Archiwum kategorii ‘A to ci historia’
O uprzejmości i uczynności
Pewnie opowieść o przykrym dla mnie zdarzeniu pozostałaby tylko w gronie moich najbliższych, ale dziwnym trafem, zaraz po tym zdarzeniu, wpadł mi w ręce artykuł Daniela Sukniewicza, który wiele mi wyjaśnił i sprawił, że zechciałam podzielić się z Tobą tym tematem.
Zdarzenie, o którym wspomniałam, miało miejsce ok. 2 tygodni temu. Podjechałam na stację benzynową, na której zwykle tankuję gaz do mojego autka. Podjechałam pod dystrybutor jak najdalej, tak, aby za mną mógł zmieścić się jeszcze następny samochód i rozpocząć tankowanie, gdy ja będę płacić za moje paliwo.
Przepisy w naszym kraju, zobowiązują obsługę stacji benzynowej do tankowania gazu przez wyszkolonego pracownika. Mogłam, zatem udać się do kasy wcześniej, nie czekając na zakończenie tankowania. Zwykle w tym czasie kasjer przygotowywał dla mnie fakturę, a po zakończeniu tankowania, mogłam od razu zapłacić za paliwo. Trudno sobie w zasadzie wyobrazić bardziej sprawne finalizowanie zakupów na stacji benzynowej.
W tym jednak dniu, przy kasie pracowała nowa osoba i czynności związane z wydrukowaniem faktury zabrały jej trochę więcej czasu. Podeszłam do trudności ze zrozumieniem, jako że każdy kiedyś przecież się czegoś uczy i wiadomo, że zabiera to więcej czasu.
Jakież jednak było moje zdziwienie, gdy po zapłaceniu rachunku, podeszłam do swojego auta, żeby odjechać. Poczułam się wręcz napadnięta przez właściciela samochodu, który ustawił się za mną do dystrybutora. Krzycząc, ponaglał mnie, żebym w końcu odjechała z miejsca, gdzie tamuję ruch.
A na koniec potoku słów, tak żebym nie miała żadnych wątpliwości, gdzie jest moje miejsce, powiedział: (cyt.)” kobiety to ja bardzo lubię, ale w domu, a nie za kierownicą”
Dodam tylko, że ów pan nie wyglądał na takiego, któremu chamstwo tak łatwo przychodzi. Pan w wieku dojrzałym, elegancko ubrany, sprawiający wręcz wrażenie „prezesa zarządu”. A jednak….
Niedługo po tym zdarzeniu, przeczytałam artykuł Daniela Sukniewicza, który cytuję poniżej.
Dedykuję go nam wszystkim, a zwłaszcza konsultantom Oriflame z mojej grupy.
Bardzo zależy mi na tym, żebyśmy zaczerpnęli wzorce od Starbucksa – firmy, która może być przykładem dla wielu. Wiem, że sporo z nas taki model obsługi klienta stosuje na co dzień. Wierzę, że sporo jeszcze możemy się nauczyć.
Nie mam jednak nadziei, że pan -„bohater” powyższej opowieści, kiedykolwiek się tym przejmie.
„Dlaczego mieszkańcy małych miasteczek są bardziej uczynni niż mieszkańcy dużych miast?
Dlaczego ci pierwsi okazują większą życzliwość niż mieszkańcy wielkich aglomeracji?
Czy przyczyna leży tylko w tempie życia, w tym, że ci pierwsi mają więcej czasu, a ci drudzy mają zaplanowaną każdą minutę.
Ostatnio znalazłem takie wytłumaczenie, że o wszystkim jak zwykle decydują pieniądze. Po prostu mieszkańcy mniejszych miejscowości zarabiają mniej, więc ich czas też jest mniej warty. Łatwiej więc poświęcają go na pomoc bliźnim. W dużych miastach ludzie cenią się bardziej, każda ich godzina jest o wiele bardziej wartościowa, więc nie bardzo chcą tracić czas dla bliźnich, bo spieszą się, by zarabiać pieniądze.
Mogę się założyć, że gdybym poślizgnął się na lodzie na środku małej miejscowości na pewno ktoś pospieszyłby mi z pomocą. Wątpię, czy na podobną pomoc mógłbym liczyć w dużym mieście wśród tłumów zabieganych ludzi.
Tę prawidłowość widać wyraźnie na przykładzie obsługi klienta.
Gdy trafimy do sklepu w małym miasteczku traktują nas trochę jak gościa. Ja np. często wykorzystuję takie sklepy, jako swoiste punkty informacji turystycznej. Gdy czegoś szukam w takim małym miasteczku wystarczy, ze zajrzę do sklepu, zapytam ekspedientkę i zawsze pokieruje ona we właściwe miejsce lub do właściwej osoby. Nigdy nie przyszło mi do głowy, by w sklepie szukać pomocy wówczas, gdy jestem w dużym mieście. Sprzedawcy w dużych miastach dzielą się na dwie kategorie – ci, którym klient trochę przeszkadza – albo czegoś od nich chce przed samym zamknięciem sklepu, albo zadaje zbyt dociekliwe pytania. Generalnie byliby szczęśliwsi, gdyby klient omijał ich sklep… Druga kategoria to sprzedawcy szkoleni. Znają wszystkie triki sprzedażowe, które poznali na kursach i wszystkie starają się wykorzystywać. Są uprzejmi, ale klient nigdy nie będzie wiedział, czy ich uprzejmość jest naturalna, czy jest wynikiem szkolenia, na którym kazali i mu się uśmiechać do każdego klienta.
Brakuje mi takich sprzedawców, którzy zajmowaliby się klientem jak gościem, który zawitał w progi ich sklepu.
Gościa, którego trzeba w tym sklepie podjąć jak najlepiej, trzeba go dobrze poznać zanim zaproponuje się mu produkt, trzeba nawiązać z nim więź – ale prawdziwą, taką, w której widać, że obie strony się lubią. Po prostu trzeba potraktować klienta jak człowieka, a nie jak portfel, do którego ktoś doczepił głowę, ręce, nogi i serce.
Tą drogą poszedł właśnie Starbucks – amerykańska sieć kawiarni, która zdobyła olbrzymią popularność nie tylko w Stanach, ale i na całym świecie.
I dlatego właśnie obsługa klienta, którą oferuje przeszła do legendy.
Bo gdzie indziej można spotkać pracownika firmy, który widząc, że stały klient zmienił miejsce pracy i przeniósł się na drugi koniec miasta zawozi mu do nowego miejsca pracy jego ulubioną kawę?
Gdzie indziej pracownicy wybiegają przed swoje miejsce pracy i pomagają wstać człowiekowi, który się poślizgnął przed kawiarnią, a potem towarzyszą mu w drodze do szpitala i siedzą przy nim w szpitalu?
Gdzie indziej pracownicy stawiają sobie za cel rozruszać ponurego klienta, który nigdy się uśmiechną, mimo iż oni zawsze witają go uśmiechem?
Gdzie indziej pracownik, który przyrządza kawę wyjdzie godzinę przed otwarciem kawiarni przed lokal, by zapytać, co podać klientowi, który właśnie podszedł, pod – jeszcze zamknięte – drzwi kawiarni?
Cała mądrość, dzięki której Starbucks przeszedł do legendy kryje się w jednej małej broszurce – Książeczce z zielonego fartucha, którą każdy pracownik Starbucksa nosi przy sobie.
Szefowie Starbucksa zadbali o to, by każdy pracownik sieci – czyli jak nazywają go w Starbucksie – partner, nigdy nie rozstawał się z filozofią firmy, więc wydrukowali Książeczkę z zielonego fartucha, gdzie na kilku zaledwie stronach przypominają podstawowe wartości firmy. Te zasady nie są rewolucją. Ich sukces polega na tym, że są rzeczywiście wdrażane na każdym poziomie zarządzania – od liderów korporacji po każdego partnera pracującego w kawiarniach. Siła Starbucksa, tkwi w tym, że szefowie dają wzór swym postępowaniem, a nie tylko żądają od nich realizacji zasad, stawiając się ponad nimi. To podejście odróżnia właśnie Starbucksa od innych firm, gdzie chlubne zapisy są często tylko martwymi hasłami, które wiszą w siedzibie centrali.
Kluczem do zrozumienia funkcjonowania firmy jest przede wszystkim zrozumienie tzw. „5 sposobów bycia”. Oto one:
1. Serdecznie powitaj gościa, czyli pozwól, żeby Twoi klienci poczuli się kimś ważnym.
Celem szefów Starbucksa jest stworzenie z każdej restauracji takiego miejsca, w którym ludzie czują, że są priorytetem i gdzie ich twarz się wypogadza. W jaki sposób ten cel realizują poszczególni partnerzy? Jednym ze sposobów jest poznanie ich z imienia, zdobycie wiedzy o tym, co piją, jak wabi się ich pies, do której szkoły chodzą ich dzieci, i o wszystkim innym – mówi jedna z baristek, prowadząca specjalny arkusz, w którym zapisuje dane klientów. Partnerzy Starbucksa dostrzeganie klientów i ich rozpoznawanie opanowali do perfekcji. Świadczy o tym przypadek jednego z gości, wielkiego fana napoju Frappuccinno z syropem malinowym, który odwiedził kawiarnię po paru miesiącach przerwy. Gdy stanął w kolejce został natychmiast rozpoznany i zapytany: Grande Vanilla Creme Frappuccino z syropem malinowym, tak? Czy w Twojej firmie każdego klienta wita się tak, że robi to na nim naprawdę niezatarte wrażenie?
2. Bądź prawdziwy, czyli zbuduj więź z klientem, odkrywaj jego potrzeby i reaguj na nie.
Zasada ta wychodzi ze słusznego wniosku, że klienci chcą, by ich potrzeby miały znaczenie dla obsługujących ich osób, nie chcą być traktowani jak portfele, do których doczepiono ludzi.
Zbuduj więź z klientem, czyli staraj się wyjść poza oczekiwania klienta, poza formalne i sztywne pozdrowienie. Kluczową rolę w tworzeniu więzi z klientem odgrywa słuchanie. Muszą czuć, że ktoś ich słucha, a czasami nawet wyprzedza ich myśli odgadując ich potrzeby z zachowania i sygnałów niewerbalnych. Tak, jak baristka Angela, która rozpoznała u jednej z klientek problemy emocjonalne, przytłoczenie zbyt wielkim menu oraz onieśmielenie i w ramach prezentu od firmy podała jej specjalną kawę – Toffee Nut Latte, wychodząc z założenia, że nie ma osoby, która tego nie lubi? Czy tak jak pracownicy innego Starbucksa, w którym jedna z klientek poznała miłość swojego życia, starali się interesować rozwojem tego związku i okazywać zwyczajną przyjacielską życzliwość.
W wielu firmach taka więź się nie rodzi, bo jej stworzenie i utrzymanie jest bardzo trudne – kto chce się znaleźć na huśtawce emocjonalnej, która się z nią wiąże? O wiele łatwiej jest oferować usługę pozbawioną emocji.
Odkrywaj, czyli poznaj potrzeby klienta tak jak odkrywasz potrzeby ukochanej osoby.
Partnerzy Starbucksa poszukują zrozumienia dla potrzeb i pragnień innego człowieka. To niezwykłe jak pełni uznania są ludzie, jeśli postarasz się, żeby spełnione zostały ich potrzeby – mówi Susa, baristka z Ohio, która sprzedaje ekspresy do kawy, zadając proste pytanie: czy parzysz kawę sam dla siebie, czy potrzebujesz zaparzyć od razu 12 kubków.
Reaguj, czyli rób to, o czym zapomina wiele firm, które starają się budować więź z klientami i odkrywać ich potrzeby. Często jednak zapominają zareagować na te potrzeby. W Starbucksie jest inaczej – gdy klient zgłasza jakieś zastrzeżenia do podanego mu napoju partnerzy od razu, korzystając z tego, co usłyszeli czy nauczyli się od klienta, starają się je uwzględnić i zrobić taki napój, który usatysfakcjonuje podniebienie klienta.
Działania partnerów Starbucksa doskonale obrazują słowa jednego z menedżerów: Nie jesteśmy siecią kawiarni obsługującą ludzi, tylko firmą dla ludzi, która serwuje kawę.
A czy w waszej firmie pracownicy zajmują się budowaniem więzi z klientami, odkrywaniem ich potrzeb i co najważniejsze reagowaniem na nie?
3. Miej dużą wiedzę na określony temat, czyli kochaj to, co robisz i dziel się swoją wiedzą z innymi.
Szefowie Starbucksa zachęcają partnerów, by pogłębiali swoją wiedzę i dzielili się nią z klientami, bo wówczas rośnie wiedza klientów na temat kawy, a ich potrzeby stają się tak wyszukane, że nie zaspokoi ich inna, byle kawiarnia. Tacy klienci przestają być klientami, oni stają się wyznawcami – są nie tylko lojalni, ale także będą przekonywać innych, by skorzystali ze sprawdzonej oferty. Drogą do osiągnięcia właściwych kwalifikacji jest cykl szkoleń, z których nawet w czasie kryzysu Starbucks nie rezygnuje, wierząc w dewizę, że wiedza to władza. Nowo zatrudniony partner dostaje więc „kawowy paszport” – broszurę, którą musi wypełnić w ciągu pierwszych 90 dni pracy, i która wprowadzi go w świat kawy – dowie się, gdzie uprawia się kakaowce, jak pali się ziarna i w jaki sposób parzy sie kawę. W świat kawy wprowadza go także funt kawy tygodniowo, który dostaje każdy z partnerów Starbucksa, by mógł smakować najróżniejszych smaków także w domu. W toku pracy każdy zatrudniony w korporacji może zdobyć prestiżowy tytuł Coffee Master. Taki człowiek, którego wyróżnia czarny fartuch to prawdziwy guru od kawy. By zasłużyć na taki tytuł, trzeba odbyć kilkumiesięczne szkolenie, podczas którego zdobywa się wiedzę merytoryczną oraz przeprowadza się wiele degustacji kawy. Taki Coffee Master jest jednak źródłem wiedzy dla każdego klienta zaciekawionego kawą i na pewno zachęci każdego, by sam zaczął interesować się napojem, który sączy codziennie w kawiarni.
A czy w Twojej firmie pracownicy są prawdziwymi ekspertami, którzy mogą zamienić twoich klientów w wyznawców?
4. Bądź taktowny i licz się z uczuciami innych, czyli jak szanować środowisko, w którym żyjemy oraz innych ludzi, żyjących wraz z nami na świecie.
To przesłanie partnerzy, menedżerowie i szefowie Starbucksa realizują w różny sposób.
Firma wspiera rozwój odnawialnych źródeł energii, kawiarnie biorą udział w projektach proekologicznych – sadzą drzewa, częstują darmową kawą innych wolontariuszy i jednocześnie opowiadają o kawach, które uzyskały Certyfikat Sprawiedliwego handlu. Jedna z kierowniczek kawiarni w Los Angeles podczas strajku kierowców autobusów sama przyjeżdżała po pracowników do domu, a potem rozwoziła ich po pracy. Gdy zaś zgarnęła główną wygraną w loterii kalifornijskiej, której losy kupiła ze składek całego zespołu, podzieliła po równo wygraną mówiąc: W Starbucksie pracujemy zespołowo i nawzajem się wspieramy. Gdybym wzięła wszystkie pieniądze, nie byłabym członkiem tego zespołu, a cel, w imię którego pracowałam, obróciłby się wniwecz.
5. Bądź zaangażowany, czyli aktywnie udzielaj się w życiu kawiarni, firmy oraz lokalnej społeczności.
Szefowie Starbucksa nie chcą, by 100 tys. ich pracowników skupiało się tylko na wykonywaniu rutynowych zadań. Postawili sobie cel, by partnerzy odgrywali aktywną rolę w swoich kawiarniach, w lokalnej społeczności, a także w całej firmie. By sami w ten sposób doskonalili Starbucksa. Jednym z najlepszych sposobów jest rozejrzenie się po miejscu swojej pracy i zastanowienie się nad tym, jak ulepszyć obsługę klientów odwiedzających kawiarnię oraz działanie samego przedsiębiorstwa. Czasem wystarczy przyjrzeć się klientom, którzy odwiedzają twoją firmę, by stworzyć coś unikalnego. Grupa baristów Starbucksa z Kalifornii odkryła, że dużą grupę ich klientów stanowią osoby głuchonieme. Postanowili więc nauczyć się języka migowego, by ich łatwiej obsługiwać. Dziś, Starbucks jest głównym miejscem spotkań głuchoniemych na terenie Ameryki Północnej.
Dyrekcja Starbucksa oczekuje, by partnerzy byli zaangażowani w ulepszanie firmy i nie jest to tylko slogan. Aby udało się to zrealizować, konieczne jest wysłuchiwanie pomysłów i sugestii przedstawianych przez pracowników, a następnie wcielanie wszystkich tych pomysłów w życie. Taka gwarancja, że zostanie się wysłuchanym, a nie wygonionym za drzwi bądź wyśmianym skutkuje tym, że pracownicy potrafią na zapleczu kawiarni przez wiele dni robić eksperymenty z nowymi napojami, często po godzinach własnej pracy. Ale jak wyjaśnia jeden z takich eksperymentatorów, który przyczynił się do wynalazku napoju Coffee Jelly Frappuccino, który zrobił furorę w całej Japonii - „To dobrze. To przecież moja firma.” W Seattle w Stanach natomiast partnerzy sami wymyślili nowy system obsługi klientów, bo odkryli, ze poprzedni był zbyt mało przepustowy. Nie ograniczyli się do krytyki warunków pracy, ale sami je udoskonalili.
Zaangażowanie oznacza także zaciśnięcie więzi ze społecznością, w której firma egzystuje. Tak działające przedsiębiorstwo mocno wpływa na życie okolicznych mieszkańców i staje się dla nich czymś ważnym. Pracownicy Starbucksa potrafią organizować wieczory występów dla okolicznych mieszkańców, a także poważniejsze projekty – jak szkolenia dla bezrobotnych. Nie zapominaj o ludziach, którzy mieszkają obok biura Twojej firmy. Korzystając z doświadczenia Starbucksa możesz uczynić dla nich wiele dobrego.
Jaki jest morał z zasad, które przyświecają pracownikom Starbucksa?
Okaż ludziom zwykłą życzliwość, przejmij się nimi i traktuj jak swego gościa, którego zapraszasz do domu. Gościa przecież się nie ignoruje, nie każe czekać pod drzwiami, ani nie wygania się. My Polacy szczególnie dobrze powinniśmy wiedzieć, jak sobie z gośćmi radzić. Przecież, kto jak kto, ale to my słyniemy ze staropolskiej gościnności, która przeszła do historii wcześniej niż obsługa klienta w kawiarniach Starbucks…
Pozdrawiam
Daniel Sukniewicz „
Dziękując Panu Sukniewiczowi za wspaniały artykuł, zapraszam do odwiedzenia Jego strony:
http://www.poradnikmenedzera.pl/
Artystyczna dusza
Gdy zajrzysz do wpisu „Warsztaty Oriflame i Elle, a kiedy nasze?” (Przeczytaj całość ) , przeczytasz o „zdolnej kobiecie z duszą artystki, która potrafi pięknie malować kobiece twarze”.
Pani Marta Stangel była tą osobą, z którą realizowałam pomysł pokazów makijażu ,na początku mojej współpracy z Oriflame. Była też tą osobą, która nauczyła mnie sztuki makijażu i wspaniałej umiejętności docierania do klientki poprzez zauważanie tego, co w niej piękne.
Jak bardzo jest to cenna umiejętność i lecząca wręcz wątpiące w siebie dusze, przekonałam się kierując kiedyś młodą dziewczynę do Marty na spotkania, których efektem miało być opracowanie dla niej stylu. Miała to być forma prezentu na 18 urodziny dziewczyny.
Z relacji matki wynikało, że był to najwspanialszy prezent, jaki mogłam podpowiedzieć.
Przy pomocy Marty, dziewczyna odkryła w sobie drzemiące piękno i potrafiła je wyeksponować.
Kolejna, piękna kobieta przestała się chować za murem przeciwności losu (czasem wydumanych).
Uwierzyć w siebie! To najpiękniejsze, co może nam się przydarzyć
Piszę o tym dzisiaj dlatego, ponieważ po latach, znów mamy z Martą pomysł na to, jak pomagać kobietom. Zanim jednak zaczniemy ten pomysł realizować (początki zostały już zrobione i czekają na publikację), poprosiłam Martę Stangel o wywiad, tak, aby przybliżyć Ci jej osobę.
Wywiad z wizażystką – Martą Stangel
Marto, zanim poznałyśmy się, miałaś już opinię kobiety z duszą artystki. Znajomi polecili mi Ciebie, jako osobę potrafiącą pięknie malować kobiece twarze.
Proszę, powiedz, jak to się zaczęło? Co spowodowało, że zaczęłaś pomagać kobietom, by mogły pięknie wyglądać?
Marta Stangel:
Jak każda młoda kobieta interesowałam sie modą, lubiłam dobrze wyglądać, ale dziś, jak przypominam sobie, robiłam mnóstwo błędów, a co gorsza były to kosztowne błędy. Nie raz drogo kupiłam coś niby modnego, a jednak mój wygląd nie satysfakcjonował mnie. Lata mojej młodości przypadły na trudny okres. W sklepach niczego nie było, dlatego zaczęłam szyć. Najpierw mojemu synkowi, potem sobie, a potem już zarobkowo. Firmę krawiecką założyłam po studiach. To były takie czasy, że musiałam zrobić uprawnienia rzemieślnicze i zostałam czeladnikiem krawiectwa, choć skończyłam już Architekturę. Na tym kursie czeladniczym było wiele ludzi z wyższym wykształceniem. Pamiętam, było tam bardzo wesoło. Rozkręciłam prężnie działającą firmę, zatrudniałam kilka szwaczek. Materiały i nici były głównie krajowe, cudem zdobywane, ale dodatki kupowałam zagranicą. Moje sukienki, bluzki, spódnice nosiło wiele Gliwiczanek i nie tylko. Choć moje wyroby były bardzo drogie, to cieszyły się wielką popularnością. Zarabiałam mnóstwo pieniędzy, ale nie miałam czasu dla syna, męża, domu. Jeszcze w Wigilię czy w Sylwestra rozwoziłam towar po sklepach. Bardzo byłam zmęczona tak intensywną pracą i mój mąż również, dlatego gdy pojawiła się taka możliwość, wyjechaliśmy do Nigerii. Tam na uniwersytecie w Minnie, mąż dostał pracę jako wykładowca, a wkrótce i ja zaczęłam uczyć tam rysunku. Po powrocie urodziłam trzecie dziecko i właśnie wtedy do mojej siostry przyjechała kuzynka z Anglii, która pracowała w firmie Color Me Beautifull, jako konsultantka. W latach 80–tych, była to niezwykle popularna firma doradcza. Pamiętam, że brałam udział w wykładach z trzymiesięczną córeczką na rękach. Byłam tak zafascynowana, że nie chciałam niczego stracić. Wtedy już wiedziałam, że chcę to robić.
Jakiego rodzaju jest Twoje przygotowanie do tego, co robisz?
Gdzie się tego nauczyłaś?
Marta Stangel:
Przede wszystkim skończyłam Architekturę, a to dało mi podstawę z zakresu rozumienia barw, pewność ręki w rysunku. Zajęcia z rysunku i rzeźby zaznajomiły mnie z harmonią ludzkiego ciała, zajęcia z malarstwa nauczyły mnie patrzeć na model tak by wydobyć z niego, coś ciekawego. Tam też skrystalizował się mój gust. Krawiectwo dało mi pojęcie o znaczeniu fasonów dla proporcji ciała, ale pierwsze lekcje stylizacji dała mi pani Jaga Heys, konsultantka stylu. Potem, gdy odwiedziłam ją w Londynie zakupiłam od niej kilka książek. Po roku jeszcze raz udzieliła mi lekcji. Jednak brakowało mi wsparcia firmy: kosmetyków, materiałów, itp., dlatego zostałam konsultantką Oriflame. Jak zaczyna się pracować w tej branży, to chce się wiedzieć coraz więcej, dlatego gdy tylko firma Jane Anderson z Londynu zaczęła robić szkolenia w Polsce wzięłam udział w 2 tygodniowym kursie w Konstancinie pod Warszawą. To był znakomity kurs. Wiele się nauczyłam. Był bardzo drogi, więc musiałam się zapożyczyć, ale po 2 latach udało mi się spłacić długi. Potem skończyłam kurs profesjonalnego makijażu u Lindy Meredith. Ta właścicielka szkoły makijażu w Londynie, autorka książek cenionych przez fachowców, przyjechała do Polski na kilku dniowy kurs organizowany w Łodzi. Potem, gdy odwiedziłam ją w Londynie zakupiłam jej książkę i to ona na moją prośbę zaprenumerowała mi specjalistyczny magazyn, wtedy u nas nieosiągalny. Choć była to kosztowna inwestycja, to warto było. Myślę, że gdy ktoś teraz zaczyna, to ma o wiele prostszą drogę. Teraz jest w Polsce wiele szkół makijażu.
Ile jest w tym, co robisz wyuczonej wiedzy, a ile własnego doświadczenia, własnych spostrzeżeń?
Marta Stangel:
Te wszystkie kursy dały mi dobrą podstawę. Moje przygotowanie plastyczne też nie było bez znaczenia, ale potem to już praca własna. Czytałam wszystko z tej dziedziny, aż zorientowałam się, że w kilku kolejnych książkach nie znalazłam nic nowego. Teraz śledzę modę na bieżąco. Kurs w Konstancinie w pierwszej części analizy kolorystycznej ukończyło 40 pań, a był to naprawdę znakomity kurs, a w drugiej części Total Look już tylko kilkanaście.
Firma organizująca ten kurs, przysyłała mi klientki nawet jeszcze po latach.
Wymień proszę kilka błędów, które kobiety w wieku dojrzałym popełniają w życiu codziennym i jak to wpływa na ich wizerunek.
Marta Stangel:
Kobiety w wieku średnim są już ukształtowane i często boją się zmian. Często są zmęczone, brak im czasu i ponoszą duże obciążenia związane z kształceniem dzieci, dlatego sądzą, że trudno im poświęcić odpowiednią ilość czasu i pieniędzy na dobry wygląd. I właśnie dlatego namawiam je do oszczędności. Proponuję, aby kupowały lepsze kosmetyki i modniejsze ubrania dobrych firm, ale rzadko. Z rozmysłem i tylko to, co naprawdę będzie służyć przez dłuższy czas. Lepiej jest kompleksowo uzupełnić garderobę o kilka modnych ciuszków w modnych kolorach niż kupować na przecenach jakieś przypadkowe rzeczy, których się potem nie nosi. Przecież można, co sezon uaktualnić garderobę choćby modnymi rajstopami, szalem, fryzurą, makijażem i modnym lakierem do paznokci.
W jaki sposób można temu zapobiec?
Marta Stangel:
Bezcenna jest tu analiza ciała i analiza kolorystyczna. Należałoby je traktować jako inwestycje. Po przeprowadzonej analizie, przestajemy kupować rzeczy nietrafione. Mogą stać się początkiem rozważnego budowania garderoby. System 12 sztuk garderoby stwarza prawie nieograniczone możliwości.
Co mogłabyś poradzić najlepszej przyjaciółce, gdyby chciała atrakcyjnie wyglądać już, jako kobieta dojrzała?
Marta Stangel:
Zaproponowałabym przejrzenie szaf, wyrzucenie wszystkiego, co zbędne, niemodne, za małe lub zbyt zużyte. Resztę pogrupowałabym, co, z czym można nosić i czego brakuje. Reszta zależy od finansów i konkretnej sytuacji. Czasem wystarczy zmienić fryzurę, kupić modną szminkę i w odpowiednim kolorze apaszkę.
Proszę, powiedz, co czytasz, w jaki sposób uaktualniasz wiedzę, by to, co robisz było w zgodzie ze zmieniającymi się trendami, warunkami, w jakich żyjemy, potrzebami kobiet w dzisiejszych czasach.
Marta Stangel:
Przeglądam prasę, oglądam programy telewizyjne, oglądam wystawy gdziekolwiek jestem.
Jestem przekonana, że porady, które zgodziłaś się udzielać na łamach ORI KONTAKTU, też w znacznym stopniu pomogą kobietom, które nas tu odwiedzą. Pierwszy materiał jest już w przygotowaniu, a pomysły na następne czekają na realizację.
Cieszę się, że będę mogła gościć Cię u siebie i bardzo Ci dziękuję za rozmowę.
Marta Stangel:
Bardzo dziękuję za zaproszenie.
——————————————————————————-
Ucisz swój wewnętrzny głos
Chcę się dzisiaj podzielić z Tobą olbrzymim wzruszeniem, które towarzyszyło mi przy oglądaniu fragmentu wystąpienia Susan Boyle
w brytyjskiej edycji „Mam Talent”. Jeśli nie miałaś(eś) okazji, żeby zobaczyć i posłuchać Susan Boyle, to zrób to tutaj.
Jestem przekonana, że wystąpienie Susan, zrobi również na Tobie , ogromne wrażenie. Jej przykład, to lekarstwo, to balsam na rozkołatane dusze, które nie mogą znaleźć sobie miejsca w dzisiejszym, zagonionym i jednoznacznie ukierunkowanym na sukces świecie . Nie mogą sobie znaleźć miejsca dla siebie, bo nie mają ani urody, ani figury modelki ,ani też wiary w swoje możliwości. Już na wstępie, czują wyrok losu i nie podejmują żadnych działań.
Czyż nie zdarzyło Ci się słyszeć swojego, wewnętrznego głosu, najsurowszego krytyka, który każdą Twoją odważną myśl niweluje w momencie jej powstania ?
„To nie dla Ciebie”, „Ty się do tego nie nadajesz”, „Nie poradzisz sobie z tym”, „Jesteś za stara” lub „Jesteś za młoda”, „Jesteś za gruba” itp.
To okrutne, jak ten najsurowszy krytyk świata, cieszący się największym autorytetem, jak często do nas tak przemawia i jak wielką wyrządza nam krzywdę.
Przemawia tak, bo takie ma wzorce, według których formułuje swoje oceny.
Koniecznie zobacz film z wystąpieniem Susan Boyle! Zobaczysz, jak za sprawą jednej osoby, pryskają narosłe przez lata mity związane z warunkami sukcesu. Obal wzorce swojemu wewnętrznemu krytykowi,
kliknij tutaj, zobacz i posłuchaj . Przeżycie jest niesamowite !
Ameryka, Ameryka….
Często o niej mowa.
Jak nie kryzys, to wybory prezydenckie – ostatnio króluje, jako temat nr 1.
Zatem i ja w tym klimacie
.
Czy zastanawiałaś się kiedyś skąd się wziął i jak powstał pierwszy plan marketingowy firmy, która po raz pierwszy uruchomiła sprzedaż systemem wielopoziomowym,
tzw. MLM?
Opowiem Ci dzisiaj anegdotę, która już nie jednej osobie pomogła zrozumieć zasadę sprzedaży wielopoziomowej. Przeczytaj resztę tego wpisu »
Historia jednej pomadki
Na początek była ta pierwsza w życiu pomadka.
Chyba nawet ukrywana wtedy przed mamą.
Bardzo szybko poczułam tę nieodpartą chęć wypróbowania innej.
Zakupiona i …do szuflady – zupełnie nietrafiony odcień
.
Miałam dalej tylko jedną pomadkę.
Chyba bardzo mi to przeszkadzało, bo wstępowałam po drodze do każdej drogerii, żeby pooglądać pomadki. Pooglądać zza szyby lady wystawowej lub z dala, z ręki sprzedawcy, bo o wypróbowaniu przed zakupem nikt wtedy nawet nie marzył.
Jeśli tak prezentowana pomadka spodobała mi się, to zakupiłam
i spieszyłam do domu, żeby wypróbować.
Ogarnęła mnie jakaś mania kupowania pomadek, z których część była do zastosowania (ewentualnie w połączeniu z inną), a część pozostawała ukryta przed światem w szufladzie.
Mój dialog wewnętrzny znajdował coraz to nowe usprawiedliwienie na takie niefrasobliwe wyrzucanie pieniędzy …..do szuflady.
Ale znalazł się dla mnie ratunek! Przeczytaj resztę tego wpisu »



