawiarni przez wiele dni robić eksperymenty z nowymi napojami, często po godzinach własnej pracy. Ale jak wyjaśnia jeden z takich eksperymentatorów, który przyczynił się do wynalazku napoju Coffee Jelly Frappuccino, który zrobił furorę w całej Japonii - „To dobrze. To przecież moja firma.” W Seattle w Stanach natomiast partnerzy sami wymyślili nowy system obsługi klientów, bo odkryli, ze poprzedni był zbyt mało przepustowy. Nie ograniczyli się do krytyki warunków pracy, ale sami je udoskonalili.
Zaangażowanie oznacza także zaciśnięcie więzi ze społecznością, w której firma egzystuje. Tak działające przedsiębiorstwo mocno wpływa na życie okolicznych mieszkańców i staje się dla nich czymś ważnym. Pracownicy Starbucksa potrafią organizować wieczory występów dla okolicznych mieszkańców, a także poważniejsze projekty – jak szkolenia dla bezrobotnych. Nie zapominaj o ludziach, którzy mieszkają obok biura Twojej firmy. Korzystając z doświadczenia Starbucksa możesz uczynić dla nich wiele dobrego.
Jaki jest morał z zasad, które przyświecają pracownikom Starbucksa?
Okaż ludziom zwykłą życzliwość, przejmij się nimi i traktuj jak swego gościa, którego zapraszasz do domu. Gościa przecież się nie ignoruje, nie każe czekać pod drzwiami, ani nie wygania się. My Polacy szczególnie dobrze powinniśmy wiedzieć, jak sobie z gośćmi radzić. Przecież, kto jak kto, ale to my słyniemy ze staropolskiej gościnności, która przeszła do historii wcześniej niż obsługa klienta w kawiarniach Starbucks…
Pozdrawiam
Daniel Sukniewicz „
Dziękując Panu Sukniewiczowi za wspaniały artykuł, zapraszam do odwiedzenia Jego strony:
http://www.poradnikmenedzera.pl/
Czy złapałaś kiedyś czarnego łabędzia?
Był czas, kiedy wszystko toczyło się dość gładko, nadanym wcześniej torem.
Stabilizacja, poczucie bezpieczeństwa….
Aż tu nagle, w sposób zupełnie nieprzewidziany, zaczęły piętrzyć się kłopoty.
Braki w asortymencie Oriflame spowodowane m.in.kryzysem;
poważna choroba kuriera i konieczność zmiany sposobu dostarczania zamówionego towaru; fatalna pomyłka przy pierwszym zamówieniu grupowym; wyjątkowo uciążliwa zima i do tego remont, który trzeba było zacząć wcześniej niż planowałam oraz nowa akcja rekrutacyjna Oriflame, do której chcę się przygotować.
W takich to właśnie okolicznościach, zwróciłam uwagę na artykuł Daniela Sukniewicza „Czy złapałeś kiedyś czarnego łabędzia”.
Już jego początek, zapowiadał rozwinięcie tematu, który mnie właśnie przytłaczał:
„Czasami do naszego w miarę uporządkowanego życia wkradają się nieprzewidziane wydarzenia.
Czy jesteśmy na nie gotowi?
Czy umiemy je wykorzystać, czy raczej je ignorujemy i czekamy, aż wszystko wróci do normy?”
Artykuł przypomniał mi o kilku sytuacjach w życiu, gdy udało mi się „złapać czarnego łabędzia”. Może i tym razem mi się uda? Może uda się i Tobie ![]()
Koniecznie przeczytaj całość – jest bardzo ciekawa i przekonywująca.
„Czasami do naszego w miarę uporządkowanego życia wkradają się nieprzewidziane wydarzenia.
Czy jesteśmy na nie gotowi?
Czy umiemy je wykorzystać, czy raczej je ignorujemy i czekamy, aż wszystko wróci do normy?
Czasami do naszego w miarę uporządkowanego życia wkradają się nieprzewidziane wydarzenia.
Na przykład opady śniegu, które już sparaliżowały pół Europy, wywołując wszędzie lekką panikę.
Bo czy np. niemiecki biznesmen, przedstawiciel firmy zajmującej się nowoczesnymi rozwiązaniami technologicznymi, który miał właśnie wylatywać na delegację do Paryża, mógł przypuszczać, że lotnisko we Frankfurcie zostanie zamknięte?
Przecież takie rzeczy się nie zdarzają…
A jednak…
Co popsuło temu biznesmenowi szyki?
Opady śniegu?
Nie – przekonanie, że statystyczna prawidłowość zawsze się potwierdza.
Skoro port lotniczy we Frankfurcie działał bez zarzutu zimą zeszłego roku i w latach poprzednich, to i w tym roku nie powinno być problemów.
Wiele osób myślących w ten właśnie sposób potraciło majątki na giełdach całego świata.
Ale śnieg w środku zimy…
Czemu więc daliśmy się zaskoczyć opadom śniegu?
Patrzę tak sobie na pogodę za oknem, na kolejną śnieżną zadymę, na białe drogi – bardziej przypominające nigdy nie odśnieżane trakty w Puszczy Białowieskiej niż drogi w naszej stolicy – i dochodzę do wniosku, że pogoda w Polsce, ciągle nas zaskakuje, mimo że o tej porze roku powinniśmy być przygotowani na śnieg i mróz. Bo skoro nie dziwi nas, że w styczniu jest mróz i śnieg, to dlaczego ciągle nie nadążamy z odśnieżaniem, czy też z wymianą opon na zimowe? Niby powinniśmy się spodziewać intensywnych opadów śniegu, ale jeżeli śnieg pada nieprzerwanie przez kilka dni, to kraj ogarnia paraliż komunikacyjny. To jak to w końcu jest – jesteśmy na to przygotowani czy nie?
Dlaczego np. mieszkańcy małych osad, do których prowadzą drogi właściwie nie odśnieżane przez gminę, nie zadbają sami o to, by je oczyścić, tylko czekają, aż śnieg zasypie drogę tak, że stracą kontakt ze światem?
Czy pogoda jest aż tak nieprzewidywalna, a padający od kilku dni śnieg jest wydarzeniem tak ekstremalnym, że trudno się do tego przygotować?
A może wytłumaczenie jest inne – po prostu ignorujemy wszelkie ekstremalne sytuacje, nie tylko klimatyczne, bo tak jest nam wygodniej.
Często zakładamy, jak wpojono nam jeszcze w szkole, że wszystko trzeba uśrednić, a wyniki najbardziej odbiegające od średniej usunąć.
Jeśli więc przez ostatnich parę lat w styczniu była raczej łagodna zima, to nastawiliśmy się, że i w tym roku będzie podobnie.
Oczywiście meteorologowie powiedzą nam, że w tych opadach nie ma nic dziwnego, że mieszczą się przecież w średniej statystycznej. Powiedzą to jednak już po tym, jak one spadną. Jakoś trudno jest im je przewidzieć z dużym wyprzedzeniem, powiedzmy na początku grudnia i uczulić wszystkich mieszkańców naszego kraju, że przez najbliższy miesiąc będzie źle, bardzo źle. Po prostu z perspektywy historii i statystyki wszystko wydaje się przewidywalne. Jednak chyba tak nie jest, skoro ludzie w ostatnim kryzysie fi nansowym potracili swoje oszczędności, a firmy poupadały.
Wygląda na to, że nie tylko w skokach narciarskich podczas oceny narciarza za styl do wyniku nie wlicza się dwóch skrajnych ocen – najniższej i najwyższej.
Po prostu łatwiej jest zignorować coś, co nie mieści się w średniej, niż uwzględniać to w swoich planach i działaniach.
A może właśnie powinniśmy skupić się na ekstremach i w oparciu o nie oceniać nie tylko narciarzy, ale również budować nasze plany.
Jeżeli bowiem ktoś chciałby uśrednić dochody wszystkich mieszkańców sułtanatu Brunei, odrzucając osoby najbogatsze i najbiedniejsze, to okazało by się, że państwo należy do najbiedniejszych na świecie, choć w rzeczywistości jest jednym z najbogatszych. Skąd ten paradoks? Odrzucając najbogatszych, automatycznie odrzucilibyśmy rodzinę sułtana Brunei, która posiada lwią część majątku państwa.
Jak widać czasami coś co nie mieści się w normie, jest decydujące.
My jednak mamy umiejętność ignorowania tego, co nie mieści się w normie.
Weźmy na potwierdzenie tej tezy inną historię.
Parę lat temu dużym powodzeniem wśród historyków-hobbystów cieszyła się książka „Zakazana archeologia”. Autorzy opisali w niej wszystkie odkrycia nie mieszczące się w kanonie oficjalnej nauki – metalowe przedmioty datowane na czasy, w których żyły dinozaury, typowe egipskie ozdoby znajdowane w Ameryce Północnej, gdzie jak wiadomo Egipcjan nie było (przynajmniej tak głosi oficjalna nauka), a także wiele innych tajemniczych odkryć.
Okazuje się, że są takie wydarzenia i przedmioty z przeszłości, z którymi oficjalna nauka ma kłopot. Nie mieszczą się one w znanej nam ze szkolnych podręczników historii rodzaju ludzkiego. Paradoksalnie o tych problematycznych znaleziskach nie mówi się jednak głośno. Ludzie, którzy o nich piszą są traktowani przez poważnych naukowców z przymrożeniem oka i oceniani jako trochę niedouczeni fantaści, nie umiejący dogłębnie analizować źródeł archeologicznych czy historycznych (podtekst tego twierdzenia jest taki, że gdyby te źródła dogłębnie zanalizowali, to zobaczyliby, że takie znaleziska nie mają prawa być, tam, gdzie zostały znalezione, ergo – nawet jeżeli zostały znalezione, tam, gdzie zostały znalezione, to tak właściwie ich nie ma, bo nie powinny tam się znaleźć). I ci biedni poszukiwacze zdarzeń niewyjaśnionych i nie mieszczących się w oficjalnej historii, zaczynają popadać w paranoję oraz wierzyć , że istnieje jakieś tajne stowarzyszenie naukowców, stojących na straży tzw. oficjalnej historii i eliminujących z niej każde znalezisko, które choć trochę ją podważa.
Takie święte oficjum na podobieństwo inkwizycji chyba jednak nie istnieje, a winnymi tego, że kontrowersyjne poglądy nie mieszczą się na łamach oficjalnych książek do historii są po prostu czarne łabędzie…
O co chodzi z tymi łabędziami?
„The Black Swan” Nassima Nicholasa Taleba, książka która dwa lata temu zrobiła furorę na całym świecie i jej przesłanie chodzi mi po głowie, od kiedy zaczęły się te gigantyczne opady śniegu.
Ten śnieg stał się dla mieszkańców Europy czymś tak nieprzewidywalnym, a jednocześnie tak dezorganizującym życie, że chyba można go zaliczyć do zdefiniowanych przez Taleba „czarnych łabędzi”
Bo „czarny łabędź” to – zdaniem Taleba – zdarzenie nieprzewidywalne, które jednak ma taką siłę, że rewolucjonizuje świat. Prawie wszystko w życiu społecznym to efekt rzadkich, ale ważnych wstrząsów i drgań – pisze.
Ale ludzie – tłumaczy – mają zdolność racjonalizować każde z tych nieprzewidywalnych zdarzeń tak, by okazało się, że właściwie musiały się one wydarzyć. Wpisują je w łańcuch historii i znajdują szereg przesłanek – całkiem racjonalnych, dlaczego właśnie teraz się to wydarzyło. Historia wydaje się jaśniejsza i lepiej zorganizowana w podręcznikach do historii niż w rzeczywistości.
Lubimy upraszczać, by zmniejszać skalę spraw – dodaje Taleb – a czarny łabędź to przypadek, na który nie ma miejsca w uproszczeniu.
Z każdym rokiem świat, w którym żyjemy staje się coraz mniej przewidywalny, podczas, gdy my cały czas wierzymy, że wszystko da się wytłumaczyć regułami statystycznymi.
Patrząc na wirujące za oknem płatki śniegu, przypominając sobie burze, które przechodziły tego lata nad Polską i kryzys ekonomiczny, który dotknął świat, nie sposób oprzeć się wrażeniu, że w twierdzeniach Taleba jest ziarnko prawdy.
Na nowojorskim lotnisku JFK znajdują się wielkie stoiska pełne gazet – podaje taki przykład – Są zazwyczaj obsługiwane przez bardzo uprzejmą rodzinę z Indii. Te gazety to cały korpus tego, co „dobrze poinformowana” osoba potrzebuje, by „wiedzieć, co się dzieje”. Niestety, cała ta wiedza nie pomogłaby czytelnikowi przewidzieć tego, co stanie się jutro.
Przesłanie książki Taleba jest szczególnie wyraźne wtedy, gdy za oknem dzieje się coś nieprzewidywalnego, albo wtedy, gdy świat oblecą wiadomości o jakimś nieprzewidzianym wypadku. Wtedy sobie o niej przypominamy. Powinniśmy jednak pamiętać o tym przesłaniu również wówczas, gdy wszystko dzieje się rutynowo, żeby być gotowym na kolejne nieprzewidziane sytuacje i by potrafić wykorzystać ich konsekwencje.
Od planowania rutynowych działań są statystycy.
Okazję można wykorzystać dopiero wtedy, gdy wydarzy się coś niezwykłego na co większość ludzi na świecie nie jest przygotowana, bądź po prostu pewne fakty czy wydarzenia ignoruje, bo nie pasują one do uporządkowanej wizji świata.
Trzeba być gotowym na przygodę.
Jak według autora „The Black Swan” wykorzystać nieprzewidywalne zdarzenia?
1. Rozróżnij, które z „czarnych łabędzi” są pozytywne, a które negatywne.
Najpierw należy przeprowadzić rozróżnienie pomiędzy pozytywną a negatywną przypadkowością. Trzeba nauczyć się rozróżniać te przedsięwzięcia, w których nieprzewidywalność może być (lub była) korzystna, od tych, w których spowodowała szkodę.
2. Korzystaj z okazji lub z wszystkiego, co wygląda jak okazja.
I pamiętaj, że okazje wcale nie są takie częste.
3. Ciężko pracuj, by wpuścić trochę nieprzewidywalnych wydarzeń do swego życia.
4. Pozytywne „czarne łabędzie” zakładają niezbędny pierwszy krok.
Musisz być na nie otwarty. Wiele ludzi nie zdaje sobie sprawy z tego, że to ich życiowa szansa, która nie często się zdarza, dlatego mogą ją przeoczyć.
5. Nie zadowalaj się niewdzięcznymi zadaniami – zamiast tego ścigaj swoje szanse.
Jako młody chłopiec zaczytywałem się (a któż z młodych chłopców z mojego pokolenia tego nie robił) w książkach o Panu Samochodziku. Do dziś pamiętam jedno przesłanie, które brzmiało jakoś tak: jeżeli chcesz przeżyć przygodę, nie możesz jej przeoczyć, musisz być gotowy by ją przeżyć i podążyć za za nią, choć może ci się w tym momencie wydawać, że nie jesteś na nią gotowy.
Nie odrzucaj więc wydarzeń, które nie mieszczą się w Twoim rutynowym życiu, światopoglądzie, planach. Przygoda, podobnie jak „czarne łabędzie” Taleba wysyłają zaproszenie tylko raz. Gdy go nie dostrzeżesz, być może nie wykorzystasz swojej wielkiej szansy.”
Zapraszam Cię na stronę autora: http://www.poradnikmenedzera.pl/
Zdjęcie zaczerpnęłam z galerii: http://www.garnek.pl/reni50
Reniu, bardzo dziękuję za zgodę na posłużenie się Twoim zdjęciem
Artystyczna dusza
Gdy zajrzysz do wpisu „Warsztaty Oriflame i Elle, a kiedy nasze?” (Przeczytaj całość ) , przeczytasz o „zdolnej kobiecie z duszą artystki, która potrafi pięknie malować kobiece twarze”.
Pani Marta Stangel była tą osobą, z którą realizowałam pomysł pokazów makijażu ,na początku mojej współpracy z Oriflame. Była też tą osobą, która nauczyła mnie sztuki makijażu i wspaniałej umiejętności docierania do klientki poprzez zauważanie tego, co w niej piękne.
Jak bardzo jest to cenna umiejętność i lecząca wręcz wątpiące w siebie dusze, przekonałam się kierując kiedyś młodą dziewczynę do Marty na spotkania, których efektem miało być opracowanie dla niej stylu. Miała to być forma prezentu na 18 urodziny dziewczyny.
Z relacji matki wynikało, że był to najwspanialszy prezent, jaki mogłam podpowiedzieć.
Przy pomocy Marty, dziewczyna odkryła w sobie drzemiące piękno i potrafiła je wyeksponować.
Kolejna, piękna kobieta przestała się chować za murem przeciwności losu (czasem wydumanych).
Uwierzyć w siebie! To najpiękniejsze, co może nam się przydarzyć
Piszę o tym dzisiaj dlatego, ponieważ po latach, znów mamy z Martą pomysł na to, jak pomagać kobietom. Zanim jednak zaczniemy ten pomysł realizować (początki zostały już zrobione i czekają na publikację), poprosiłam Martę Stangel o wywiad, tak, aby przybliżyć Ci jej osobę.
Wywiad z wizażystką – Martą Stangel
Marto, zanim poznałyśmy się, miałaś już opinię kobiety z duszą artystki. Znajomi polecili mi Ciebie, jako osobę potrafiącą pięknie malować kobiece twarze.
Proszę, powiedz, jak to się zaczęło? Co spowodowało, że zaczęłaś pomagać kobietom, by mogły pięknie wyglądać?
Marta Stangel:
Jak każda młoda kobieta interesowałam sie modą, lubiłam dobrze wyglądać, ale dziś, jak przypominam sobie, robiłam mnóstwo błędów, a co gorsza były to kosztowne błędy. Nie raz drogo kupiłam coś niby modnego, a jednak mój wygląd nie satysfakcjonował mnie. Lata mojej młodości przypadły na trudny okres. W sklepach niczego nie było, dlatego zaczęłam szyć. Najpierw mojemu synkowi, potem sobie, a potem już zarobkowo. Firmę krawiecką założyłam po studiach. To były takie czasy, że musiałam zrobić uprawnienia rzemieślnicze i zostałam czeladnikiem krawiectwa, choć skończyłam już Architekturę. Na tym kursie czeladniczym było wiele ludzi z wyższym wykształceniem. Pamiętam, było tam bardzo wesoło. Rozkręciłam prężnie działającą firmę, zatrudniałam kilka szwaczek. Materiały i nici były głównie krajowe, cudem zdobywane, ale dodatki kupowałam zagranicą. Moje sukienki, bluzki, spódnice nosiło wiele Gliwiczanek i nie tylko. Choć moje wyroby były bardzo drogie, to cieszyły się wielką popularnością. Zarabiałam mnóstwo pieniędzy, ale nie miałam czasu dla syna, męża, domu. Jeszcze w Wigilię czy w Sylwestra rozwoziłam towar po sklepach. Bardzo byłam zmęczona tak intensywną pracą i mój mąż również, dlatego gdy pojawiła się taka możliwość, wyjechaliśmy do Nigerii. Tam na uniwersytecie w Minnie, mąż dostał pracę jako wykładowca, a wkrótce i ja zaczęłam uczyć tam rysunku. Po powrocie urodziłam trzecie dziecko i właśnie wtedy do mojej siostry przyjechała kuzynka z Anglii, która pracowała w firmie Color Me Beautifull, jako konsultantka. W latach 80–tych, była to niezwykle popularna firma doradcza. Pamiętam, że brałam udział w wykładach z trzymiesięczną córeczką na rękach. Byłam tak zafascynowana, że nie chciałam niczego stracić. Wtedy już wiedziałam, że chcę to robić.
Jakiego rodzaju jest Twoje przygotowanie do tego, co robisz?
Gdzie się tego nauczyłaś?
Marta Stangel:
Przede wszystkim skończyłam Architekturę, a to dało mi podstawę z zakresu rozumienia barw, pewność ręki w rysunku. Zajęcia z rysunku i rzeźby zaznajomiły mnie z harmonią ludzkiego ciała, zajęcia z malarstwa nauczyły mnie patrzeć na model tak by wydobyć z niego, coś ciekawego. Tam też skrystalizował się mój gust. Krawiectwo dało mi pojęcie o znaczeniu fasonów dla proporcji ciała, ale pierwsze lekcje stylizacji dała mi pani Jaga Heys, konsultantka stylu. Potem, gdy odwiedziłam ją w Londynie zakupiłam od niej kilka książek. Po roku jeszcze raz udzieliła mi lekcji. Jednak brakowało mi wsparcia firmy: kosmetyków, materiałów, itp., dlatego zostałam konsultantką Oriflame. Jak zaczyna się pracować w tej branży, to chce się wiedzieć coraz więcej, dlatego gdy tylko firma Jane Anderson z Londynu zaczęła robić szkolenia w Polsce wzięłam udział w 2 tygodniowym kursie w Konstancinie pod Warszawą. To był znakomity kurs. Wiele się nauczyłam. Był bardzo drogi, więc musiałam się zapożyczyć, ale po 2 latach udało mi się spłacić długi. Potem skończyłam kurs profesjonalnego makijażu u Lindy Meredith. Ta właścicielka szkoły makijażu w Londynie, autorka książek cenionych przez fachowców, przyjechała do Polski na kilku dniowy kurs organizowany w Łodzi. Potem, gdy odwiedziłam ją w Londynie zakupiłam jej książkę i to ona na moją prośbę zaprenumerowała mi specjalistyczny magazyn, wtedy u nas nieosiągalny. Choć była to kosztowna inwestycja, to warto było. Myślę, że gdy ktoś teraz zaczyna, to ma o wiele prostszą drogę. Teraz jest w Polsce wiele szkół makijażu.
Ile jest w tym, co robisz wyuczonej wiedzy, a ile własnego doświadczenia, własnych spostrzeżeń?
Marta Stangel:
Te wszystkie kursy dały mi dobrą podstawę. Moje przygotowanie plastyczne też nie było bez znaczenia, ale potem to już praca własna. Czytałam wszystko z tej dziedziny, aż zorientowałam się, że w kilku kolejnych książkach nie znalazłam nic nowego. Teraz śledzę modę na bieżąco. Kurs w Konstancinie w pierwszej części analizy kolorystycznej ukończyło 40 pań, a był to naprawdę znakomity kurs, a w drugiej części Total Look już tylko kilkanaście.
Firma organizująca ten kurs, przysyłała mi klientki nawet jeszcze po latach.
Wymień proszę kilka błędów, które kobiety w wieku dojrzałym popełniają w życiu codziennym i jak to wpływa na ich wizerunek.
Marta Stangel:
Kobiety w wieku średnim są już ukształtowane i często boją się zmian. Często są zmęczone, brak im czasu i ponoszą duże obciążenia związane z kształceniem dzieci, dlatego sądzą, że trudno im poświęcić odpowiednią ilość czasu i pieniędzy na dobry wygląd. I właśnie dlatego namawiam je do oszczędności. Proponuję, aby kupowały lepsze kosmetyki i modniejsze ubrania dobrych firm, ale rzadko. Z rozmysłem i tylko to, co naprawdę będzie służyć przez dłuższy czas. Lepiej jest kompleksowo uzupełnić garderobę o kilka modnych ciuszków w modnych kolorach niż kupować na przecenach jakieś przypadkowe rzeczy, których się potem nie nosi. Przecież można, co sezon uaktualnić garderobę choćby modnymi rajstopami, szalem, fryzurą, makijażem i modnym lakierem do paznokci.
W jaki sposób można temu zapobiec?
Marta Stangel:
Bezcenna jest tu analiza ciała i analiza kolorystyczna. Należałoby je traktować jako inwestycje. Po przeprowadzonej analizie, przestajemy kupować rzeczy nietrafione. Mogą stać się początkiem rozważnego budowania garderoby. System 12 sztuk garderoby stwarza prawie nieograniczone możliwości.
Co mogłabyś poradzić najlepszej przyjaciółce, gdyby chciała atrakcyjnie wyglądać już, jako kobieta dojrzała?
Marta Stangel:
Zaproponowałabym przejrzenie szaf, wyrzucenie wszystkiego, co zbędne, niemodne, za małe lub zbyt zużyte. Resztę pogrupowałabym, co, z czym można nosić i czego brakuje. Reszta zależy od finansów i konkretnej sytuacji. Czasem wystarczy zmienić fryzurę, kupić modną szminkę i w odpowiednim kolorze apaszkę.
Proszę, powiedz, co czytasz, w jaki sposób uaktualniasz wiedzę, by to, co robisz było w zgodzie ze zmieniającymi się trendami, warunkami, w jakich żyjemy, potrzebami kobiet w dzisiejszych czasach.
Marta Stangel:
Przeglądam prasę, oglądam programy telewizyjne, oglądam wystawy gdziekolwiek jestem.
Jestem przekonana, że porady, które zgodziłaś się udzielać na łamach ORI KONTAKTU, też w znacznym stopniu pomogą kobietom, które nas tu odwiedzą. Pierwszy materiał jest już w przygotowaniu, a pomysły na następne czekają na realizację.
Cieszę się, że będę mogła gościć Cię u siebie i bardzo Ci dziękuję za rozmowę.
Marta Stangel:
Bardzo dziękuję za zaproszenie.
——————————————————————————-
Poznaj Sekret
Wracając z wnuczkiem do domu, rozmawiałam z ojcem jego kolegi. Dowiedziawszy się, że współpracuję z Oriflame od wielu lat, powiedział: „Trzeba mieć olbrzymią wiarę w sukces, żeby wytrwać w pracy o takim charakterze. Tak wiele osób zaczyna i szybko kończy…”
Bardzo mądre spostrzeżenie młodego człowieka… Poszłam dalej w tych rozważaniach, wróciłam do początków swojej pracy. Skąd wzięła się we mnie wtedy wiara w sukces?
Jakie myśli wtedy dominowały w mojej głowie?
Przypomnę, że 17 lat temu nie było jeszcze sprawdzonych wzorców do naśladowania, nie było literatury pomocnej w budowaniu tak kruchej przecież wiary w to, że mi się uda.
Skąd wzięła się aż taka u mnie wytrwałość?
W momencie, gdy na mojej drodze życiowej pojawiła się Firma Oriflame, byłam zdeterminowana na uzyskanie niezależności finansowej. Moje myśli zdominowane były przemyśleniami „jak to zrobić?”.
Wytłumaczenie tego znalazłam w książce Rhondy Byrne „Sekret”. Przeczytałam tam m.in.:
„Kiedy koncentrujesz myśli na czymś, czego chcesz, i trwasz przy tym, przywołujesz w tym momencie to, czego chcesz, przy wykorzystaniu najpotężniejszej siły we wszechświecie.”
I dalej: „To, o czym myślisz najintensywniej, albo na czym skupiasz się najbardziej, ujawni się, jako Twoje życie.”
„Prawo przyciągania daje Ci to, o czym myślisz!!!”
„Prawo przyciągania odzwierciedla i oddaje Ci dokładnie to, na czym skupiasz myśli.
Posiadając tę niezwykłą i dającą moc wiedzę, możesz całkowicie zmienić każdą okoliczność i wydarzenia w całym swoim życiu, zmieniając sposób myślenia.”
Zadziwiające….. W przeciągu ostatnich 3 dni, trafiłam na fragment filmu „Sekret”, koleżanka pożyczyła mi książkę pod tym samym tytułem, a rozmowa z ojcem kolegi wnuczka zainspirowała mnie do przemyśleń i do tego wpisu. Może to jest potrzebne właśnie Tobie w tym momencie?
Plejada znanych i cenionych nazwisk, takich jak:
Bob Proctor – filozof
Dr Joe Vitale – metafizyk
John Assaraf – przedsiębiorca
Mike Dooley – pisarz
Fred Alan Wolf – fizyk kwantowy
Bob Doyle – twórca
Ben Johnson – lekarz medycyny,·których wybrałam dla pokazania Ci, z jak różnych dziedzin specjaliści wypowiadają się na ten temat.
Zobacz fragment filmu „Sekret”. Zobacz i oglądaj często, niech to będą Twoje afirmacje ![]()
Wierzę, że skoro tylu światłych ludzi potwierdza działanie tego prawa, skoro doświadczyłam tego na sobie, to Tobie również możemy pomóc. ![]()
Zobacz fragment filmu „Sekret”
Może i dla Ciebie Oriflame będzie tą szansą, której szukasz ?
| WSTĄP DO KLUBU | lub | ZAMÓW KOSMETYKI |
Jeśli nie lubisz sprzedawać…
… to witaj w przeważającym kręgu społeczeństwa. Nie lubimy sprzedawać, bo źle nam się to kojarzy.
Nie chcemy być postrzegani, jako Ci, co „wciskają” swój towar komu tylko się da, recytując przy tym jednym tchem wyuczone formułki.
Okropne! Za nic na świecie nie chciałabym być tak właśnie postrzegana. I dopóki nie przekonałam się, że sprzedaż dokonuje się w zupełnie innych okolicznościach, broniłam się przed tym z całych sił.
Gdy zaczynałam współpracę z Oriflame, trudno było znaleźć poradniki dla sprzedawców, ale poszukiwałam ich z wielkim uporem. Na drodze swych poszukiwań, znalazłam stronę Wandy Loskot – http://www.sukcestwojejfirmy.com. Zachwycił mnie tam sposób patrzenia na sprzedaż i na inne aspekty prowadzenia działalności gospodarczej. Wanda Loskot (kto to jest Wanda) uzmysłowiła mi, że wszystkie tajniki sprzedaży są po prostu we mnie. Trzeba było jedynie zauważyć te cechy i uwierzyć, że wcale nie trzeba zmieniać się w kierunku, który mi nie odpowiadał, żeby odnosić sukcesy w sprzedaży. Piszę o tym dziś, z wielką wdzięcznością dla Wandy. Zobaczcie z resztą jak genialne są jej rady:
„Możesz mieć frajdę sprzedając!
Wyobraź sobie co by było, gdybyś nie miał tego negatywnego podejścia do sprzedawania – gdybyś zamiast sprzedawania unikać, znalazł w sprzedawaniu coś, co cię nie tylko interesuje, ale autentycznie porywa do działania?
Mam dla ciebie kilka wskazówek, które mogą sprawić całkowity zwrot w twoim podejściu do sprzedawania, a jak wiadomo wszystko się zaczyna od odpowiedniego podejścia…
Patrz na sprzedawanie z perspektywy pomagania ludziom.
Wielu ludziom sprzedawanie kojarzy się ze stereotypem sprzedawcy, który jest głośny, nachalny, manipuluje i stara się wciskać komuś coś, czego ta osoba nie chce. To jasne, że nie masz aspiracji żeby się z kimś takim w najmniejszym stopniu utożsamiać.
Mam dla ciebie wiadomość. Tak, rzeczywiście jest wielu takich sprzedawców – ale to nie są ci, którzy odnoszą sukcesy w sprzedaży.
Są także inni sprzedawcy, choć ich jest mniej i mniej sie rzucają w oczy, bo nie są tacy głośni i w ogóle nie są nachalni. Ci którzy odnoszą sukcesy w sprzedaży zachowują sie całkiem inaczej – podchodzą oni do sprzedaży z perspektywy pomagania ludziom. I na nich właśnie się chcesz wzorować.
Bo kiedy sprzedajesz coś co ludziom pomaga, rozwiązuje ich problemy, albo dostarcza im radości – to przecież sam im pomagasz. Zrozum więc, że sprzedawanie to właśnie pomaganie. Kiedy sprzedajesz – pomagasz i rozwiązujesz problemy swoich klientów. „
„Pamiętaj, żeby być autentycznie sobą.
Uzmysłów sobie, że nie musisz, ba – nawet nie możesz, być typowym sprzedawcą, żeby skutecznie sprzedawać. Żeby być skutecznym na dłuższą metę musisz być uczciwy i otwarty, nie musisz być osobą która “ma gadane” – wręcz przeciwnie, powinieneś więcej słuchać niż mówić.
A więc zrelaksuj się – MOŻESZ sprzedawać i jednocześnie być autentycznie sobą. Chyba, że rzeczywiście lubisz dużo mówić, wiec w tym wypadku musisz tę skłonność trzymać na wodzy. Tak czy siak, bycie sobą jest także w sprzedaży o wiele bardziej skutecznie niż udawanie kogoś kim nie jesteś.”
Przeczytaj całość artykułu :
http://www.sukcestwojejfirmy.com





