Archiwum kategorii ‘Wzmocnij siebie’

Noworoczne postanowienia – dłonie

Jeśli jedno z Twoich postanowień to: „Od nowego roku poświęcę więcej czasu
swojemu zdrowiu i urodzie”, to mogę Ci pomóc konsekwentnie realizować swój cel!

Jak we wszystkim, ważny jest plan działania. Plan, który rozłoży ogólne bardzo pojęcie
„dbać o zdrowie i urodę”, na konkretne codzienne działania.

Dobrze też jest zobaczyć w tym planie, że dbanie o zdrowie i urodę nie zabiera
aż tak dużo czasu i spokojnie można sobie na takie czynności pozwolić.
Regularnie, codziennie, krótkie zabiegi pielęgnacyjne, powtarzane co tydzień,
dadzą naprawdę świetne efekty.

Aha! Koniecznie wydrukuj sobie kolejne lekcje!
Zanim całotygodniowy program dbania o siebie stanie się nawykiem,
trzeba mieć pod ręką ściągę (zawsze tak robię, gdy wprowadzam
coś nowego do swoich zajęć).

Jeszcze tylko pytanie: czy chciałabyś czy chcesz zadbać o swoje zdrowie i urodę?

Jeśli chcesz, to zaczynamy! Całotygodniowy program dbania o urodę zaczerpnęłam
z publikacji „Noworoczne postanowienia”
Dominiki Zaborowskiej Kierownika Szkoleń Kosmetycznych Oriflame.


   

Kampania Świąteczna Oriflame

Listopad w tym roku jest niesamowity! Słoneczny, ciepły, aż się wierzyć nie chce… Oby tak było jak najdłużej…
Hm… Ale czy to dobre życzenia? Już niedługo 6 grudnia i  Mikołaj, a potem zaraz Święta Bożego  Narodzenia.
Czy starczy nam wyobraźni, żeby przywołać klimat Świąt ?
Jeśli śnieg nie spadnie, mróz nie poszczypie, to pozostanie nam tylko wyobraźnia i wspomnienia z dzieciństwa.

Handlowcy pomogą nam przybliżyć klimat Świąt na pewno! W Oriflame też przygotowujemy się do Świąt.
Przepiękne, pełne prezentów katalogi są już dostępne  :-) .
Poza tym sporo też o ofercie świątecznej Oriflame w prasie, telewizji i Internecie.

Spot promocyjny  emitowany jest  w TVP, Polsacie, TVN, Discovery, a także w stacjach tematycznych Polsatu i TVN. Kampania ma na celu pokazanie prodktów z Katalogów Oriflame
jako doskonałych pomysłów na prezenty świąteczne, zarówno dla bliskich jak i dalszych przyjaciół.

Kampania w prasie będzie widoczna w tytułach takich jak: Przyjaciółka, Wysokie Obcasy, Pani Domu, Flesz i Tele Tydzień. Reklamy w prasie będą szczególnie eksponować wspaniałą ofertę Katalogu 16
z tuszem Wonder Lash.

Kampania w internecie będzie dostępna na portalach takich jak gazeta.pl, onet.pl, facebook.com,
a także na wielu stronach internetowych poświęconych tematyce kobiecej.

Zachęcamy do obejrzenia tegorocznego spotu telewizyjnego poniżej.

Cyt. za Oriflame

Oriflame w TOP 5 najbardziej medialnych marek kosmetycznych w prasie!

Miło nam poinformować, że marka Oriflame znalazła się w czołówce 5 najbardziej medialnych marek kosmetycznych w rankingu magazynu branżowego PRESS.

Zajęcie 4 miejsca w najbardziej konkurencyjnej kategorii- brandów kosmetycznych to bardzo duże wyróżnienie dla działań PR prowadzonych przez Oriflame Poland.

 

Avon, L’Oreal, Nivea, Oriflame i Ziaja to marki najczęściej i najlepiej opisywane w prasie – zdobyły zbliżoną liczbę punktów za wydźwięk, a wśród publikacji o nich przeważały pozytywne.

 

Wyboru branż i brandów dokonano poprzez wskazanie tych, które w okresie od lipca 2010 do czerwca 2011 roku zostały przywołane w największej liczbie publikacji. W rezultacie powstało dwanaście zestawień sektorowych (w tym kosmetyczna branża), w ramach których ukazane zostały wyniki analiz dotyczących pięciu top marek. „Top Marka 2011″ po raz pierwszy prezentuje branżę kosmetyczną. Pięć TOP Marek to efekt największej ilości publikacji prasowych. Publikacje poddane analizie pochodzą z monitoringu ponad 1000 tytułów prasowych – zarówno o zasięgu ogólnopolskim, jak i regionalnym.

Cyt. za Oriflame

Gratuluję sukcesu. Cieszę się, że ja i moja grupa konsultantek mają w tym udział.
Wierzę, że uda nam się osiągnąć pozycję nr 1 na rynku polskim  :-)

Nagroda dla koleżanki w konkursie IKEA

„Mogę, bo chcę” – wpis o takim tytule zachęcał do wspólnej zabawy, w której to uczestnicząc mogliśmy pomóc koleżance z grupy w konkursie IKEA Przeczytaj „Mogę, bo chcę”.  Dla zwycięzcy w konkursie przewidziany był zestaw mebli kuchennych IKEA. Przyznam, że liczyłam na duże zaangażowanie całej grupy. Byłam też przekonana, że Karina zasługuje na taki zryw koleżanek i kolegów z grupy.
Jaki był efekt naszych starań? Otóż pomogliśmy Karinie zdobyć nagrodę. Wprawdzie nie udało się sięgnąć po główną nagrodę, ale jest zestaw garnków do wymarzonej kuchni :-)  .
Być może w kolejnym konkursie, zachęceni przyznaną nagrodą, zdobędziemy razem więcej.
A teraz cieszmy się tym, że  trochę radości Karinie podarowaliśmy. Dziękuję wszystkim za zaangażowanie!
Niech ten konkurs będzie dobrym początkiem w pomaganiu innym i niech tradycją stanie się takie działanie :-)

Przeczytaj, proszę podziękowania Kariny.

Chciałam bardzo serdecznie wszytkim podziękwać za głosy oddane na mój projekt w konkursie sponsorowanym przez Ikea – „KUCHNIA JAK MARZENIE”. Chciałam również poinformować tych , którzy oddali głosy, że zakwalifikowałam się do 50 najlepszych projektów i otrzymałam nagrodę w postaci zestawu garnków ze stali nierdzewnej z serii 365+. Apeluje również do wszytkich osób które nie uczestniczą w  konkursach, aby jednak próbowali! Nawet z niewielkiej wygranej można mieć satysfakcię. Bardzo się cieszę z tej wygranej.

Pozdrawiam serdecznie i jeszcze raz dziękuję :)

Nagroda dla Kariny w konkursie IKEA

Poniżej przedstawiam wygrany komplet naczyń 365+.

Mogę, bo chcę !

Nie mogę, bo nie chcę, albo niewystarczająco chcę. To jedyny powód, dla którego coś nam nie wychodzi.
Wielokrotnie już się o tym przekonałam. Swojego czasu pisałam o tym, jak fantastyczne efekty przynosi za sobą skupianie się na konkretnym działaniu. Wszystko rośnie, jeśli się na tym skupiasz. Zanim jednak zaczniesz się na tym skupiać, musisz tego po prostu bardzo chcieć.
Wspaniałym przykładem tego, o czym tu piszę jest nasza młodziutka koleżanka z grupy – Karina Kupka.

Podziwiam ją za tak wspaniałe efekty w życiu, dzięki temu, że po prostu chce.

Karina podczas pokazu makijażu
Karina podczas pokazu makijażu

Dyplom uczestnictwa w projecie "Kosmetyczka dyrektorska"

A jak chce, to może kończyć szkoły i kursy, które pozwalają jej w dążeniu do wyznaczonego celu.
Może też budować dom skromnymi nakładami pieniędzy.
Dom, a właściwie piętro domu zaadaptowane na mieszkanie, są już na ukończeniu.
Jak to robi? Wywiad wkrótce :-)  .
Marzeniem Kariny jest wyposażenie kuchni.
Wymaga to sporo nakładów pieniężnych , albo….

Możemy jej pomóc! Możemy udowodnić siłę grupy!
Ty też możesz jej pomóc w zrealizowaniu „kuchni marzeń”!

karina0609 - kuchnia z marzeń

Co możesz zrobić? Wystarczy, że codziennie , do 25 listopada oddasz głos na kuchnię Kariny:

Zagłosuj na kuchnię Kariny

Liczy się ilość oddanych głosów. Proszę, zagłosuj na  kuchnię Kariny .

Pomóż Karinie zrealizowć marzenie!
Pomaganie wzbogaca!

Zapisz w ulubionych stronę:
http://promocje.ikea.pl/kuchniajakmarzenie/projekt/4cc9952292669.html

Oddaj głos codziennie!

Wygrajmy razem, a potem, wybierzmy się na kawę do Kariny :-)

Nagroda dla Oriflame

Bardzo jest mi miło w takich chwilach :-)
Cieszę się bardzo, że mogę podzielić się z Tobą tą wiadomością :-)
Otóż firma, z którą współpracuję od wielu lat, Oriflame Poland Sp. z o.o. została laureatem 10 edycji Studenckiego Produktu Roku ® .

studencki_produkt_roku.jpg

Spotkanie z Brianem Tracy – 13.05.2010r

Zanim ulewy rozpanoszyły się na dobre, razem z Anią Kropką, w czwartek13 maja 2010r, wyruszyłyśmy w drogę do Warszawy, aby wziąć udział w spotkaniu z Brianem Tracy. Uczestniczenie w spotkaniu z Brianem Tracy na żywo, było moim marzeniem od dawna. Tym razem stało się ono dla mnie osiągalne, dzięki propozycji PSSB ( Polskie Stowarzyszenie Sprzedaży Bezpośredniej ).

Brian Tracy, to wyjątkowy człowiek. Jego prosto sformułowane rady, już nieraz pozwoliły mi osiągnąć to, co zaplanowałam. Chętnie podzielę się z Tobą tym, czego się od Briana dowiedziałam , wprowadziłam w życie, czyli doświadczyłam i dzięki temu z przekonaniem mogę polecić i Tobie.

Bez działania na emocjach , wręcz jak wypisana recepta…tak odebrałam to seminarium. Myślę, że to jeszcze nie raz zaowocuje u mnie i być może u Ciebie, jeśli tego zechcesz.

Dziś pozostawię Cię z cytatem Brian Tracy:

Sukces to droga od porażki do porażki bez utraty entuzjazmu

/Winston Churchill /

Aby przybliżyć Ci Braina Tracy jako szkoleniowca, pozwolę sobie zacytować:

BRIAN TRACY jest wymieniany obok Petera Druckera, Stephena Coveya czy Jacka Welchajako jeden z najbardziej wpływowych liderów biznesu na świecie. Szkoli rocznie ponad 250tysięcy osób w dużych i małych firmach na całym świecie w dziedzinie strategii, zarządzania,sprzedaży, rekrutacji, motywowania pracowników, rozwoju zawodowego i osobistego. Ma unikalnąumiejętność prowadzenia szkoleń w sposób, który pobudza słuchaczy do bezzwłocznegowdrażania w praktyce poznawanych technik i narzędzi.W prowadzonych przez niego seminariach wzięło dotąd udział ponad cztery miliony osób w 53krajach, w tym zarządy i kadra menedżerska takich firm, jak IBM, HP, Allianz, Cisco, ABB,Volvo, Citibank, Ford, BMW, Deloitte & Touche, McDonell Douglas, Coca Cola i wielu innych,znajdujących się w ścisłej czołówce światowej gospodarki.Jest twórcą wielu sprawdzonych programów szkoleniowych skierowanych do ludzi na każdympoziomie organizacji i wdrażanych w firmach na całym świecie. Założona przez Briana firmaszkoleniowa Brian Tracy International jest obecnie jedną z największych firm szkoleniowych,która wdraża programy według międzynarodowych standardów.Brian Tracy jest również autorem 70 książekprzetłumaczonych dotąd na 38 języków, w tymświatowe bestsellery: „Maksimum osiągnięć”,„Psychologia sprzedaży”, „Sposób na sukces”,„Sztuka zatrudniania najlepszych” czy „Turbocoach”.Podróżował i pracował w ponad 80 krajach nasześciu kontynentach, zna również cztery językiobce. Brian Tracy jest szczęśliwym mężemi ojcem czwórki dzieci. Aktywnie działa na rzeczspołeczności, zarówno na szczeblu lokalnym jaki ogólnokrajowym, jest także prezesem trzechfirm, których centrale mieszczą się w kalifornijskimSolana Beach.Brian Tracy jest również rektorem prywatnejszkoły wyższej. Jest nią prywatny uniwersyteto nazwie Brian Tracy University, szkolącyon-line w zakresie biznesu i przedsiębiorczości.Więcej informacji o Brianie Tracym znajduje sięna jego stronie: www.briantracy.pl

Zobacz też fragment  teleexpressu, w którym o Brianie Tracy mowa:

A oto króciutka relacja z naszego wyjazdu na spotkanie z Brianem Tracy:

Click to play this Smilebox slideshow:
Create your own slideshow - Powered by Smilebox
Customize a free slideshow design

Sukces tu i teraz. Osiągniesz wszystko, czego chcesz, szybciej, niż się spodziewasz

Sukces tu i teraz. Osiągniesz wszystko, czego chcesz, szybciej, niż się spodziewasz

autor: Brian Tracy

ISBN: 978-83-246-2915-2

Format: A5, stron: 272

Data wydania: 2011-01-21

Cena: 42.90zł

Nie tłumacz się, działaj! Odkryj moc samodyscypliny

Nie tłumacz się, działaj! Odkryj moc samodyscypliny

autor: Brian Tracy

ISBN: 978-83-246-2852-0

Format: A5, stron: 256

Data wydania: 2010-12-10

Cena: 34.90zł

 Fragment książki Fragment książki

Makijaż dzienny- odmładzający

„W wieku dojrzałym, pojawia się problem z opadającą powieką” – informuje śliczna młoda makijażystka na jednym z filmów umieszczonych na You Tube. Buzię ma tak młodą i śliczną, że trudno wyobrazić sobie opadającą powiekę w miejscu, które pokazuje. Pani ma być może dużą wiedzę, ale ja, kobieta dojrzała, z prawdziwym problemem opadającej powieki, skłonna jestem dać wiarę osobie, która taki problem obserwuje u siebie codziennie w lusterku.
Myślę, że i Ty droga koleżanko w podobnym do nas wieku, docenisz porady Marty Stangel, doświadczonej wizażystki.
Stworzyłyśmy dla Ciebie film, na którym zobaczysz jak odmłodzić swoją twarz makijażem.
Zobaczysz jak powstaje makijaż dzienny, krok po kroku. Zobaczysz różnicę, która zachęci Cię do powtórzenia tych samych etapów u siebie. Zobaczysz też kobietę dojrzałą – Martę Stangel, która odsłoniła swoje oblicze bez makijażu, po to, abyś jak najwięcej mogła skorzystać.
Chylę czoła przed odwagą Marty i dziękuję jej w imieniu kobiet, które odmłodnieją , stosując się do tych cennych wskazówek :-)

Zapraszam na 2 części filmu „Dzienny makijaż odmładzający” :-)

Wiosenny piknik Oriflame

Tylko pogoda zrobiła nam psikusa  :-(   Było bardzo zimno i najczęściej pochmurno :-(
W czwartek 22 kwietnia 2010r , zespołem „3 Anie” (Ania Kropka, Ania Sierawska i Ania Wolińska), reprezentowałyśmy naszą grupę na wiosennym pikniku Oriflame. Przepiękne miejsce wybrali organizatorzy na taką imprezę -  Zajazd „Karolinka” w Gogolinie . Gdy tylko zaświeciło słoneczko, otaczająca zajazd zieleń, zachwycała swoją różnorodnością gatunków i kompozycji.
Program spotkania realizowany był w namiocie, przy mniej lub bardziej ciepłych, a nawet energetycznych napojach ;-)
W biznesowej części spotkania poznaliśmy zapowiedzi produktów kosmetycznych w najbliższych katalogach (a wśród nich, UWAGA!, wraca 80% żel aloesowy) i akcje wspomagające nasze „oriflamowe” życie.
Już od 7 katalogu, nowa akcja rekrutacyjna ze wspaniałymi nagrodami dla nowych konsultantów i tych, którzy zechcą rozbudowywać swój zespół. Wspomnę tylko, że niektóre nagrody firmuje Firma KRUK…., a wzory zastrzeżone są tylko dla Oriflame.
Oprócz akcji rekrutacyjnych w katalogu 7 i 8, wspierać nasz rozwój będzie turniej mistrzowskich drużyn i Oribus.
I jeszcze jedna, super sprawa!
Dzięki wsparciu Oriflame (organizacyjnym i finansowym), konsultanci Oriflame od poziomu 12%, będą mogli uczestniczyć w spotkaniu z Brianem Tracy za jedyne 130,00 zł. Warto by konsultantem Oriflame! :-D
Zobacz krótki materiał z jednego ze spotkań z Brianem Tracy w poprzednich latach:

Po obiedzie program przewidywał niespodziankę.
Niesamowita była to niespodzianka.
Jurij Morkiszczew , estradowy hipnotyzer  pokazał niepowtarzalny i jedyny w swoim rodzaju program rozrywkowy z ogniem i szkłem.  To były  mocne i niezapomniane wrażenia.
Znalazłam dla Ciebie materiał, który przybliży Ci występ, w którym uczestniczyłyśmy „na żywo”
Zobacz :

A przesłanie, które ja wyniosłam ze spotkania z tym niezwykłym człowiekiem?

Uwierz w swoje możliwości! Wyznacz sobie cel i skup się na nim, a nie na trudnościach, które pojawiają się po drodze. To co niemożliwe, staje się możliwe!

Zobacz jeszcze relację z pikniku, którą dla Ciebie przygotowałam:

Click to play this Smilebox photobook: Wiosenny piknik Oriflame
Create your own photobook - Powered by Smilebox
Free photo album generated with Smilebox

…i po świętach!

Święta były dla mnie pierwszymi dniami odpoczynku od wielu tygodni. Od połowy stycznia bowiem, borykałam się z dość dużym remontem mojego mieszkania, pracując jednocześnie.
Wyścig z czasem( termin zakończenia remontu wyznaczyłam przed Świętami Wielkanocnymi)zakończyłam w piątek, pastując podłogi.
Po spotkaniach rodzinnych i odespaniu wielu nieprzespanych nocy, nachodziły mnie różne refleksje i przemyślenia. Jak to się dzieje, że udaje mi się(z wielkim trudem!!!) np.przetrwać remont, opanować komputer w stopniu umożliwiającym prowadzenie bloga, uzyskać niezależność finansową startując z  pozycji „0”… To tylko kilka z moich osiągnięć…Jak to zrobiłam? Co to jest za sposób, który pozwala pokonać duże trudności?
Znalazłam jedną odpowiedź. Jest to potwierdzenie tego, co gdzieś, kiedyś przeczytałam:
„To, na czym się skupiasz, rośnie! „

Przyznam, że ostatnio punkt skupienia skierowany był na remont. Był czas, gdy skupiałam się na tworzeniu bloga, poznaniu programów potrzebnych do jego obsługi itp.
Był też czas, gdy moją pierwszą, drugą i ostatnią myślą każdego dnia było tworzenie „mojego Oriflame”. Wszystko, na czym się skupiasz, rośnie! Życie daje mi tego liczne dowody.

Minęły święta, które jak dla mnie,  mogły być też dla Ciebie terminem zakończenia czegoś…
Nastają kolejne dni wyznaczania sobie nowych celów, a to, na czym się skupisz, będzie rosło!
Jeśli masz ochotę zobaczyć moje zmagania z remontem i jego efekty, to zapraszam:

Remont

O uprzejmości i uczynności

Pewnie opowieść o przykrym dla mnie zdarzeniu pozostałaby tylko w gronie moich najbliższych, ale dziwnym trafem, zaraz po tym zdarzeniu, wpadł mi w ręce artykuł Daniela Sukniewicza, który wiele mi wyjaśnił i sprawił, że zechciałam podzielić się z Tobą tym tematem.
Zdarzenie, o którym wspomniałam, miało miejsce ok. 2 tygodni temu. Podjechałam na stację benzynową, na której zwykle tankuję gaz do mojego autka. Podjechałam pod dystrybutor jak najdalej, tak, aby za mną mógł zmieścić się jeszcze następny samochód i rozpocząć tankowanie, gdy ja będę płacić za moje paliwo.
Przepisy w naszym kraju, zobowiązują obsługę stacji benzynowej do tankowania gazu przez wyszkolonego pracownika. Mogłam, zatem udać się do kasy wcześniej, nie czekając na zakończenie tankowania. Zwykle w tym czasie kasjer przygotowywał dla mnie fakturę, a po zakończeniu tankowania, mogłam od razu zapłacić za paliwo. Trudno sobie w zasadzie wyobrazić bardziej sprawne finalizowanie zakupów na stacji benzynowej.
W tym jednak dniu, przy kasie pracowała nowa osoba i czynności związane z wydrukowaniem faktury zabrały jej trochę więcej czasu. Podeszłam do trudności ze zrozumieniem, jako że każdy kiedyś przecież się czegoś uczy i wiadomo, że zabiera to więcej czasu.
Jakież jednak było moje zdziwienie, gdy po zapłaceniu rachunku, podeszłam do swojego auta, żeby odjechać. Poczułam się wręcz napadnięta przez właściciela samochodu, który ustawił się za mną do dystrybutora. Krzycząc, ponaglał mnie, żebym w końcu odjechała z miejsca, gdzie tamuję ruch.
A na koniec potoku słów, tak żebym nie miała żadnych wątpliwości, gdzie jest moje miejsce, powiedział: (cyt.)” kobiety to ja bardzo lubię, ale w domu, a nie za kierownicą”
Dodam tylko, że ów pan nie wyglądał na takiego, któremu chamstwo tak łatwo przychodzi. Pan w wieku dojrzałym, elegancko ubrany, sprawiający wręcz wrażenie „prezesa zarządu”. A jednak….
Niedługo po tym zdarzeniu, przeczytałam artykuł Daniela Sukniewicza, który cytuję poniżej.
Dedykuję go nam wszystkim, a zwłaszcza konsultantom Oriflame z mojej grupy.
Bardzo zależy mi na tym, żebyśmy zaczerpnęli wzorce od Starbucksa – firmy, która może być przykładem dla wielu. Wiem, że sporo z nas taki model obsługi klienta stosuje na co dzień. Wierzę, że sporo jeszcze możemy się nauczyć.
Nie mam jednak nadziei, że pan -„bohater” powyższej opowieści, kiedykolwiek się tym przejmie.

„Dlaczego mieszkańcy małych miasteczek są bardziej uczynni niż mieszkańcy dużych miast?

Dlaczego ci pierwsi okazują większą życzliwość niż mieszkańcy wielkich aglomeracji?
Czy przyczyna leży tylko w tempie życia, w tym, że ci pierwsi mają więcej czasu, a ci drudzy mają zaplanowaną każdą minutę.
Ostatnio znalazłem takie wytłumaczenie, że o wszystkim jak zwykle decydują pieniądze. Po prostu mieszkańcy mniejszych miejscowości zarabiają mniej, więc ich czas też jest mniej warty. Łatwiej więc poświęcają go na pomoc bliźnim. W dużych miastach ludzie cenią się bardziej, każda ich godzina jest o wiele bardziej wartościowa, więc nie bardzo chcą tracić czas dla bliźnich, bo spieszą się, by zarabiać pieniądze.
Mogę się założyć, że gdybym poślizgnął się na lodzie na środku małej miejscowości na pewno ktoś pospieszyłby mi z pomocą. Wątpię, czy na podobną pomoc mógłbym liczyć w dużym mieście wśród tłumów zabieganych ludzi.

Tę prawidłowość widać wyraźnie na przykładzie obsługi klienta.
Gdy trafimy do sklepu w małym miasteczku traktują nas trochę jak gościa. Ja np. często wykorzystuję takie sklepy, jako swoiste punkty informacji turystycznej. Gdy czegoś szukam w takim małym miasteczku wystarczy, ze zajrzę do sklepu, zapytam ekspedientkę i zawsze pokieruje ona we właściwe miejsce lub do właściwej osoby. Nigdy nie przyszło mi do głowy, by w sklepie szukać pomocy wówczas, gdy jestem w dużym mieście. Sprzedawcy w dużych miastach dzielą się na dwie kategorie – ci, którym klient trochę przeszkadza – albo czegoś od nich chce przed samym zamknięciem sklepu, albo zadaje zbyt dociekliwe pytania. Generalnie byliby szczęśliwsi, gdyby klient omijał ich sklep… Druga kategoria to sprzedawcy szkoleni. Znają wszystkie triki sprzedażowe, które poznali na kursach i wszystkie starają się wykorzystywać. Są uprzejmi, ale klient nigdy nie będzie wiedział, czy ich uprzejmość jest naturalna, czy jest wynikiem szkolenia, na którym kazali i mu się uśmiechać do każdego klienta.

Brakuje mi takich sprzedawców, którzy zajmowaliby się klientem jak gościem, który zawitał w progi ich sklepu.

Gościa, którego trzeba w tym sklepie podjąć jak najlepiej, trzeba go dobrze poznać zanim zaproponuje się mu produkt, trzeba nawiązać z nim więź – ale prawdziwą, taką, w której widać, że obie strony się lubią. Po prostu trzeba potraktować klienta jak człowieka, a nie jak portfel, do którego ktoś doczepił głowę, ręce, nogi i serce.

Tą drogą poszedł właśnie Starbucks – amerykańska sieć kawiarni, która zdobyła olbrzymią popularność nie tylko w Stanach, ale i na całym świecie.

I dlatego właśnie obsługa klienta, którą oferuje przeszła do legendy.
Bo gdzie indziej można spotkać pracownika firmy, który widząc, że stały klient zmienił miejsce pracy i przeniósł się na drugi koniec miasta zawozi mu do nowego miejsca pracy jego ulubioną kawę?
Gdzie indziej pracownicy wybiegają przed swoje miejsce pracy i pomagają wstać człowiekowi, który się poślizgnął przed kawiarnią, a potem towarzyszą mu w drodze do szpitala i siedzą przy nim w szpitalu?
Gdzie indziej pracownicy stawiają sobie za cel rozruszać ponurego klienta, który nigdy się uśmiechną, mimo iż oni zawsze witają go uśmiechem?
Gdzie indziej pracownik, który przyrządza kawę wyjdzie godzinę przed otwarciem kawiarni przed lokal, by zapytać, co podać klientowi, który właśnie podszedł, pod – jeszcze zamknięte – drzwi kawiarni?

Cała mądrość, dzięki której Starbucks przeszedł do legendy kryje się w jednej małej broszurce – Książeczce z zielonego fartucha, którą każdy pracownik Starbucksa nosi przy sobie.

Szefowie Starbucksa zadbali o to, by każdy pracownik sieci – czyli jak nazywają go w Starbucksie – partner, nigdy nie rozstawał się z filozofią firmy, więc wydrukowali Książeczkę z zielonego fartucha, gdzie na kilku zaledwie stronach przypominają podstawowe wartości firmy. Te zasady nie są rewolucją. Ich sukces polega na tym, że są rzeczywiście wdrażane na każdym poziomie zarządzania – od liderów korporacji po każdego partnera pracującego w kawiarniach. Siła Starbucksa, tkwi w tym, że szefowie dają wzór swym postępowaniem, a nie tylko żądają od nich realizacji zasad, stawiając się ponad nimi. To podejście odróżnia właśnie Starbucksa od innych firm, gdzie chlubne zapisy są często tylko martwymi hasłami, które wiszą w siedzibie centrali.

Kluczem do zrozumienia funkcjonowania firmy jest przede wszystkim zrozumienie tzw. „5 sposobów bycia”. Oto one:

1. Serdecznie powitaj gościa, czyli pozwól, żeby Twoi klienci poczuli się kimś ważnym.
Celem szefów Starbucksa jest stworzenie z każdej restauracji takiego miejsca, w którym ludzie czują, że są priorytetem i gdzie ich twarz się wypogadza. W jaki sposób ten cel realizują poszczególni partnerzy? Jednym ze sposobów jest poznanie ich z imienia, zdobycie wiedzy o tym, co piją, jak wabi się ich pies, do której szkoły chodzą ich dzieci,
i o wszystkim innym – mówi jedna z baristek, prowadząca specjalny arkusz, w którym zapisuje dane klientów. Partnerzy Starbucksa dostrzeganie klientów i ich rozpoznawanie opanowali do perfekcji. Świadczy o tym przypadek jednego z gości, wielkiego fana napoju Frappuccinno z syropem malinowym, który odwiedził kawiarnię po paru miesiącach przerwy. Gdy stanął w kolejce został natychmiast rozpoznany i zapytany: Grande Vanilla Creme Frappuccino z syropem malinowym, tak? Czy w Twojej firmie każdego klienta wita się tak, że robi to na nim naprawdę niezatarte wrażenie?

2. Bądź prawdziwy, czyli zbuduj więź z klientem, odkrywaj jego potrzeby i reaguj na nie.
Zasada ta wychodzi ze słusznego wniosku, że klienci chcą, by ich potrzeby miały znaczenie dla obsługujących ich osób, nie chcą być traktowani jak portfele, do których doczepiono ludzi.

Zbuduj więź z klientem, czyli staraj się wyjść poza oczekiwania klienta, poza formalne i sztywne pozdrowienie. Kluczową rolę w tworzeniu więzi z klientem odgrywa słuchanie. Muszą czuć, że ktoś ich słucha, a czasami nawet wyprzedza ich myśli odgadując ich potrzeby z zachowania i sygnałów niewerbalnych. Tak, jak baristka Angela, która rozpoznała u jednej z klientek problemy emocjonalne, przytłoczenie zbyt wielkim menu oraz onieśmielenie i w ramach prezentu od firmy podała jej specjalną kawę – Toffee Nut Latte, wychodząc z założenia, że nie ma osoby, która tego nie lubi? Czy tak jak pracownicy innego Starbucksa, w którym jedna z klientek poznała miłość swojego życia, starali się interesować rozwojem tego związku i okazywać zwyczajną przyjacielską życzliwość.
W wielu firmach taka więź się nie rodzi, bo jej stworzenie i utrzymanie jest bardzo trudne – kto chce się znaleźć na huśtawce emocjonalnej, która się z nią wiąże? O wiele łatwiej jest oferować usługę pozbawioną emocji.

Odkrywaj, czyli poznaj potrzeby klienta tak jak odkrywasz potrzeby ukochanej osoby.
Partnerzy Starbucksa poszukują zrozumienia dla potrzeb i pragnień innego człowieka. To niezwykłe jak pełni uznania są ludzie, jeśli postarasz się, żeby spełnione zostały ich potrzeby – mówi Susa, baristka z Ohio, która sprzedaje ekspresy do kawy, zadając proste pytanie: czy parzysz kawę sam dla siebie, czy potrzebujesz zaparzyć od razu
12 kubków.

Reaguj, czyli rób to, o czym zapomina wiele firm, które starają się budować więź z klientami i odkrywać ich potrzeby. Często jednak zapominają zareagować na te potrzeby. W Starbucksie jest inaczej – gdy klient zgłasza jakieś zastrzeżenia do podanego mu napoju partnerzy od razu, korzystając z tego, co usłyszeli czy nauczyli się od klienta, starają się je uwzględnić i zrobić taki napój, który usatysfakcjonuje podniebienie klienta.

Działania partnerów Starbucksa doskonale obrazują słowa jednego z menedżerów: Nie jesteśmy siecią kawiarni obsługującą ludzi, tylko firmą dla ludzi, która serwuje kawę.
A czy w waszej firmie pracownicy zajmują się budowaniem więzi z klientami,   odkrywaniem ich potrzeb i co najważniejsze reagowaniem na nie?

3. Miej dużą wiedzę na określony temat, czyli kochaj to, co robisz i dziel się swoją wiedzą z innymi.
Szefowie Starbucksa zachęcają partnerów, by pogłębiali swoją wiedzę i dzielili się nią
z klientami, bo wówczas rośnie wiedza klientów na temat kawy, a ich potrzeby stają się tak wyszukane, że nie zaspokoi ich inna, byle kawiarnia. Tacy klienci przestają być klientami, oni stają się wyznawcami – są nie tylko lojalni, ale także będą przekonywać innych, by skorzystali ze sprawdzonej oferty. Drogą do osiągnięcia właściwych kwalifikacji jest cykl szkoleń, z których nawet w czasie kryzysu Starbucks nie rezygnuje, wierząc w dewizę, że wiedza to władza. Nowo zatrudniony partner dostaje więc „kawowy paszport” – broszurę, którą musi wypełnić w ciągu pierwszych 90 dni pracy, i która wprowadzi go w świat kawy – dowie się, gdzie uprawia się kakaowce, jak pali się ziarna i w jaki sposób parzy sie kawę. W świat kawy wprowadza go także funt kawy tygodniowo, który dostaje każdy z partnerów Starbucksa, by mógł smakować najróżniejszych smaków także w domu. W toku pracy każdy zatrudniony w korporacji może zdobyć prestiżowy tytuł Coffee Master. Taki człowiek, którego wyróżnia czarny fartuch to prawdziwy guru od kawy. By zasłużyć na taki tytuł, trzeba odbyć kilkumiesięczne szkolenie, podczas którego zdobywa się wiedzę merytoryczną oraz przeprowadza się wiele degustacji kawy. Taki Coffee Master jest jednak źródłem wiedzy dla każdego klienta zaciekawionego kawą i na pewno zachęci każdego, by sam zaczął interesować się napojem, który sączy codziennie w kawiarni.
A czy w Twojej firmie pracownicy są prawdziwymi ekspertami, którzy mogą zamienić twoich klientów w wyznawców?

4. Bądź taktowny i licz się z uczuciami innych, czyli jak szanować środowisko, w którym żyjemy oraz innych ludzi, żyjących wraz z nami na świecie.
To przesłanie partnerzy, menedżerowie i szefowie Starbucksa realizują w różny sposób.
Firma wspiera rozwój odnawialnych źródeł energii, kawiarnie biorą udział w projektach proekologicznych – sadzą drzewa, częstują darmową kawą innych wolontariuszy
i jednocześnie opowiadają o kawach, które uzyskały Certyfikat Sprawiedliwego handlu. Jedna z kierowniczek kawiarni w Los Angeles podczas strajku kierowców autobusów sama przyjeżdżała po pracowników do domu, a potem rozwoziła ich po pracy. Gdy zaś zgarnęła główną wygraną w loterii kalifornijskiej, której losy kupiła ze składek całego zespołu, podzieliła po równo wygraną mówiąc: W Starbucksie pracujemy zespołowo i nawzajem się wspieramy. Gdybym wzięła wszystkie pieniądze, nie byłabym członkiem tego zespołu, a cel, w imię którego pracowałam, obróciłby się wniwecz.

5. Bądź zaangażowany, czyli aktywnie udzielaj się w życiu kawiarni, firmy oraz lokalnej społeczności.
Szefowie Starbucksa nie chcą, by 100 tys. ich pracowników skupiało się tylko na wykonywaniu rutynowych zadań. Postawili sobie cel, by partnerzy odgrywali aktywną rolę w swoich kawiarniach, w lokalnej społeczności, a także w całej firmie. By sami
w ten sposób doskonalili Starbucksa. Jednym z najlepszych sposobów jest rozejrzenie się po miejscu swojej pracy i zastanowienie się nad tym, jak ulepszyć obsługę klientów odwiedzających kawiarnię oraz działanie samego przedsiębiorstwa. Czasem wystarczy przyjrzeć się klientom, którzy odwiedzają twoją firmę, by stworzyć coś unikalnego. Grupa baristów Starbucksa z Kalifornii odkryła, że dużą grupę ich klientów stanowią osoby głuchonieme. Postanowili więc nauczyć się języka migowego, by ich łatwiej obsługiwać. Dziś, Starbucks jest głównym miejscem spotkań głuchoniemych na terenie Ameryki Północnej.

Dyrekcja Starbucksa oczekuje, by partnerzy byli zaangażowani w ulepszanie firmy i nie jest to tylko slogan. Aby udało się to zrealizować, konieczne jest wysłuchiwanie pomysłów i sugestii przedstawianych przez pracowników, a następnie wcielanie wszystkich tych pomysłów w życie. Taka gwarancja, że zostanie się wysłuchanym, a nie wygonionym za drzwi bądź wyśmianym skutkuje tym, że pracownicy potrafią na zapleczu kawiarni przez wiele dni robić eksperymenty z nowymi napojami, często po godzinach własnej pracy. Ale jak wyjaśnia jeden z takich eksperymentatorów, który przyczynił się do wynalazku napoju Coffee Jelly Frappuccino, który zrobił furorę w całej Japonii -  „To dobrze. To przecież moja firma.” W Seattle w Stanach natomiast partnerzy sami wymyślili nowy system obsługi klientów, bo odkryli, ze poprzedni był zbyt mało przepustowy. Nie ograniczyli się do krytyki warunków pracy, ale sami je udoskonalili.


Zaangażowanie oznacza także zaciśnięcie więzi ze społecznością, w której firma egzystuje. Tak działające przedsiębiorstwo mocno wpływa na życie okolicznych mieszkańców i staje się dla nich czymś ważnym. Pracownicy Starbucksa potrafią organizować wieczory występów dla okolicznych mieszkańców, a także poważniejsze projekty – jak szkolenia dla bezrobotnych. Nie zapominaj o ludziach, którzy mieszkają obok biura Twojej firmy. Korzystając
z doświadczenia Starbucksa możesz uczynić dla nich wiele dobrego.

Jaki jest morał z zasad, które przyświecają pracownikom Starbucksa?
Okaż ludziom zwykłą życzliwość, przejmij się nimi i traktuj jak swego gościa, którego zapraszasz do domu. Gościa przecież się nie ignoruje, nie każe czekać pod drzwiami, ani nie wygania się. My Polacy szczególnie dobrze powinniśmy wiedzieć, jak sobie z gośćmi radzić. Przecież, kto jak kto, ale to my słyniemy ze staropolskiej gościnności, która przeszła do historii wcześniej niż obsługa klienta w kawiarniach Starbucks…

Pozdrawiam

Daniel Sukniewicz „


Dziękując Panu Sukniewiczowi za wspaniały artykuł, zapraszam do odwiedzenia Jego strony:


http://www.poradnikmenedzera.pl/

Czy złapałaś kiedyś czarnego łabędzia?

Był czas, kiedy wszystko toczyło się dość gładko,  nadanym wcześniej torem.
Stabilizacja, poczucie bezpieczeństwa….
Aż tu nagle, w sposób zupełnie nieprzewidziany, zaczęły piętrzyć się kłopoty.
Braki w asortymencie Oriflame spowodowane m.in.kryzysem;
poważna choroba  kuriera i konieczność zmiany sposobu dostarczania zamówionego towaru; fatalna pomyłka przy pierwszym zamówieniu grupowym; wyjątkowo uciążliwa zima i do tego remont, który trzeba było zacząć  wcześniej niż planowałam oraz nowa akcja rekrutacyjna Oriflame, do której chcę się przygotować.
W takich to właśnie okolicznościach, zwróciłam uwagę na artykuł Daniela Sukniewicza „Czy złapałeś kiedyś czarnego łabędzia”.

Już jego początek, zapowiadał rozwinięcie tematu, który mnie właśnie przytłaczał:
Czasami do naszego w miarę uporządkowanego życia wkradają się nieprzewidziane wydarzenia.
Czy jesteśmy na nie gotowi?
Czy umiemy je wykorzystać, czy raczej je ignorujemy i czekamy, aż wszystko wróci do normy?”

Artykuł przypomniał mi o kilku  sytuacjach w  życiu, gdy udało mi się „złapać czarnego łabędzia”. Może i tym razem mi się uda? Może uda się i Tobie :-)
Koniecznie przeczytaj całość – jest bardzo ciekawa i  przekonywująca.

Czasami do naszego w miarę uporządkowanego życia wkradają się nieprzewidziane wydarzenia.
Czy jesteśmy na nie gotowi?
Czy umiemy je wykorzystać, czy raczej je ignorujemy i czekamy, aż wszystko wróci do normy?

Czasami do naszego w miarę uporządkowanego życia wkradają się nieprzewidziane wydarzenia.
Na przykład opady śniegu, które już sparaliżowały pół Europy, wywołując wszędzie lekką panikę.
Bo czy np. niemiecki biznesmen, przedstawiciel firmy zajmującej się nowoczesnymi rozwiązaniami technologicznymi, który miał właśnie wylatywać na delegację do Paryża, mógł przypuszczać, że lotnisko we Frankfurcie zostanie zamknięte?
Przecież takie rzeczy się nie zdarzają…
A jednak…
Co popsuło temu biznesmenowi szyki?
Opady śniegu?
Nie – przekonanie, że statystyczna prawidłowość zawsze się potwierdza.
Skoro port lotniczy we Frankfurcie działał bez zarzutu zimą zeszłego roku i w latach poprzednich, to i w tym roku nie powinno być problemów.

Wiele osób myślących w ten właśnie sposób potraciło majątki na giełdach całego świata.

Ale śnieg w środku zimy…
Czemu więc daliśmy się zaskoczyć opadom śniegu?
Patrzę tak sobie na pogodę za oknem, na kolejną śnieżną zadymę, na białe drogi – bardziej przypominające nigdy nie odśnieżane trakty w Puszczy Białowieskiej niż drogi w naszej stolicy – i dochodzę do wniosku, że pogoda w Polsce, ciągle nas zaskakuje, mimo że o tej porze roku powinniśmy być przygotowani na śnieg i mróz. Bo skoro nie dziwi nas, że w styczniu jest mróz i śnieg, to dlaczego ciągle nie nadążamy z odśnieżaniem, czy też z wymianą opon na zimowe? Niby powinniśmy się spodziewać intensywnych opadów śniegu, ale jeżeli śnieg pada nieprzerwanie przez kilka dni, to kraj ogarnia paraliż komunikacyjny. To jak to w końcu jest – jesteśmy na to przygotowani czy nie?
Dlaczego np. mieszkańcy małych osad, do których prowadzą drogi właściwie nie odśnieżane przez gminę, nie zadbają sami o to, by je oczyścić, tylko czekają, aż śnieg zasypie drogę tak, że stracą kontakt ze światem?
Czy pogoda jest aż tak nieprzewidywalna, a padający od kilku dni śnieg jest wydarzeniem tak ekstremalnym, że trudno się do tego przygotować?

A może wytłumaczenie jest inne – po prostu ignorujemy wszelkie ekstremalne sytuacje, nie tylko klimatyczne, bo tak jest nam wygodniej.
Często zakładamy, jak wpojono nam jeszcze w szkole, że wszystko trzeba uśrednić, a wyniki najbardziej odbiegające od średniej usunąć.
Jeśli więc przez ostatnich parę lat w styczniu była raczej łagodna zima, to nastawiliśmy się, że i w tym roku będzie podobnie.

Oczywiście meteorologowie powiedzą nam, że w tych opadach nie ma nic dziwnego, że mieszczą się przecież w średniej statystycznej. Powiedzą to jednak już po tym, jak one spadną. Jakoś trudno jest im je przewidzieć z dużym wyprzedzeniem, powiedzmy na początku grudnia i uczulić wszystkich mieszkańców naszego kraju, że przez najbliższy miesiąc będzie źle, bardzo źle. Po prostu z perspektywy historii i statystyki wszystko wydaje się przewidywalne. Jednak chyba tak nie jest, skoro ludzie w ostatnim kryzysie fi nansowym potracili swoje oszczędności, a firmy poupadały.

Wygląda na to, że nie tylko w skokach narciarskich podczas oceny narciarza za styl do wyniku nie wlicza się dwóch skrajnych ocen – najniższej i najwyższej.
Po prostu łatwiej jest zignorować coś, co nie mieści się w średniej, niż uwzględniać to w swoich planach i działaniach.

A może właśnie powinniśmy skupić się na ekstremach i w oparciu o nie oceniać nie tylko narciarzy, ale również budować nasze plany.

Jeżeli bowiem ktoś chciałby uśrednić dochody wszystkich mieszkańców sułtanatu Brunei, odrzucając osoby najbogatsze i najbiedniejsze, to okazało by się, że państwo należy do najbiedniejszych na świecie, choć w rzeczywistości jest jednym z najbogatszych. Skąd ten paradoks? Odrzucając najbogatszych, automatycznie odrzucilibyśmy rodzinę sułtana Brunei, która posiada lwią część majątku państwa.
Jak widać czasami coś co nie mieści się w normie, jest decydujące.
My jednak mamy umiejętność ignorowania tego, co nie mieści się w normie.

Weźmy na potwierdzenie tej tezy inną historię.

Parę lat temu dużym powodzeniem wśród historyków-hobbystów cieszyła się książka „Zakazana archeologia”. Autorzy opisali w niej wszystkie odkrycia nie mieszczące się w kanonie oficjalnej nauki – metalowe przedmioty datowane na czasy, w których żyły dinozaury, typowe egipskie ozdoby znajdowane w Ameryce Północnej, gdzie jak wiadomo Egipcjan nie było (przynajmniej tak głosi oficjalna nauka), a także wiele innych tajemniczych odkryć.

Okazuje się, że są takie wydarzenia i przedmioty z przeszłości, z którymi oficjalna nauka ma kłopot. Nie mieszczą się one w znanej nam ze szkolnych podręczników historii rodzaju ludzkiego. Paradoksalnie o tych problematycznych znaleziskach nie mówi się jednak głośno. Ludzie, którzy o nich piszą są traktowani przez poważnych naukowców z przymrożeniem oka i oceniani jako trochę niedouczeni fantaści, nie umiejący dogłębnie analizować źródeł archeologicznych czy historycznych (podtekst tego twierdzenia jest taki, że gdyby te źródła dogłębnie zanalizowali, to zobaczyliby, że takie znaleziska nie mają prawa być, tam, gdzie zostały znalezione, ergo – nawet jeżeli zostały znalezione, tam, gdzie zostały znalezione, to tak właściwie ich nie ma, bo nie powinny tam się znaleźć). 
I ci biedni poszukiwacze zdarzeń niewyjaśnionych i nie mieszczących się w oficjalnej historii, zaczynają popadać w paranoję oraz wierzyć , że istnieje jakieś tajne stowarzyszenie naukowców, stojących na straży tzw. oficjalnej historii i eliminujących z niej każde znalezisko, które choć trochę ją podważa.

Takie święte oficjum na podobieństwo inkwizycji chyba jednak nie istnieje, a winnymi tego, że kontrowersyjne poglądy nie mieszczą się na łamach oficjalnych książek do historii są po prostu czarne łabędzie…

O co chodzi z tymi łabędziami?

„The Black Swan” Nassima Nicholasa Taleba, książka która dwa lata temu zrobiła furorę na całym świecie i jej przesłanie chodzi mi po głowie, od kiedy zaczęły się te gigantyczne opady śniegu.

Ten śnieg stał się dla mieszkańców Europy czymś tak nieprzewidywalnym, a jednocześnie tak dezorganizującym życie, że chyba można go zaliczyć do zdefiniowanych przez Taleba „czarnych łabędzi”

Bo „czarny łabędź” to – zdaniem Taleba – zdarzenie nieprzewidywalne, które  jednak ma taką siłę, że rewolucjonizuje świat. Prawie wszystko w życiu społecznym to efekt rzadkich, ale ważnych wstrząsów i drgań – pisze.

Ale ludzie – tłumaczy – mają zdolność racjonalizować każde z tych nieprzewidywalnych zdarzeń tak, by okazało się, że właściwie musiały się one wydarzyć. Wpisują je w łańcuch historii i znajdują szereg przesłanek – całkiem racjonalnych, dlaczego właśnie teraz się to wydarzyło. Historia wydaje się jaśniejsza i lepiej zorganizowana w podręcznikach do historii niż w rzeczywistości.

Lubimy upraszczać, by zmniejszać skalę spraw – dodaje Taleb – a czarny łabędź to przypadek, na który nie ma miejsca w uproszczeniu.

Z każdym rokiem świat, w którym żyjemy staje się coraz mniej przewidywalny, podczas, gdy my cały czas wierzymy, że wszystko da się wytłumaczyć regułami statystycznymi.

Patrząc na wirujące za oknem płatki śniegu, przypominając sobie burze, które przechodziły tego lata nad Polską i kryzys ekonomiczny, który dotknął świat, nie sposób oprzeć się wrażeniu, że w twierdzeniach Taleba jest ziarnko prawdy.

Na nowojorskim lotnisku JFK znajdują się wielkie stoiska pełne gazet – podaje taki przykład – Są zazwyczaj obsługiwane przez bardzo uprzejmą rodzinę z Indii. Te gazety to cały korpus tego, co „dobrze poinformowana” osoba potrzebuje, by „wiedzieć, co się dzieje”. Niestety, cała ta wiedza nie pomogłaby czytelnikowi przewidzieć tego, co stanie się jutro.

Przesłanie książki Taleba jest szczególnie wyraźne wtedy, gdy za oknem dzieje się coś nieprzewidywalnego, albo wtedy, gdy świat oblecą wiadomości o jakimś nieprzewidzianym wypadku. Wtedy sobie o niej przypominamy. Powinniśmy jednak pamiętać o tym przesłaniu również wówczas, gdy wszystko dzieje się rutynowo, żeby być gotowym na kolejne nieprzewidziane sytuacje i by potrafić wykorzystać ich konsekwencje.
Od planowania rutynowych działań są statystycy.
Okazję można wykorzystać dopiero wtedy, gdy wydarzy się coś niezwykłego na co większość ludzi na świecie nie jest przygotowana, bądź po prostu pewne fakty czy wydarzenia ignoruje, bo nie pasują one do uporządkowanej wizji świata.
Trzeba być gotowym na przygodę.

Jak według autora „The Black Swan” wykorzystać nieprzewidywalne zdarzenia?

1. Rozróżnij, które z „czarnych łabędzi” są pozytywne, a które negatywne.
Najpierw należy przeprowadzić rozróżnienie pomiędzy pozytywną a negatywną przypadkowością. Trzeba nauczyć się rozróżniać te przedsięwzięcia, w których nieprzewidywalność może być (lub była) korzystna, od tych, w których spowodowała szkodę.
2. Korzystaj z okazji lub z wszystkiego, co wygląda jak okazja.
I pamiętaj, że okazje wcale nie są takie częste.
3. Ciężko pracuj, by wpuścić trochę nieprzewidywalnych wydarzeń do swego życia.
4. Pozytywne „czarne łabędzie” zakładają niezbędny pierwszy krok.
Musisz być na nie otwarty. Wiele ludzi nie zdaje sobie sprawy z tego, że to ich życiowa szansa, która nie często się zdarza, dlatego mogą ją przeoczyć.
5. Nie zadowalaj się niewdzięcznymi zadaniami – zamiast tego ścigaj swoje szanse.

Jako młody chłopiec zaczytywałem się (a któż z młodych chłopców z mojego pokolenia tego nie robił) w książkach o Panu Samochodziku. Do dziś pamiętam jedno przesłanie, które brzmiało jakoś tak: jeżeli chcesz przeżyć przygodę, nie możesz jej przeoczyć, musisz być gotowy by ją przeżyć i podążyć za za nią, choć może ci się w tym momencie wydawać, że nie jesteś na nią gotowy.

Nie odrzucaj więc wydarzeń, które nie mieszczą się w Twoim rutynowym życiu, światopoglądzie, planach. Przygoda, podobnie jak „czarne łabędzie” Taleba wysyłają zaproszenie tylko raz. Gdy go nie dostrzeżesz, być może nie wykorzystasz swojej wielkiej szansy.”

Zapraszam Cię na stronę autora: http://www.poradnikmenedzera.pl/

Zdjęcie zaczerpnęłam z galerii:  http://www.garnek.pl/reni50

Reniu, bardzo dziękuję za zgodę na posłużenie się Twoim zdjęciem :)

Zostań konsultantką
Zapisz się już dzisiaj!
Książka dnia

Dexter. Taki sympatyczny morderca

autor: Douglas L. Howard

Cena: 29.6 zł 37 zł

20% taniej!

Najnowsze komentarze
  • admin: Wacik nie jest najlepszy do nakładania pudru, ale za to bardzo higieniczny. Na własne potrzeby, polecam jednak...
  • DD: Jest Pani genialna ! Taka precyzyjna , pozazdrościć umiejętności robienia makijażu … Mam pytanie , czy Pani...
  • Krystyna K.: Świetny filmik! Dziękuję za cenne uwagi, pokazane w ciekawy sposób dzięki zastosowaniu „środków...
  • Maria: Witam, Takie Firmy jak Oriflame powinny wszystko robić, aby wspierać i ułatwiać konsultantkom zwiększanie...
  • admin: Nie wiem jak to jest w przypadku innych firm, ale dumna jestem z tego, że współpracuję z Firmą Oriflame, które...
Metamorfozy
Dystrybucja Marketing Anna Wolińska Gliwice
Polecam
Twórcza Akademia Kobiet
Statystyki
Prowadzone od: 26 maja 2009
Wizyty ogólem: 67861
Wizyty dzisiaj: 34
Odwiedzający online: 0